Jacek Karnowski: Zagryzłbym prezydenta Sopotu
2009-12-05
aktualizacja: 2009-12-04 21:48
- No, baranki drogie, tu złodziej, sknera, umorzyli śledztwo Centrum Haffnera - SMS-a tej treści porozsyłał do polityków PO prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Czy chce wrócić do kolegów z Platformy?
ZOBACZ TAKŻE
- Prezydentowi Karnowskiemu chce się wyć (05-03-10, 07:00)
- Rosną szanse Karnowskiego na utrzymanie władzy w Sopocie (08-02-10, 07:00)
- Śledztwo w sprawie prezydenta Sopotu jeszcze potrwa (23-12-09, 10:00)
- Dlaczego nie ma afery w sopockim Centrum Haffnera? (21-12-09, 23:00)
Maciej Sandecki: Zabawna rymowanka, ale co Pan chciał osiągnąć tym SMS-em? Do kogo pan go wysłał?
Jacek Karnowski: Do bardzo wielu osób. Do rodziny, znajomych, do wielu polityków Platformy oraz dwóch działaczy PiS.
Do premiera Tuska też?
- Nie, bo nie mam jego telefonu wpisanego w komórce, ale dostały go osoby z bliskiego otoczenia premiera.
Ten SMS to był taki spontaniczny wyraz radości z zakończenia sprawy Centrum Haffnera.
Musiał się pan rzeczywiście bardzo ucieszyć.
- Oczywiście. Centrum Haffnera to nasza największa, sztandarowa inwestycja. Tymczasem próbowano przedstawić światu, że to jakiś przekręt. Po niczym niepopartych donosach wszczęta została bezsensowna kontrola CBA. Pytanie, dlaczego zrobiło ją CBA? Taką kontrolę to powinna zrobić Najwyższa Izba Kontroli, bo tam są kompetentni ludzie do tego powołani, a CBA to w tych sprawach dyletanci. Zmarnowali mnóstwo pieniędzy, a urzędnikom masę czasu. Nie tylko zresztą urzędnikom, ale setkom ludzi, których wzywano na przesłuchania - z różnych firm, banków, specjalistów. I wszystko z powodu idiotycznego donosu.
No, tak, ale czy służby nie powinny prześwietlać interesów samorządów, skoro istnieje podejrzenie, że coś jest nie tak?
- Ale nie na taką skalę! Tutaj służby na siłę chciały coś znaleźć. Sprawdzały skrupulatnie wszelkie procedury, podważały nasze decyzje, pomimo że posiadaliśmy opinie zewnętrznych ekspertów, nie patrząc kompletnie na efekt inwestycji. Na to, że Centrum Haffnera powstało, że setki ludzi znalazły dzięki temu pracę, że jest wizytówką miasta. Z przerażeniem na to patrzę, bo nie o taką Polskę walczyliśmy, w której służby działają poza wszelką kontrolą. Dlatego na mojej stronie internetowej opisuję przypadki podobne do mojego. Popatrzmy na Małgorzatę Ostrowską z SLD, przecież tę kobietę strasznie skrzywdzono. A śmierć Barbary Blidy? A przypadki Janusza Kaczmarka, Lecha Jeziornego, Romana Kluski, Artura Balazsa? To ofiary omnipotencji służb. Dlatego to trzeba zmienić, wypalić do samego jądra.
Powróćmy do SMS-a. Inaczej mówiąc napisał pan kolegom z PO: widzicie, zostałem oczyszczony, niesłusznie mnie skreśliliście. Chciałby pan wrócić do Platformy?
- Po pierwsze nikt mi nie składał takiej propozycji. Po drugie na własnej skórze zrozumiałem, że ta partia jest za bardzo centralnie sterowana, co mi nie odpowiada. Chodzi mi o zawieszenie sopockich radnych PO, którzy nic złego nie zrobili, a jedynie mnie wspierali. Oczywiście politycznie najbliżej mi nadal do PO, ale też przysłowie mówi, że przyjaciół poznaje się w biedzie.
Nie wszyscy okazali się przyjaciółmi?
- Nie wszyscy, choć większość zachowała się wobec mnie w porządku.
Tradycyjne pytanie. Jeśli oczyści się pan też z zarzutów korupcyjnych, to wystartuje na prezydenta Sopotu za rok?
- Na 99,9 proc. nie. Ale chciałbym startować w wyborach do sejmiku wojewódzkiego.
Czemu nie na radnego Sopotu?
- Bo zagryzłbym prezydenta miasta. Niewątpliwie od razu wszedłbym z nim w konflikt, bo miałbym inną wizję miasta. To nie byłoby zdrowe dla nas obu, a poza tym wiązało się z podejrzeniem, że steruję nim z tylnego siedzenia.
To kto zostanie prezydentem Sopotu?
- Jest dwóch dobrych kandydatów, moich zastępców - Wojciech Fułek i Paweł Orłowski.
Ale na kogo by pan postawił pieniądze u bukmachera?
- Odpowiem dyplomatycznie, postawiłbym pół na pół. Ale opowiem się za jednym z nich wiosną.
