Daszczyński: Dopaść małego
2009-11-25
aktualizacja: 2009-11-26 12:13
Fot. Renata Dąbrowska / AG
W polskim życiu publicznym przydałaby się moda na wysoką kulturę osobistą. Przez ostatnie 20 lat Polacy prawdopodobnie widzieli dość chamstwa i agresji w zachowaniach polityków.
ZOBACZ TAKŻE
- Daszczyński: Sztuczki motyla (09-12-09, 19:05)
- Zdaniem Górlikowskiego: Dwa miasta, dwa państwa (07-12-09, 19:55)
- Daszczyński: Nie wychodźmy przed orkiestrę państw Europy (02-12-09, 22:20)
- Sterlingow: Teraz, K... My! (01-12-09, 18:40)
- Górlikowski: Mikael Blomkvist była kobietą (30-11-09, 19:00)
- Wąs: Centrum Gdańska potrzebuje życia, nie prestiżu! (29-11-09, 20:36)
- Sterlingow: Przetarg na winiarnię znanego aktora (24-11-09, 20:26)
- Zdaniem Górlikowskiego: Wino Kondrata uderzyło do głowy (23-11-09, 22:57)
- Wąs: Legendzie Arki odebrało rozum (22-11-09, 15:10)
- Daszczyński: Polska krew (18-11-09, 20:37)
SERWISY
Być może się mylę, ale zaskakująco wysokie - dwuletnie już - notowania PO są w dużej mierze tego potwierdzeniem. Wyborcy nie tyle zachwycają się domniemanymi sukcesami Tuska i jego współpracowników, co czują przerażenie na myśl o recydywie agresywnych rządów PiS. Specjaliści od komunikacji społecznej są zdania, że liderzy PO powinni codziennie wysyłać kwiaty z podziękowaniami do Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Bez tych dwóch przeciwników Tuskowi byłoby dużo ciężej utrzymać się u władzy.
Aż żal, że spokój i opanowanie Tuska nie udzielają się Lechowi Wałęsie. Bohater Sierpnia, b. prezydent RP i noblista w jednej osobie pozwał prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do sądu. - Czy ja sobie mogę pozwolić na oczernianie przez głowę państwa? - pyta retorycznie Wałęsa. Kaczyński mówił o jego rzekomej współpracy agenturalnej z SB.
- Głupia sytuacja powstała, wysłałem list do prezydenta i napisałem, że nie fair postąpił - uzasadnia Wałęsa. - On mi na ten list nie odpowiadał, więc co miałem zrobić? Niech zdecyduje czy stoi na straży prawa. Jak go nie dopadnę teraz, to dopadnę go jak zejdzie z prezydentury. Ja mu nie odpuszczę.
To oczywiste, że Lech Kaczyński jako prezydent RP nie powinien sobie pozwalać na tego rodzaju wycieczki. Nie miejsce tutaj na przytaczanie argumentów na rzecz lub przeciwko współpracy Lecha Wałęsy z SB. Wszystkie są znane i nikt nikogo nie przekona. Zarówno ci, co wierzyli w czystość, jak i ci, którzy wierzyli w zdradę - na pewno pozostaną przy swoim.
Moim zdaniem, prawdziwy zgrzyt dotyczy słów, które padają pod adresem urzędującego Prezydenta RP. "Jak go nie dopadnę teraz, to dopadnę go jak zejdzie z prezydentury". Lech Wałęsa zapomina, że mówi nie o koledze z opozycji - Leszku Kaczyńskim - lecz o urzędującej głowie państwa, na którą zagłosowała pokaźna część współobywateli.
Intencja jest jasna: pokazać, że dla Wałęsy to nie żaden prezydent, tylko jakiś mały intrygant występujący tymczasowo w roli prezydenta. Takie stawianie sprawy powinno budzić opór również w tych, którzy na Lecha Kaczyńskiego nie głosowali. Chodzi o jakość polskiego życia publicznego. Jeśli sami nie będziemy szanować instytucji Prezydenta RP, to nikt tego za nas nie zrobi.
Aż żal, że spokój i opanowanie Tuska nie udzielają się Lechowi Wałęsie. Bohater Sierpnia, b. prezydent RP i noblista w jednej osobie pozwał prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do sądu. - Czy ja sobie mogę pozwolić na oczernianie przez głowę państwa? - pyta retorycznie Wałęsa. Kaczyński mówił o jego rzekomej współpracy agenturalnej z SB.
- Głupia sytuacja powstała, wysłałem list do prezydenta i napisałem, że nie fair postąpił - uzasadnia Wałęsa. - On mi na ten list nie odpowiadał, więc co miałem zrobić? Niech zdecyduje czy stoi na straży prawa. Jak go nie dopadnę teraz, to dopadnę go jak zejdzie z prezydentury. Ja mu nie odpuszczę.
To oczywiste, że Lech Kaczyński jako prezydent RP nie powinien sobie pozwalać na tego rodzaju wycieczki. Nie miejsce tutaj na przytaczanie argumentów na rzecz lub przeciwko współpracy Lecha Wałęsy z SB. Wszystkie są znane i nikt nikogo nie przekona. Zarówno ci, co wierzyli w czystość, jak i ci, którzy wierzyli w zdradę - na pewno pozostaną przy swoim.
Moim zdaniem, prawdziwy zgrzyt dotyczy słów, które padają pod adresem urzędującego Prezydenta RP. "Jak go nie dopadnę teraz, to dopadnę go jak zejdzie z prezydentury". Lech Wałęsa zapomina, że mówi nie o koledze z opozycji - Leszku Kaczyńskim - lecz o urzędującej głowie państwa, na którą zagłosowała pokaźna część współobywateli.
Intencja jest jasna: pokazać, że dla Wałęsy to nie żaden prezydent, tylko jakiś mały intrygant występujący tymczasowo w roli prezydenta. Takie stawianie sprawy powinno budzić opór również w tych, którzy na Lecha Kaczyńskiego nie głosowali. Chodzi o jakość polskiego życia publicznego. Jeśli sami nie będziemy szanować instytucji Prezydenta RP, to nikt tego za nas nie zrobi.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Daszczyński: Dopaść małego
z.potocki
26.11.09, 07:42
No bez przesady. Jesatem za spokojem i opiniowanie "po polsku" ale jednoczesnie nie mogę się zgodzić na czczenie, nawet prezydenta.Nie widzę nic uwłaczającego głowie państwa w wypowiedzi L. »
Najczęściej czytane24 htydzień




