Legenda polskiej piłki: Nie wstydzę się korupcji

Maciej Korolczuk, Grzegorz Kubicki
2009-11-21 aktualizacja: 2009-11-20 20:43
A A A Drukuj
Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
  • Janusz Kupcewicz
- Nie wstydzę się udziału w korupcji. A z "Fryzjerem" to bym teraz nawet kawę wypił - mówi legenda Arki Gdynia Janusz Kupcewicz
W czwartek minęło dokładnie 29 lat od pierwszej bramki Kupcewicza w reprezentacji. Biało-czerwoni wygrali wówczas 5:1 w towarzyskim meczu z Algierią.

- Co się wydarzyło 19 listopada 1980 r.? Hm... Był stan wojenny? Arka wygrała jakiś ważny mecz? Nie pamiętam - mówi Kupcewicz.

Kiedy mu przypominamy, zaczyna szperać w pamięci: - A, o to chodziło. Pamiętam, jak przez mgłę. Graliśmy... chyba w Krakowie. Ale zabijcie mnie, nie pamiętam tej bramki. Ani jak strzeliłem, ani kto mi podawał, ani w jaką część bramki wpadła piłka. Nic.

Jest jednak bramka, której Kupcewicz nie zapomni. To gol w meczu z Francją na mundialu w Hiszpanii w 1982 r., który dał nam trzecie miejsce na świecie.

- W kadrze strzeliłem pięć bramek, jak na pomocnika całkiem sporo, ale ta z Francuzami była oczywiście najważniejsza. Do rzutów wolnych wyznaczeni byli inni, a o tym, kto je będzie wykonywał, decydował Zbyszek Boniek. Akurat do tego wolnego chętnych nie było. Był ostry kąt i nikomu nie przyszłoby do głowy, że można strzelać na bramkę. Wszyscy pobiegli więc w pole karne, licząc na dośrodkowanie i strzał z główki. Z takiego samego założenia wyszedł bramkarz Francuzów i się zdziwił. Złapałem go na wykroku, nie miał się z czego odbić i piłka wpadła mu w krótki róg - opowiada Kupcewicz i wspomina, że miał wówczas nie po drodze z selekcjonerem Antonim Piechniczkiem. - Radość po bramce była wielka. Piechniczkowi mogłem pokazać gest Kozakiewicza, ale tego nie zrobiłem. Po dwóch pierwszych meczach z Włochami i Kamerunem mieliśmy tylko dwa punkty i to wymusiło zmiany w składzie. Ja dwa pierwsze mecze obejrzałem z trybun, mimo że czułem się na siłach, by grać. Piechniczek był jednak zakochany w swoich zawodnikach ze Śląska. Nie potrafił spojrzeć na drużynę chłodnym okiem - dodaje Kupcewicz.

Jego bramka z Francuzami jest ostatnią, która dała biało-czerwonym medal na imprezie rangi mistrzowskiej. - Myślę, że nie szybko doczekam się następcy.

18 godzin w szkole i... nuda

Jak teraz żyje piłkarz, który zapewnił Polsce medal na mundialu?

- Po rozstaniu z żoną, której oddałem dom, wróciłem do dwupokojowego mieszkania w centrum Gdyni. Mieszkam sam, mam dużo wolnego czasu i chętnie bym się czymś zajął. Jestem prezesem Olimpiad Specjalnych na Pomorzu, ale to praca społeczna i sporadyczna. Raz w roku jestem zapraszany przez Polonię amerykańską, latam do Chicago lub Nowego Jorku - opowiada.

Od 13 lat legenda trójmiejskiej piłki uczy też dzieci WF-u w Szkole Podstawowej nr 10 w Gdyni Chyloni. Ma etat, pracuje 18 godzin tygodniowo. Jest nauczycielem mianowanym, na rękę dostaje 1,8 tys. zł. - Skończyłem AWF w Gdańsku. Co prawda długo to trwało, bo ze względu na grę w piłkę i wyjazdy studiowałem ponad 10 lat. Chyba jestem nawet rekordzistą na uczelni. Całe szczęście, trafiłem na wyrozumiałą kadrę, bo inaczej bez skrupułów skreślono by mnie z listy studentów - mówi Kupcewicz. - Rodzice i dzieci mnie szanują. Z innymi nauczycielami też mam dobry kontakt. A z dyrektorem przez cały okres mojej pracy w szkole nie mieliśmy ani jednego konfliktu.

