Wąs: Legendzie Arki odebrało rozum

Marek Wąs
2009-11-22 aktualizacja: 2009-11-22 15:11
A A A Drukuj
Marek Wąs, dziennikarz Fot. Renata Dąbrowska / AG
Janusza Kupcewicza będę pamiętał do końca życia z powodu bramki, którą strzelił Francuzom w 1982 roku. Pamiętam zresztą wszystkie nasze bramki z Hiszpanii. Z późniejszych mistrzostw, w Korei czy Niemczech, ani jednej. Ostatnio Kupcewicz udzielił wywiadu "Gazecie". Załamał mnie.
SERWISY
Sześć lat temu piłkarz był konsultantem Arki Gdynia i z klubu do klubu woził koperty z pieniędzmi. Dzisiaj nie ma sobie nic do zarzucenia. Bo jak woził łapówki, był "tak nawalony, że kiedy w Kołobrzegu rozwiązało mu się sznurowadło, to nie mógł go zawiązać aż do Gdyni". Nie wstydzi się, że brał udział w kupowaniu meczów, bo nic na tym nie zarobił - "inni pobudowali domy, kupili drogie fury, a ja nie miałem z tego ani grosza". Do "Fryzjera" nic nie ma, chętnie napiłby się z nim kawy. Poza tym, on tylko robił to, co mu kazali przełożeni. Kto by nie robił? On jest czysty, bo w sądzie o wszystkim opowiada. A przecież mógłby milczeć - nie dostanie zarzutów, bo koperty woził przed wejściem w życie ustawy o korupcji w sporcie. "Mam szczęście" - cieszy się.

Doceniam, że Janusz Kupcewicz otwarcie mówi o swoim alkoholizmie i życzę mu, żeby wytrwał w abstynencji. Ale, na Boga, to nie jest żadne usprawiedliwienie. Jeśli z jego wypowiedzi płynie jakiś morał, to tylko taki, że bagno w polskiej piłce tak śmierdzi, że odbiera rozum.

Co jeszcze słychać u Kupcewicza? Od 13 lat uczy dzieci w szkole. Dwa lata temu startował do Sejmu z list PO. Rozdaje autografy, za co powinniśmy mu dziękować, gdyż, cytuję: "nikt nie promuje w świecie Gdyni tak jak ja". No i ma pretensje, że za swoje genialne kopnięcie sprzed 27 lat nie dostaje trzech tysięcy emerytury.

A jakie plany ma Kupcewicz? "Wiele osób chętnie widziałoby mnie teraz najebanego, na rogu Świętojańskiej, z jabolem w ręku. Ale nie zobaczą. Bo ja chcę zrobić jeszcze w życiu coś fajnego. Wrócić do piłki, pomóc".

Pewnie, każdy ma prawo dostać w życiu drugą szansę. Tylko najpierw trzeba się walnąć w pierś i powiedzieć: "przepraszam, zrobiłem coś złego".

Panie Januszu, otacza pana tłumek pochlebców. Wmawiają panu, że jest pan "legendą Arki", wzorem do naśladowania. Ci ludzie robią panu krzywdę. Naprawdę ma pan szansę, ale na razie jest pan na najlepszej drodze, żeby ją zmarnować. Na koniec i tak się okaże, że nie ma znaczenia ani popularność, ani "legenda", tylko żeby móc spojrzeć sobie w twarz.

Powyższe zdanie dedykuję również partyjnym kabotynom, którzy wciągnęli Janusza Kupcewicza na listę wyborczą.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów