Zdaniem Górlikowskiego: Wino Kondrata uderzyło do głowy
2009-11-23
aktualizacja: 2009-11-24 11:02
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Oddanie bez przetargu firmie Winarium Marka Kondrata atrakcyjnego miejsca przy Długim Targu śmierdzi niczym beczka skwaśniałego wina. Rozumiem, że jest dla Gdańska kwestią prestiżu ściąganie znanych nazwisk do miasta, ale nie jest chyba z nami aż tak źle żeby zrywać z zasadami wolnego rynku dla nazwiska polskiego aktora.
ZOBACZ TAKŻE
- Przetarg na "kondratówkę" jednak utajniony (23-02-10, 19:24)
- Obracasz pięcioma milionami? Możesz dostać "lokal Kondrata" (25-01-10, 11:55)
- Gdańsk: Lokal dla Marka Kondrata tylko po przetargu (18-01-10, 08:00)
- Zdaniem Górlikowskiego: Dwa miasta, dwa państwa (07-12-09, 19:55)
- Daszczyński: Nie wychodźmy przed orkiestrę państw Europy (02-12-09, 22:20)
- Sterlingow: Teraz, K... My! (01-12-09, 18:40)
- Górlikowski: Mikael Blomkvist była kobietą (30-11-09, 19:00)
- Wąs: Centrum Gdańska potrzebuje życia, nie prestiżu! (29-11-09, 20:36)
- Daszczyński: Dopaść małego (25-11-09, 19:27)
- Wiceprezydent Gdańska przeprasza za słowa o barze (25-11-09, 10:31)
- Lokal w Gdańsku to sąsiedzka przysługa dla Marka Kondrata (23-11-09, 22:20)
- Wąs: Legendzie Arki odebrało rozum (22-11-09, 15:10)
- Daszczyński: Polska krew (18-11-09, 20:37)
- Rząd pracuje, aż furczy! - felieton Marka Sterlingowa (17-11-09, 21:57)
- Zdaniem Górlikowskiego: Trójmiejski Dzień Tolerancji (16-11-09, 21:59)
- Kopnąć Bonapartego (11-11-09, 16:47)
- Zdaniem Marka Górlikowskiego (09-11-09, 22:05)
- Zdaniem Romana Daszczyńskiego (04-11-09, 21:52)
SERWISY
Jeśli jednak tak jest to jesteśmy jeszcze większą prowincją niż sądziłem.
Przy winie zresztą najłatwiej poznać nowobogackich prowincjuszy takich co to nie rozróżnią "Chateau Latour" od "Vin de pays" z całym szacunkiem dla tych ostatnich, ale za to z pretensjami do bycia klasą wyższą. Picie wina od Kondrata świetnie się w takie pretensje wpisuje. A im droższe wino, tym lepiej. Aktor - jeden z inteligentniejszych w Polsce - dobrze o tym wie i dlatego jego firma oprócz sprzedaży wina przez internet, ma też 9 sklepów w całej Polsce, między innymi w Sopocie - mekce prowincjuszy z pretensjami. Wino u Pana Marka średnio kosztuje ponad 30 zł, a degustacje ponad 1200 złotych. I tak też będzie w Galerii Rzeźby przy Długim Targu. Dlaczego o tym piszę? Bo miejscy urzędnicy wiceprezydent Maciej Lisicki i Antoni Pawlak próbują nam wcisnąć ciemnotę o jakiejś wartości dodanej, jakbyśmy wszyscy byli po kilku butelkach wina ze złej strony stoku - że firma Marka Kondrata, to coś więcej niż zwykły sklep winiarski jakich w Polsce wiele. To kłamstwo. To normalnie i prężnie działająca firma tak jak np. wywodzący się z Trójmiasta Festus tyle, że należy do znanego aktora, który nie będzie przecież podawał wina na tacy z "Zaklętych rewirów". Będzie tylko zarabiał na sprzedaży wina i niech mu idzie jak najlepiej, ale po zasadach rynkowych. Najbardziej mnie jednak wścieka, że bajeczka o sławie przyjeżdżającej do prowincjonalnego miasteczka wciąż jest skuteczna. Zawsze przypomina mi się wtedy sytuacja gdy w Nowym Jorku poszliśmy z żoną do Tribeca Grill, restauracji Roberta de Niro. Podano nam ciepłe białe wino i najgorsze owoce morza jakie jadłem w życiu.
