Do bójki doszło na sopockim Monciaku w lipcu 2008 r. Wzięło w niej udział - po obu stronach - po kilku mężczyzn. Panowie najpierw się pokłócili o to, kto rozlał wódkę z kieliszka boksera, potem pod jego adresem padło kilka ironicznych uwag. Zakończyło się wymianą ciosów. Najbardziej poszkodowany został jeden z mężczyzn z grupy wrogo nastawionej do Michalczewskiego - cios spowodował złamanie szczęki.
Według zastępcy prokuratora rejonowego w Sopocie Tomasza Landowskiego zajście to miało charakter "męskiej bójki po alkoholu", w której "na szczęście nikt nie doznał poważniejszych obrażeń". I w lutym tego roku sopocki sąd w tzw. trybie nakazowym skazał znanego pięściarza na 20 tys. zł grzywny. Sportowiec jednak odwołał się, więc sprawa rozpatrywana jest w normalnym procesie.
Bokser twierdzi, że został zaatakowany, "raczej nikogo nie uderzył", choć w jednym z wywiadów dopuścił, że mogła "polecieć mu ręka". Podkreśla jednak, że sytuacja została sprowokowana przez poszkodowanego.
Mecenas Jerzy Płyszewski, reprezentujący pokrzywdzonych mówił wczoraj: - To oskarżony zachowywał się agresywnie, nieprzyznanie się przez niego do winy jest nieporozumieniem.
Obrońca pięściarza Paweł Brożek uważa, że o niewinności Michalczewskiego świadczy film z zajścia, nakręcony przez przypadkowego przechodnia. - Ci biedni pokrzywdzeni tak bardzo się bronią, że się bronią przez atak. To jest ta strona agresywna. Na filmie to właśnie widać.
Sąd ogłosi wyrok za tydzień. Prokuratura domaga się skazania Michalczewskiego na grzywnę w wysokości 20 tys. zł. Dla dwóch pozostałych oskarżonych chce roku prac społecznych.
Pełnomocnik pokrzywdzonych zapowiedział, że po zakończeniu sprawy karnej będzie w procesie cywilnym domagał się od boksera odszkodowania.
Podczas pierwszej rozprawy w maju 2009 r. Michalczewski mówił: - Ci panowie chcieli po prostu wyłudzić pieniądze. Dostali po pysku, a potem wyskoczyli do moich znajomych z żądaniem pieniędzy.
Polecamy - Lokal od miasta bez przetargu? Tak, dla Marka Kondrata