Jacek Karnowski: Do bardzo wielu osób. Do rodziny, znajomych, do wielu polityków Platformy oraz dwóch działaczy PiS.
Do premiera Tuska też?
- Nie, bo nie mam jego telefonu wpisanego w komórce, ale dostały go osoby z bliskiego otoczenia premiera.
Ten SMS to był taki spontaniczny wyraz radości z zakończenia sprawy Centrum Haffnera.
Musiał się pan rzeczywiście bardzo ucieszyć.
- Oczywiście. Centrum Haffnera to nasza największa, sztandarowa inwestycja. Tymczasem próbowano przedstawić światu, że to jakiś przekręt. Po niczym niepopartych donosach wszczęta została bezsensowna kontrola CBA. Pytanie, dlaczego zrobiło ją CBA? Taką kontrolę to powinna zrobić Najwyższa Izba Kontroli, bo tam są kompetentni ludzie do tego powołani, a CBA to w tych sprawach dyletanci. Zmarnowali mnóstwo pieniędzy, a urzędnikom masę czasu. Nie tylko zresztą urzędnikom, ale setkom ludzi, których wzywano na przesłuchania - z różnych firm, banków, specjalistów. I wszystko z powodu idiotycznego donosu.
No, tak, ale czy służby nie powinny prześwietlać interesów samorządów, skoro istnieje podejrzenie, że coś jest nie tak?
- Ale nie na taką skalę! Tutaj służby na siłę chciały coś znaleźć. Sprawdzały skrupulatnie wszelkie procedury, podważały nasze decyzje, pomimo że posiadaliśmy opinie zewnętrznych ekspertów, nie patrząc kompletnie na efekt inwestycji. Na to, że Centrum Haffnera powstało, że setki ludzi znalazły dzięki temu pracę, że jest wizytówką miasta. Z przerażeniem na to patrzę, bo nie o taką Polskę walczyliśmy, w której służby działają poza wszelką kontrolą. Dlatego na mojej stronie internetowej opisuję przypadki podobne do mojego. Popatrzmy na Małgorzatę Ostrowską z SLD, przecież tę kobietę strasznie skrzywdzono. A śmierć Barbary Blidy? A przypadki Janusza Kaczmarka, Lecha Jeziornego, Romana Kluski, Artura Balazsa? To ofiary omnipotencji służb. Dlatego to trzeba zmienić, wypalić do samego jądra.
Powróćmy do SMS-a. Inaczej mówiąc napisał pan kolegom z PO: widzicie, zostałem oczyszczony, niesłusznie mnie skreśliliście. Chciałby pan wrócić do Platformy?
- Po pierwsze nikt mi nie składał takiej propozycji. Po drugie na własnej skórze zrozumiałem, że ta partia jest za bardzo centralnie sterowana, co mi nie odpowiada. Chodzi mi o zawieszenie sopockich radnych PO, którzy nic złego nie zrobili, a jedynie mnie wspierali. Oczywiście politycznie najbliżej mi nadal do PO, ale też przysłowie mówi, że przyjaciół poznaje się w biedzie.
Nie wszyscy okazali się przyjaciółmi?
- Nie wszyscy, choć większość zachowała się wobec mnie w porządku.
Tradycyjne pytanie. Jeśli oczyści się pan też z zarzutów korupcyjnych, to wystartuje na prezydenta Sopotu za rok?
- Na 99,9 proc. nie. Ale chciałbym startować w wyborach do sejmiku wojewódzkiego.
Czemu nie na radnego Sopotu?
- Bo zagryzłbym prezydenta miasta. Niewątpliwie od razu wszedłbym z nim w konflikt, bo miałbym inną wizję miasta. To nie byłoby zdrowe dla nas obu, a poza tym wiązało się z podejrzeniem, że steruję nim z tylnego siedzenia.
To kto zostanie prezydentem Sopotu?
- Jest dwóch dobrych kandydatów, moich zastępców - Wojciech Fułek i Paweł Orłowski.
Ale na kogo by pan postawił pieniądze u bukmachera?
- Odpowiem dyplomatycznie, postawiłbym pół na pół. Ale opowiem się za jednym z nich wiosną.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
20 głosów
-
CBA powinna sprawdzić wyceny, faktury i prywatne
k1985
05.12.09, 17:46
przepływy bo tam jest sedno biznesu. Grzebanie w papierach i procedury zostawić NIK. Widocznie nie chcieli znaleźć.Prezydent dwa mieszkanka....»
-
Trzeba zaszczepić tego oszusta
brzezie76
05.12.09, 20:52
przeciw wściekliżnie,bo jak ukąsi to już nic ofierze nie pomoże.Peowski jad działa natychmiastowo i jest zabójczy.»
-
Jacek Karnowski: Zagryzłbym prezydenta Sopotu
ko_menta_tors
05.12.09, 21:34
Proszę , proszę, szczury wyłażą z nor... "CBA nie potrafi udowodnić...", "Karnowski, choćbyś stanął na głowie to i tak nie wywiniesz się z korupcji..."POmnik mu postawic taki wielki bohater"»
Najczęściej czytane24 htydzień




