Robimy wszystko, żeby zatrzymać bandytów z Chylońskiej

Grzegorz Szaro
2009-12-02 aktualizacja: 2009-12-01 22:08
A A A Drukuj
Daniel W. trafi do aresztu - zdecydował w niedzielę gdyński sąd. Policja zatrzymała go tuż po pobiciu na śmierć 43-letniego mężczyzny w Chyloni, w nocy z czwartku na piątek. Prokuratura postawiła W. zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym i udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia Fot. Rafa3 Malko / Agencja Gazet
W nocy z czwartku na piątek w Gdyni trzech dresiarzy skatowało na śmierć przypadkowego mężczyznę. Dlaczego do tej pory nie zatrzymano pozostałych zabójców? Rozmawiamy o tym z Krzysztofem Miłoszem, zastępcą naczelnika wydziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.
Grzegorz Szaro: Dlaczego dwóch niebezpiecznych bandytów nadal jest na wolności?

Aspirant sztabowy Krzysztof Miłosz: - Zacznijmy od tego, że jeden podejrzany został zatrzymany, i to już po kilkunastu minutach, oraz że jest już tam, gdzie jego miejsce, czyli za kratami. Mamy także zeznania świadków i zgromadzone mocne dowody, w tym ślady biologiczne świadczące o tym, że aresztowany dwudziestolatek brał udział w tym tragicznym zdarzeniu.

Ale dwóch pozostałych jest na wolności. Może przyjdzie im do głowy zabić kolejną osobę?

- Robimy wszystko, co się da. Dzięki pracy gdyńskich policjantów, a pracują przy tej sprawie od piątku w zasadzie non stop, mamy wytypowanych kilka osób, które mogły brać udział w pobiciu mężczyzny. Zatrzymanie ich jest kwestią czasu. Niestety nie mogę powiedzieć, jak długiego czasu oraz co na nich mamy, bo bardzo zaszkodziłbym śledztwu i pomógł w ten sposób sprawcom.

Mówi pan, że robicie wszystko, co się da. Dlaczego więc, skoro macie wytypowanych podejrzanych, nie zatrzymacie ich do wyjaśnienia? Mam przez to rozumieć, że się gdzieś zaszyli i są poszukiwani?

- Nie jest tak do końca. Jak mówiłem, mamy wytypowanych kilku podejrzanych, czyli więcej niż dwóch. Żeby jednak kogoś zatrzymać i postawić mu tak poważne zarzuty, potrzeba do tego wystarczających dowodów, które przez cały czas zbieramy. Nikt nie czeka na cud.

Mój redakcyjny kolega Marek Sterlingow zapytał w poniedziałek na łamach "Gazety", dlaczego bezpośrednio po zdarzeniu policja nie użyła psa tropiącego albo helikoptera?

- Jeśli chodzi o psa, to się pomylił. Pies był na miejscu i nawet podjął ślad, ale ostatecznie zgubił go i nigdzie policjantów nie doprowadził. A helikopter? Po pierwsze, policja w Trójmieście go nie posiada, po drugie, nawet gdyby helikopter był na miejscu, to do tej sprawy byłby całkowicie bezużyteczny. Po co policjanci mielibyśmy latać nad miastem w środku nocy? Przecież poszukiwani mogliby schować się w pierwszym lepszym budynku.

Może warto opublikować w mediach portrety pamięciowe, albo - zakładając, że wiecie, kto to jest - zdjęcia bandytów? Może ktoś by ich rozpoznał, zadzwonił na komisariat, ułatwił sprawę?

- Żeby opublikować portret pamięciowy poszukiwanego, to trzeba go wcześniej wykonać. Przy tej sprawie takie portrety nie powstały z prostej przyczyny - świadkowie nie widzieli z okien twarzy sprawców na tyle dobrze, żeby było to możliwe. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to policja nie ma prawa publikować wizerunków ludzi według własnego widzimisię. Żaden sąd nie wyrazi na to zgody. Poza tym póki trwa śledztwo i prowadzona jest praca operacyjna, nie możemy zbyt wiele ujawniać i informować o swoich działaniach. Nagłaśniać, kogo obecnie podejrzewamy.

Nie bierzecie pan pod uwagę, że bandyci z Chyloni są już daleko, np. za granicą?

- Jeszcze raz powtórzę, że sprawa zmierza w pozytywnym kierunku. Proszę zrozumieć, że nic więcej nie mogę już powiedzieć.

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów