Tragedia na Kaszubach. Szukają przyczyny pożaru
2009-11-23
aktualizacja: 2009-11-24 18:06
Biegli starają się wyjaśnić przyczynę poniedziałkowego pożaru w Kamienicy Królewskiej, w którym zginęło troje dzieci. Ich rodzice są pod opieką terapeutów i gminy, która szuka dla nich nowego mieszkania
ZOBACZ TAKŻE
- Tiger się wkurzył, bo ktoś rozlał wódkę (23-11-09, 22:00)
- W Gdyni trzech pijanych dresiarzy zabiło człowieka (28-11-09, 06:00)
- Pijani, bez praw jazdy, OC, przeglądu. Pościg policji (26-11-09, 12:07)
- Najgłupszy złodziej świata. Gdzie? W Starogardzie Gd. (26-11-09, 10:23)
- Amfetamina na tylnym siedzeniu audi. Policja zdziwiona (23-11-09, 13:25)
- Zginął myśliwy, drugi jest ranny (22-11-09, 16:58)
- Tragedia na jeziorze Sarbsko. Dwóch wędkarzy nie żyje (22-11-09, 16:57)
- Gdańsk - zapalił się podczas szaleństw na plaży (20-11-09, 09:34)
- Miał być "Trzeźwy poranek", a tu sześciu pijanych (19-11-09, 15:00)
- Jak nie wyłudzić 20 tys. zł kredytu i trafić do aresztu (19-11-09, 14:00)
- Złodzieje samochodów: golfy, audi i amfetamina (19-11-09, 11:41)
- Niemy odsiadywał wyrok za inną osobę (19-11-09, 09:39)
SERWISY
- Sprawę badają biegli z zakresu pożarnictwa i śledczy. Opinia na temat przyczyny pożaru powinna być gotowa nie wcześniej niż za dwa, może nawet za trzy tygodnie - mówi nam Marcin Lubiński z Prokuratury Rejonowej w Kartuzach.
Nieoficjalnie udało się nam jednak ustalić, że niemal na pewno kanapa w mieszkaniu zapaliła się od tzw. zaprószenia ognia. Nikt nie wie, czy w grę wchodzi niedopałek, iskra z pieca, czy może bawiące się zapałkami dziecko. Edmund Kwidziński, szef Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach, powiedział we wtorek Radiu Gdańsk, że przed śmiercią dzieci przez co najmniej godzinę musiały być w domu same.
- W pomieszczeniu, w którym doszło do tragedii, okna i drzwi były szczelnie zamknięte. Było bardzo duże zadymienie. Ogień zaś nie rozprzestrzenił się i zgasł w końcu samoistnie, gdyż w pokoju zabrakło powietrza - mówi Janusz Kobiela, zastępca komendanta kartuskiej PSP.
Trzyletni Sebastian, dwuletnia Kornelia i sześciomiesięczny Adrian zmarli najprawdopodobniej z powodu zatrucia toksycznym dymem, tzw. gazami pożarowymi. Ale oficjalne przyczyny zgonu będą znane dopiero po przeanalizowaniu wyników sekcji zwłok.
Tymczasem 24-latnia matka ofiar pożaru na własne życzenie wyszła we wtorek ze szpitala, dokąd trafiła z powodu silnego szoku. Z mężem i czteroletnią córeczką zamieszkała w domu u swojej matki. Jej stan psychiczny nadal jest poważny. Kobieta nie chce wracać do dawnego mieszkania (wynajmowali je od gospodarza). Na szczęście nie będzie to konieczne, bo władze gminy Sierakowice zadeklarowały we wtorek, że wygospodarują dla nich nowy lokal.
- To kwestia maksymalnie kilku tygodniu. W takiej sytuacji nie wolno zostawiać tych ludzi bez opieki - usłyszeliśmy w urzędzie.
- Przygotowujemy z naszych zasobów mieszkanko o przyzwoitym standardzie - dodaje wójt Sierakowic Tadeusz Kobiela. - Jeśli chodzi pomoc, to czekamy jednocześnie na każdy inny sygnał, ale myślę, że sprawy mieszkaniowe pojawią się nie wcześniej niż po pogrzebie, w którym również zadeklarowaliśmy pomoc, np. w kwestii pokrycia części kosztów.
Rodzina jest także pod szczególną opieką terapeutów z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kartuzach.
