Zabójstwo w Gdyni. Dwóch sprawców na wolności
2009-11-29
aktualizacja: 2009-11-30 10:54
Trzech bandziorów zakatowało człowieka na śmierć. Choć dwóch z nich wciąż jest na wolności, słyszymy tylko senne zapewnienia funkcjonariuszy, że czynności trwają. Spodziewałbym się przesłuchań, rewizji, psów tropiących i helikoptera, jeśli zajdzie taka potrzeba
ZOBACZ TAKŻE
- Irena z Bytowa zatrudniała prostytutki (07-12-09, 14:42)
- Gdynia. Wypadek miejskiego autobusu są ranni (04-12-09, 10:35)
- Gimbusem w radiowóz. Ranna uczennica i policjant (03-12-09, 14:25)
- Udawał, że buduje autostradę. Wyłudził pojazdy za 1, 7 mln zł (03-12-09, 13:08)
- Robimy wszystko, żeby zatrzymać bandytów z Chylońskiej (02-12-09, 08:00)
- W Gdyni trzech pijanych dresiarzy zabiło człowieka (28-11-09, 06:00)
SERWISY
W nocy z czwartku na piątek trzech oprychów napadło w Gdyni na 43-letniego mężczyznę, który wyszedł pobiegać. Nie był to napad rabunkowy, nie były to żadne porachunki, oni po prostu chcieli kogoś pobić. Z okien patrzyli na to mieszkańcy jego czteropiętrowego bloku przy ul. Chylońskiej. Niektórzy odważyli się krzyczeć do bandytów. Nikt nie odważył się wyjść i pomóc bitemu sąsiadowi. Gdy skończyli go kopać i okładać drągiem, nieśpiesznie poszli dalej. Nie uciekali, nie biegli, nie czuli się zagrożeni. Dziwne, bo komisariat policji znajduje się kilka przecznic dalej. Policja twierdzi, że radiowóz przyjechał po 10 minutach. Nie udało się nam dowiedzieć, czy mógł być wcześniej. Tak czy inaczej, dla pobitego mężczyzny było to za późno. Zmarł w szpitalu. Niedaleko miejsca zdarzenia policjanci zatrzymali jednego ze sprawców. Pijany dwudziestolatek był już wcześniej karany za pobicie. W niedzielę sąd rejonowy zdecydował o jego aresztowaniu.
Tego dnia, prawie trzy dni po morderstwie, zadzwoniłem do rzecznika gdyńskiej policji, Doroty Podhoreckiej-Kłos. Czego się dowiedziałem? - Trwają czynności zmierzające do ustalenie pozostałych dwóch sprawców. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Zresztą sprawę prowadzi prokuratura. Tam proszę pytać.
W trakcie autoryzacji swojej wypowiedzi pani rzecznik poprosiła, żeby dodać, że "zatrzymanie sprawców to tylko kwestia czasu".
Pani prokurator Agnieszka Rzeszot, która miała niedzielny dyżur, też nie była rozmowna: - Postawiliśmy mu zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym i udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Chodzi o nóż i drewniany drąg. Sprawa jest dobrze udokumentowana. Pozostałych sprawców szukamy. Trwają czynności. Jakie? Prokurator prowadzący ma dzisiaj wolne. To wszystko, co mogę powiedzieć. Od kontaktów z prasą jest u nas prokurator Małgorzata Goebel. Będzie w poniedziałek.
Mówię: - To groźni bandyci, możemy wam pomóc, opublikować ich portrety pamięciowe, zdjęcia...
- Jak będzie taka potrzeba, to zwrócimy się do mediów. Ale to najwcześniej w poniedziałek.
Można odnieść wrażenie, że policja i prokuratura są sparaliżowane. A przecież chodzi o bestialskie morderstwo przypadkowo spotkanego człowieka na ulicy, na oczach jego sąsiadów! Spodziewałbym się radiowozów pędzących na sygnale, rewizji, przesłuchań, psów tropiących i helikoptera, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tymczasem sprawcy chodzą po wolności, a my słyszymy senne zapewnienia funkcjonariuszy, którzy mieli nieszczęście być na weekendowym dyżurze, że "czynności trwają". I "proszę zadzwonić w poniedziałek".
To nie jest kryminalna zagadka XXI wieku. Jeden z bandytów wpadł na gorącym uczynku. Jeżeli nie chce podać nazwisk wspólników, to trudno. Wystarczy sprawdzić jego telefon, przesłuchać rodzinę, znajomych, odtworzyć jego dzień, dowiedzieć z kim się spotykał, co robił. Potrzeba tylko kilkunastu kompetentnych, doświadczonych funkcjonariuszy, pracujących na zmianę, nawet w weekend.
Ale na to nie ma co raczej liczyć. Teraz w Polsce prestiżowa jest walka z korupcją. Tą prawdziwą, i tą wydumaną. Za to można dostać dobrą wypłatę i miejsce na pierwszych stronach gazet. Gdy Mariusz Kamiński tworzył Centralne Biuro Antykorupcyjne, zapewniał, że trafią tam najlepsi z najlepszych. Zagwarantować to miały wysokie zarobki i ciekawe wyzwania. Rzeczywiście, CBA zasłynęło agentem Tomkiem i milionowymi łapówkami, którymi kusiło sławnych i wpływowych. O etat w CBA starało się wielu funkcjonariuszy policji, ale tylko ok. 1000 z nich pracę dostało. Zapewne tych właśnie najlepszych.
A reszta? Sfrustrowani tkwią na policyjnych komisariatach - na marnych etatach za 1800 złotych, w psujących się radiowozach z limitem kilometrów, które mogą przejechać, i z limitem telefonów, które mogą wykonać. W tym roku odeszło ze służby 5 tysięcy osób, na każdym prawie komisariacie są wolne etaty.
Policyjne związki zawodowe od miesięcy alarmują, że funkcjonariusze są na skraju wytrzymałości. Zapowiadają wkrótce wielkie akcje protestacyjne. Czy tacy policjanci są w stanie dobrze wykonywać swoją pracę? Na łapanie dresiarzy katujących ludzi na ulicach najwyraźniej brakuje im środków i zacięcia.
Wierzę pani rzecznik policji, że ujęcie tych przestępców jest kwestią czasu. Może wpadną dziś, może za tydzień, a może zostaną ujęci za kilka lat. Im więcej czasu upływa, tym większe niebezpieczeństwo, że na sumieniu będą mieli więcej przestępstw. Może kogoś obrabują, żeby mieć środki na ucieczkę, może znów kogoś pobiją, by wyładować swoją złość.
Tego dnia, prawie trzy dni po morderstwie, zadzwoniłem do rzecznika gdyńskiej policji, Doroty Podhoreckiej-Kłos. Czego się dowiedziałem? - Trwają czynności zmierzające do ustalenie pozostałych dwóch sprawców. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Zresztą sprawę prowadzi prokuratura. Tam proszę pytać.
W trakcie autoryzacji swojej wypowiedzi pani rzecznik poprosiła, żeby dodać, że "zatrzymanie sprawców to tylko kwestia czasu".
Pani prokurator Agnieszka Rzeszot, która miała niedzielny dyżur, też nie była rozmowna: - Postawiliśmy mu zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym i udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Chodzi o nóż i drewniany drąg. Sprawa jest dobrze udokumentowana. Pozostałych sprawców szukamy. Trwają czynności. Jakie? Prokurator prowadzący ma dzisiaj wolne. To wszystko, co mogę powiedzieć. Od kontaktów z prasą jest u nas prokurator Małgorzata Goebel. Będzie w poniedziałek.
Mówię: - To groźni bandyci, możemy wam pomóc, opublikować ich portrety pamięciowe, zdjęcia...
- Jak będzie taka potrzeba, to zwrócimy się do mediów. Ale to najwcześniej w poniedziałek.
Można odnieść wrażenie, że policja i prokuratura są sparaliżowane. A przecież chodzi o bestialskie morderstwo przypadkowo spotkanego człowieka na ulicy, na oczach jego sąsiadów! Spodziewałbym się radiowozów pędzących na sygnale, rewizji, przesłuchań, psów tropiących i helikoptera, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tymczasem sprawcy chodzą po wolności, a my słyszymy senne zapewnienia funkcjonariuszy, którzy mieli nieszczęście być na weekendowym dyżurze, że "czynności trwają". I "proszę zadzwonić w poniedziałek".
To nie jest kryminalna zagadka XXI wieku. Jeden z bandytów wpadł na gorącym uczynku. Jeżeli nie chce podać nazwisk wspólników, to trudno. Wystarczy sprawdzić jego telefon, przesłuchać rodzinę, znajomych, odtworzyć jego dzień, dowiedzieć z kim się spotykał, co robił. Potrzeba tylko kilkunastu kompetentnych, doświadczonych funkcjonariuszy, pracujących na zmianę, nawet w weekend.
Ale na to nie ma co raczej liczyć. Teraz w Polsce prestiżowa jest walka z korupcją. Tą prawdziwą, i tą wydumaną. Za to można dostać dobrą wypłatę i miejsce na pierwszych stronach gazet. Gdy Mariusz Kamiński tworzył Centralne Biuro Antykorupcyjne, zapewniał, że trafią tam najlepsi z najlepszych. Zagwarantować to miały wysokie zarobki i ciekawe wyzwania. Rzeczywiście, CBA zasłynęło agentem Tomkiem i milionowymi łapówkami, którymi kusiło sławnych i wpływowych. O etat w CBA starało się wielu funkcjonariuszy policji, ale tylko ok. 1000 z nich pracę dostało. Zapewne tych właśnie najlepszych.
A reszta? Sfrustrowani tkwią na policyjnych komisariatach - na marnych etatach za 1800 złotych, w psujących się radiowozach z limitem kilometrów, które mogą przejechać, i z limitem telefonów, które mogą wykonać. W tym roku odeszło ze służby 5 tysięcy osób, na każdym prawie komisariacie są wolne etaty.
Policyjne związki zawodowe od miesięcy alarmują, że funkcjonariusze są na skraju wytrzymałości. Zapowiadają wkrótce wielkie akcje protestacyjne. Czy tacy policjanci są w stanie dobrze wykonywać swoją pracę? Na łapanie dresiarzy katujących ludzi na ulicach najwyraźniej brakuje im środków i zacięcia.
Wierzę pani rzecznik policji, że ujęcie tych przestępców jest kwestią czasu. Może wpadną dziś, może za tydzień, a może zostaną ujęci za kilka lat. Im więcej czasu upływa, tym większe niebezpieczeństwo, że na sumieniu będą mieli więcej przestępstw. Może kogoś obrabują, żeby mieć środki na ucieczkę, może znów kogoś pobiją, by wyładować swoją złość.
Polecamy - W Gdyni trzech pijanych dresiarzy zabiło człowieka
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
24 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






