Robimy wszystko, żeby zatrzymać bandytów z Chylońskiej
2009-12-02
aktualizacja: 2009-12-01 22:08
Fot. Rafa3 Malko / Agencja Gazet
W nocy z czwartku na piątek w Gdyni trzech dresiarzy skatowało na śmierć przypadkowego mężczyznę. Dlaczego do tej pory nie zatrzymano pozostałych zabójców? Rozmawiamy o tym z Krzysztofem Miłoszem, zastępcą naczelnika wydziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.
ZOBACZ TAKŻE
- Zabójstwo w Gdyni. Dwóch sprawców na wolności (29-11-09, 16:38)
- W Gdyni trzech pijanych dresiarzy zabiło człowieka (28-11-09, 06:00)
Grzegorz Szaro: Dlaczego dwóch niebezpiecznych bandytów nadal jest na wolności?
Aspirant sztabowy Krzysztof Miłosz: - Zacznijmy od tego, że jeden podejrzany został zatrzymany, i to już po kilkunastu minutach, oraz że jest już tam, gdzie jego miejsce, czyli za kratami. Mamy także zeznania świadków i zgromadzone mocne dowody, w tym ślady biologiczne świadczące o tym, że aresztowany dwudziestolatek brał udział w tym tragicznym zdarzeniu.
Ale dwóch pozostałych jest na wolności. Może przyjdzie im do głowy zabić kolejną osobę?
- Robimy wszystko, co się da. Dzięki pracy gdyńskich policjantów, a pracują przy tej sprawie od piątku w zasadzie non stop, mamy wytypowanych kilka osób, które mogły brać udział w pobiciu mężczyzny. Zatrzymanie ich jest kwestią czasu. Niestety nie mogę powiedzieć, jak długiego czasu oraz co na nich mamy, bo bardzo zaszkodziłbym śledztwu i pomógł w ten sposób sprawcom.
Mówi pan, że robicie wszystko, co się da. Dlaczego więc, skoro macie wytypowanych podejrzanych, nie zatrzymacie ich do wyjaśnienia? Mam przez to rozumieć, że się gdzieś zaszyli i są poszukiwani?
- Nie jest tak do końca. Jak mówiłem, mamy wytypowanych kilku podejrzanych, czyli więcej niż dwóch. Żeby jednak kogoś zatrzymać i postawić mu tak poważne zarzuty, potrzeba do tego wystarczających dowodów, które przez cały czas zbieramy. Nikt nie czeka na cud.
Mój redakcyjny kolega Marek Sterlingow zapytał w poniedziałek na łamach "Gazety", dlaczego bezpośrednio po zdarzeniu policja nie użyła psa tropiącego albo helikoptera?
- Jeśli chodzi o psa, to się pomylił. Pies był na miejscu i nawet podjął ślad, ale ostatecznie zgubił go i nigdzie policjantów nie doprowadził. A helikopter? Po pierwsze, policja w Trójmieście go nie posiada, po drugie, nawet gdyby helikopter był na miejscu, to do tej sprawy byłby całkowicie bezużyteczny. Po co policjanci mielibyśmy latać nad miastem w środku nocy? Przecież poszukiwani mogliby schować się w pierwszym lepszym budynku.
Może warto opublikować w mediach portrety pamięciowe, albo - zakładając, że wiecie, kto to jest - zdjęcia bandytów? Może ktoś by ich rozpoznał, zadzwonił na komisariat, ułatwił sprawę?
- Żeby opublikować portret pamięciowy poszukiwanego, to trzeba go wcześniej wykonać. Przy tej sprawie takie portrety nie powstały z prostej przyczyny - świadkowie nie widzieli z okien twarzy sprawców na tyle dobrze, żeby było to możliwe. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to policja nie ma prawa publikować wizerunków ludzi według własnego widzimisię. Żaden sąd nie wyrazi na to zgody. Poza tym póki trwa śledztwo i prowadzona jest praca operacyjna, nie możemy zbyt wiele ujawniać i informować o swoich działaniach. Nagłaśniać, kogo obecnie podejrzewamy.
