"Eko" na etykietce to za mało, by marchew była zdrowa
2009-12-13
aktualizacja: 2009-12-13 20:09
fot. Roman Jocher / AG fot. Roman Jocher / AG
- Nie wystarczy, że producent na etykietce napisze sobie: "bio", czy "eko". Żywność ekologiczna musi być certyfikowana - mówi Elżbieta Szyler, specjalistka ds. rolnictwa ekologicznego
ZOBACZ TAKŻE
- W poszukiwaniu ekologicznych ciuchów (09-12-09, 11:03)
- Butelki na prawo, słoiki na lewo, czyli segreguję śmieci (09-12-09, 11:00)
- Na zielonej ścieżce: szkło osobno, plastik osobno (03-12-09, 11:17)
- Zrób coś dla Ziemi - nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka (03-12-09, 11:18)
- Na zielonej ścieżce - ekologiczna kolacja (02-12-09, 10:32)
- Żarówkowy patrol (01-12-09, 10:30)
- Na zielonej ścieżce - zaczynam oszczędzanie energii (28-11-09, 00:13)
- Czy w Trójmieście da się żyć ekologicznie? (26-11-09, 20:40)
Aleksandra Kozłowska: Od dwóch tygodni staram się wprowadzać ekologię w codzienne życie. Jedną ze ścian, z którą się zderzyłam, jest ekologiczna żywność, a dokładniej fakt, że trudno ją dostać. W żadnym z moich osiedlowych sklepów nie ma warzyw czy owoców z ekologicznych upraw.
Elżbieta Szyler: - Bo rzeczywiście takich produktów nie ma w naszych sklepach. Żeby jeść marchew, ziemniaki, buraki czy ogórki uprawiane bez przemysłowej chemii: sztucznych nawozów, pestycydów czy herbicydów, trzeba samemu pojechać prosto do rolnika, który prowadzi certyfikowane ekologiczne gospodarstwo.
A skąd mam wiedzieć, gdzie szukać takich rolników?
- Co roku ich listę publikuje Urząd Wojewódzki. Oprócz adresów rolników można tam przeczytać, w czym się specjalizują, czy tylko np. w warzywach, czy też w przetworach, produktach zbożowych albo mlecznych.
Barierą przy ekologicznych zakupach są też wysokie ceny. Np. za pół kg gryczanej biomąki zapłaciłam w osiedlowym markecie prawie 7 zł.
- Ekologiczne uprawy wymagają więcej pracy ręcznej, choćby odchwaszczania - przecież nie można stosować herbicydów. Rolnik musi też w naturalny sposób ożywiać glebę: stosować płodozmian, nawozy naturalne, czyli obornik, rośliny motylkowe, które też wzbogacają ziemię. W konwencjonalnym rolnictwie wystarczy worek sztucznego nawozu raz na rok, rolnictwo ekologiczne wymaga pracy rozłożonej na lata, na początku też zbiory są niższe.
Może więc odpuścić sobie "zdrową żywność" i jeść to, co można kupić w każdym spożywczaku?
- Jeśli nie zależy pani na wartościach odżywczych, to proszę. W Polsce niestety konsumenci wciąż mają niską świadomość tego, że żywność wytwarzana przemysłowo ma mniej witamin, a więcej azotanów, że jest trudniej przyswajalna przez organizm i nie dostarcza mu tylu składników co jedzenie ekologiczne. Problemem jest również to, że często nie wiemy, które produkty są tak naprawdę ekologiczne. Bo nie wystarczy, że producent na etykietce napisze sobie: "bio", czy "eko". Żywność ekologiczna musi być certyfikowana, to znaczy, że obok nazwy producenta musi się znajdować nazwa jednostki certyfikującej. W tej chwili działa w Polsce 11 takich firm mających akredytację Ministra Rolnictwa.
Co więc mogę zrobić, żeby w dzielnicowym sklepiku kupować warzywa bez azotanów i mleko, które nie będzie białą wodą?
- Potrzebny jest oddolny ruch konsumentów. Wystarczy, że grupa kilku, kilkunastu osób zacznie się domagać od właściciela takiego sklepu by raz, dwa razy w tygodniu można tam było dostać ekologiczne produkty, a rozsądnie myślący właściciel powinien te życzenia uwzględnić. Przecież jemu też zależy na klientach.
Zaproszenie
Otwarty Ekologiczny Uniwersytet zaprasza na wykład "Żywność ekologiczna przed świętami". Poniedziałek, 14 grudnia, godz. 18, Dom Harcerza (Gdańsk, ul. Za Murami 2). Wstęp wolny
Elżbieta Szyler: - Bo rzeczywiście takich produktów nie ma w naszych sklepach. Żeby jeść marchew, ziemniaki, buraki czy ogórki uprawiane bez przemysłowej chemii: sztucznych nawozów, pestycydów czy herbicydów, trzeba samemu pojechać prosto do rolnika, który prowadzi certyfikowane ekologiczne gospodarstwo.
A skąd mam wiedzieć, gdzie szukać takich rolników?
- Co roku ich listę publikuje Urząd Wojewódzki. Oprócz adresów rolników można tam przeczytać, w czym się specjalizują, czy tylko np. w warzywach, czy też w przetworach, produktach zbożowych albo mlecznych.
Barierą przy ekologicznych zakupach są też wysokie ceny. Np. za pół kg gryczanej biomąki zapłaciłam w osiedlowym markecie prawie 7 zł.
- Ekologiczne uprawy wymagają więcej pracy ręcznej, choćby odchwaszczania - przecież nie można stosować herbicydów. Rolnik musi też w naturalny sposób ożywiać glebę: stosować płodozmian, nawozy naturalne, czyli obornik, rośliny motylkowe, które też wzbogacają ziemię. W konwencjonalnym rolnictwie wystarczy worek sztucznego nawozu raz na rok, rolnictwo ekologiczne wymaga pracy rozłożonej na lata, na początku też zbiory są niższe.
Może więc odpuścić sobie "zdrową żywność" i jeść to, co można kupić w każdym spożywczaku?
- Jeśli nie zależy pani na wartościach odżywczych, to proszę. W Polsce niestety konsumenci wciąż mają niską świadomość tego, że żywność wytwarzana przemysłowo ma mniej witamin, a więcej azotanów, że jest trudniej przyswajalna przez organizm i nie dostarcza mu tylu składników co jedzenie ekologiczne. Problemem jest również to, że często nie wiemy, które produkty są tak naprawdę ekologiczne. Bo nie wystarczy, że producent na etykietce napisze sobie: "bio", czy "eko". Żywność ekologiczna musi być certyfikowana, to znaczy, że obok nazwy producenta musi się znajdować nazwa jednostki certyfikującej. W tej chwili działa w Polsce 11 takich firm mających akredytację Ministra Rolnictwa.
Co więc mogę zrobić, żeby w dzielnicowym sklepiku kupować warzywa bez azotanów i mleko, które nie będzie białą wodą?
- Potrzebny jest oddolny ruch konsumentów. Wystarczy, że grupa kilku, kilkunastu osób zacznie się domagać od właściciela takiego sklepu by raz, dwa razy w tygodniu można tam było dostać ekologiczne produkty, a rozsądnie myślący właściciel powinien te życzenia uwzględnić. Przecież jemu też zależy na klientach.
Zaproszenie
Otwarty Ekologiczny Uniwersytet zaprasza na wykład "Żywność ekologiczna przed świętami". Poniedziałek, 14 grudnia, godz. 18, Dom Harcerza (Gdańsk, ul. Za Murami 2). Wstęp wolny
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
"Eko" na etykietce to za mało, by marchew była ...
jagrudz
14.12.09, 12:44
Ja to wierzę tylko bezpośrednio producentom i to tylko tym co znam od latreszta to jak zwykle w Polsce-reklama,falsyfikat,wszystko można kupić.Jagrudz»
Najczęściej czytane24 htydzień