Psycholog Dominika Sowa-Klejna: - Po przeżyciu tak wielkiej tragedii trudno normalnie funkcjonować. Nadzieję na przyszłość rodzicom daje jednak najstarsze dziecko, które szczęśliwie przeżyło i trzeba się nim zajmować [w poniedziałek czteroletnia dziewczynka przebywała u babci - red.].
Do tragedii doszło w poniedziałek po godz. 15 we wsi Kamienica Królewska. W parterowym domu było troje dzieci (dwóch chłopców w wieku trzech lat i sześciu miesięcy oraz ich dwuletnia siostrzyczka). Matka w tym czasie pracowała w obejściu, a ojciec był w pracy w Kartuzach. Gdy matka zorientowała się, że doszło do pożaru wniosła nieprzytomne dzieci na podwórko. Strażaków i karetkę wezwali sąsiedzi. Niestety, lekarzom nie udało się ich uratować.
Nieoficjalnie udało się nam jednak ustalić, że niemal na pewno kanapa w mieszkaniu zapaliła się od tzw. zaprószenia ognia. Nikt nie wie, czy w grę wchodzi niedopałek, iskra z pieca, czy może bawiące się zapałkami dziecko. Edmund Kwidziński, szef Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach, powiedział we wtorek Radiu Gdańsk, że przed śmiercią dzieci przez co najmniej godzinę musiały być w domu same.
- W pomieszczeniu, w którym doszło do tragedii, okna i drzwi były szczelnie zamknięte. Było bardzo duże zadymienie. Ogień zaś nie rozprzestrzenił się i zgasł w końcu samoistnie, gdyż w pokoju zabrakło powietrza - mówi Janusz Kobiela, zastępca komendanta kartuskiej PSP.
Trzyletni Sebastian, dwuletnia Kornelia i sześciomiesięczny Adrian zmarli najprawdopodobniej z powodu zatrucia toksycznym dymem, tzw. gazami pożarowymi. Ale oficjalne przyczyny zgonu będą znane dopiero po przeanalizowaniu wyników sekcji zwłok.
Tymczasem 24-latnia matka ofiar pożaru na własne życzenie wyszła we wtorek ze szpitala, dokąd trafiła z powodu silnego szoku. Z mężem i czteroletnią córeczką zamieszkała w domu u swojej matki. Jej stan psychiczny nadal jest poważny. Kobieta nie chce wracać do dawnego mieszkania (wynajmowali je od gospodarza). Na szczęście nie będzie to konieczne, bo władze gminy Sierakowice zadeklarowały we wtorek, że wygospodarują dla nich nowy lokal.
- To kwestia maksymalnie kilku tygodniu. W takiej sytuacji nie wolno zostawiać tych ludzi bez opieki - usłyszeliśmy w urzędzie.
- Przygotowujemy z naszych zasobów mieszkanko o przyzwoitym standardzie - dodaje wójt Sierakowic Tadeusz Kobiela. - Jeśli chodzi pomoc, to czekamy jednocześnie na każdy inny sygnał, ale myślę, że sprawy mieszkaniowe pojawią się nie wcześniej niż po pogrzebie, w którym również zadeklarowaliśmy pomoc, np. w kwestii pokrycia części kosztów.
Rodzina jest także pod szczególną opieką terapeutów z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kartuzach.
Psycholog Dominika Sowa-Klejna: - Po przeżyciu tak wielkiej tragedii trudno normalnie funkcjonować. Nadzieję na przyszłość rodzicom daje jednak najstarsze dziecko, które szczęśliwie przeżyło i trzeba się nim zajmować [w poniedziałek czteroletnia dziewczynka przebywała u babci - red.].
Do tragedii doszło w poniedziałek po godz. 15 we wsi Kamienica Królewska. W parterowym domu było troje dzieci (dwóch chłopców w wieku trzech lat i sześciu miesięcy oraz ich dwuletnia siostrzyczka). Matka w tym czasie pracowała w obejściu, a ojciec był w pracy w Kartuzach. Gdy matka zorientowała się, że doszło do pożaru wniosła nieprzytomne dzieci na podwórko. Strażaków i karetkę wezwali sąsiedzi. Niestety, lekarzom nie udało się ich uratować.
Polecamy - Państwo pozywa Kościół o 14 mln zł z VAT-u
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