Na osobną uwagę zasługuje sprawa rozliczeń gminy Gdańsk z Fundacją Gdańską. Fundacja też w imię zasady: ściągniemy sławę do naszego miasteczka popisała się na terenie stoczni cyklem koncertów zapomnianych gwiazd jak np. Jean Michel Jarre, którego Marcin Świetlicki w jednej ze swoich książek był łaskaw określić "laserowym pajacem". Paweł Adamowicz poszedł po rozum do głowy i fundacja przestała organizować koncerty, a teraz słyszę, że z oddanych fundacji budynków może ona rocznie uzyskać ponad milion złotych, a jej prezes Cezary Windorbski nie chce opinii publicznej ujawnić ile za czynsz w Galerii Rzeźby zapłaci firma Kondrata. To skandal, a argument, że "Marek Kondrat prowadzi w swoich lokalach działalność, która propaguje jakąś kulturę, sposób bycia. To nie jest zwykła restauracja" obraża inteligencję rozmówców. W jednym Windorbski jest przerażająco szczery: musi być elastyczny. Być może zrozumiał to 27 kwietnia tego roku na uroczystej promocji pierwszego tomu bibliografii gdańskiej. Pod opisem z tego wydarzenia możemy przeczytać podziękowania Fundacji Gdańskiej dla Marka Kondrata i jego firmy Winarium za rekomendację win z jego piwnic na tej właśnie imprezie fundacji. Każde podziękowania musza mieć jednak granice, bo potem jest kac lub coś znacznie gorszego.
Przy winie zresztą najłatwiej poznać nowobogackich prowincjuszy takich co to nie rozróżnią "Chateau Latour" od "Vin de pays" z całym szacunkiem dla tych ostatnich, ale za to z pretensjami do bycia klasą wyższą. Picie wina od Kondrata świetnie się w takie pretensje wpisuje. A im droższe wino, tym lepiej. Aktor - jeden z inteligentniejszych w Polsce - dobrze o tym wie i dlatego jego firma oprócz sprzedaży wina przez internet, ma też 9 sklepów w całej Polsce, między innymi w Sopocie - mekce prowincjuszy z pretensjami. Wino u Pana Marka średnio kosztuje ponad 30 zł, a degustacje ponad 1200 złotych. I tak też będzie w Galerii Rzeźby przy Długim Targu. Dlaczego o tym piszę? Bo miejscy urzędnicy wiceprezydent Maciej Lisicki i Antoni Pawlak próbują nam wcisnąć ciemnotę o jakiejś wartości dodanej, jakbyśmy wszyscy byli po kilku butelkach wina ze złej strony stoku - że firma Marka Kondrata, to coś więcej niż zwykły sklep winiarski jakich w Polsce wiele. To kłamstwo. To normalnie i prężnie działająca firma tak jak np. wywodzący się z Trójmiasta Festus tyle, że należy do znanego aktora, który nie będzie przecież podawał wina na tacy z "Zaklętych rewirów". Będzie tylko zarabiał na sprzedaży wina i niech mu idzie jak najlepiej, ale po zasadach rynkowych. Najbardziej mnie jednak wścieka, że bajeczka o sławie przyjeżdżającej do prowincjonalnego miasteczka wciąż jest skuteczna. Zawsze przypomina mi się wtedy sytuacja gdy w Nowym Jorku poszliśmy z żoną do Tribeca Grill, restauracji Roberta de Niro. Podano nam ciepłe białe wino i najgorsze owoce morza jakie jadłem w życiu.
Na osobną uwagę zasługuje sprawa rozliczeń gminy Gdańsk z Fundacją Gdańską. Fundacja też w imię zasady: ściągniemy sławę do naszego miasteczka popisała się na terenie stoczni cyklem koncertów zapomnianych gwiazd jak np. Jean Michel Jarre, którego Marcin Świetlicki w jednej ze swoich książek był łaskaw określić "laserowym pajacem". Paweł Adamowicz poszedł po rozum do głowy i fundacja przestała organizować koncerty, a teraz słyszę, że z oddanych fundacji budynków może ona rocznie uzyskać ponad milion złotych, a jej prezes Cezary Windorbski nie chce opinii publicznej ujawnić ile za czynsz w Galerii Rzeźby zapłaci firma Kondrata. To skandal, a argument, że "Marek Kondrat prowadzi w swoich lokalach działalność, która propaguje jakąś kulturę, sposób bycia. To nie jest zwykła restauracja" obraża inteligencję rozmówców. W jednym Windorbski jest przerażająco szczery: musi być elastyczny. Być może zrozumiał to 27 kwietnia tego roku na uroczystej promocji pierwszego tomu bibliografii gdańskiej. Pod opisem z tego wydarzenia możemy przeczytać podziękowania Fundacji Gdańskiej dla Marka Kondrata i jego firmy Winarium za rekomendację win z jego piwnic na tej właśnie imprezie fundacji. Każde podziękowania musza mieć jednak granice, bo potem jest kac lub coś znacznie gorszego.
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
No przecież wszystko jasne!
fraglesi42
24.11.09, 05:26
Na początku października Adamowicz przeszedł pomyślnie (o ile dobrze pamiętamto chyba nawet zajął najlepsze miejsce) eliminacje do olimpiady wiedzy oGdańsku. Olimpiady która organizowana »
Najczęściej czytane24 htydzień