Nie bierzecie pan pod uwagę, że bandyci z Chyloni są już daleko, np. za granicą?
- Jeszcze raz powtórzę, że sprawa zmierza w pozytywnym kierunku. Proszę zrozumieć, że nic więcej nie mogę już powiedzieć.
Aspirant sztabowy Krzysztof Miłosz: - Zacznijmy od tego, że jeden podejrzany został zatrzymany, i to już po kilkunastu minutach, oraz że jest już tam, gdzie jego miejsce, czyli za kratami. Mamy także zeznania świadków i zgromadzone mocne dowody, w tym ślady biologiczne świadczące o tym, że aresztowany dwudziestolatek brał udział w tym tragicznym zdarzeniu.
Ale dwóch pozostałych jest na wolności. Może przyjdzie im do głowy zabić kolejną osobę?
- Robimy wszystko, co się da. Dzięki pracy gdyńskich policjantów, a pracują przy tej sprawie od piątku w zasadzie non stop, mamy wytypowanych kilka osób, które mogły brać udział w pobiciu mężczyzny. Zatrzymanie ich jest kwestią czasu. Niestety nie mogę powiedzieć, jak długiego czasu oraz co na nich mamy, bo bardzo zaszkodziłbym śledztwu i pomógł w ten sposób sprawcom.
Mówi pan, że robicie wszystko, co się da. Dlaczego więc, skoro macie wytypowanych podejrzanych, nie zatrzymacie ich do wyjaśnienia? Mam przez to rozumieć, że się gdzieś zaszyli i są poszukiwani?
- Nie jest tak do końca. Jak mówiłem, mamy wytypowanych kilku podejrzanych, czyli więcej niż dwóch. Żeby jednak kogoś zatrzymać i postawić mu tak poważne zarzuty, potrzeba do tego wystarczających dowodów, które przez cały czas zbieramy. Nikt nie czeka na cud.
Mój redakcyjny kolega Marek Sterlingow zapytał w poniedziałek na łamach "Gazety", dlaczego bezpośrednio po zdarzeniu policja nie użyła psa tropiącego albo helikoptera?
- Jeśli chodzi o psa, to się pomylił. Pies był na miejscu i nawet podjął ślad, ale ostatecznie zgubił go i nigdzie policjantów nie doprowadził. A helikopter? Po pierwsze, policja w Trójmieście go nie posiada, po drugie, nawet gdyby helikopter był na miejscu, to do tej sprawy byłby całkowicie bezużyteczny. Po co policjanci mielibyśmy latać nad miastem w środku nocy? Przecież poszukiwani mogliby schować się w pierwszym lepszym budynku.
Może warto opublikować w mediach portrety pamięciowe, albo - zakładając, że wiecie, kto to jest - zdjęcia bandytów? Może ktoś by ich rozpoznał, zadzwonił na komisariat, ułatwił sprawę?
- Żeby opublikować portret pamięciowy poszukiwanego, to trzeba go wcześniej wykonać. Przy tej sprawie takie portrety nie powstały z prostej przyczyny - świadkowie nie widzieli z okien twarzy sprawców na tyle dobrze, żeby było to możliwe. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to policja nie ma prawa publikować wizerunków ludzi według własnego widzimisię. Żaden sąd nie wyrazi na to zgody. Poza tym póki trwa śledztwo i prowadzona jest praca operacyjna, nie możemy zbyt wiele ujawniać i informować o swoich działaniach. Nagłaśniać, kogo obecnie podejrzewamy.
Nie bierzecie pan pod uwagę, że bandyci z Chyloni są już daleko, np. za granicą?
- Jeszcze raz powtórzę, że sprawa zmierza w pozytywnym kierunku. Proszę zrozumieć, że nic więcej nie mogę już powiedzieć.
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