Bez jabola w ręku

W ostatnich latach o Kupcewiczu głośno zrobiło się tylko raz - kiedy okazało się, że pracując jako konsultant ds. sportowych w Arce (2001-2003), był zamieszany w korupcję. Zeznając we wrocławskim sądzie, przyznał się zresztą, że dwa lub trzy razy woził koperty, w których mogły być łapówki. Jedna z kopert trafiła do Ryszarda F. - "Fryzjera", domniemanego szefa piłkarskiej mafii w Polsce. Kupcewicz opowiadał, że kopertę dla "Fryzjera" wiózł razem z byłym kierownikiem Arki Wiesławem K., ale niewiele pamięta, bo był pijany.

Dziś wspomina: - Panowie, byłem tak nawalony, że kiedy w Kołobrzegu rozwiązało mi się sznurowadło, to nie mogłem go zawiązać aż do Gdyni.

Na procesie Wiesław K. opowiadał, że to właśnie Kupcewicz poznał ówczesnego prezesa Arki Jacka M. z "Fryzjerem". - Znam się z "Fryzjerem", widzieliśmy się cztery czy pięć razy w życiu. Nic do niego nie mam. Teraz mógłbym z nim nawet kawę wypić i nie widzę w tym nic złego - mówi Kupcewicz i dodaje: - Nie jest mi wstyd, że brałem udział w korupcji. Bo czego mam się wstydzić? Na korupcji w Arce nie zarobiłem ani złotówki. Wykonywałem tylko polecenia. Inni pobudowali domy, kupili drogie fury, a ja nie miałem z tego ani grosza.

Dlaczego zdecydował się na udział w korupcji, dlaczego nie odmówił?

- Gdyby pański przełożony przyniósł panu kopertę i kazał ją komuś zanieść, to zaglądałby pan do środka i odmówił mu, zorientowawszy się, że to łapówka? Ciekaw jestem, jak by się pan zachował? Nie sugeruję wcale, że jestem ofiarą działań Jacka M. Jestem dorosłym człowiekiem, który wie, co robi. Jako konsultant ds. sportowych zarabiałem jednak w Arce 2,5 tys. zł. Do tego dochodziła pensja nauczycielska. Nie miałem źle i nie chciałem tego stracić - wspomina Kupcewicz.

- W sądzie powiedziałem wszystko, co wiedziałem. Dlaczego nikt nie podkreślił, że byłem tam wezwany jako świadek. Nie jako oskarżony. A potem koledzy mojego syna pytali go, czy jego ojciec pójdzie siedzieć. Przecież to absurd! - mówi Kupcewicz, który nie miał jednak postawionych zarzutów tylko dlatego, że czyny, których się dopuścił, pochodzą sprzed 1 lipca 2003 r., kiedy weszła w życie ustawa o korupcji w sporcie. - Zdaję sobie sprawę, że mam szczęście, że mogłem mieć duże kłopoty. Ale jednocześnie, wiedząc, że nic mi nie grozi, mogłem zachować milczenie, o niczym nie opowiadać w prokuraturze czy sądzie. Ale wkur... się, bo uważałem, że kibice powinni znać prawdę.

A jak na zeznania Kupcewicza i jego udział w korupcji zareagowali rodzice dzieci, których uczy? Jaką decyzję podjęła dyrekcja szkoły? - Kiedyś jedna z gazet opisała moją historię. To był brukowiec, więc zrobiono ze mnie bandytę. Dyrektor wezwał mnie wtedy do siebie i powiedział, żebym się nie przejmował, a gazetę mam wyrzucić do kosza. Miałem pełne wsparcie zarówno u przełożonych, jak i rodziców dzieci, które uczę. Kłopoty były tylko z kibicami, którzy patrzyli na mnie spod byka, zwątpili w moją uczciwość. Ale spotkałem się z nimi i wytłumaczyłem, że byłem tylko świadkiem, a nie podejrzanym. Nie można na zawsze przekreślać ludzi, bo kiedyś powinęła im się noga. Każdy popełnia błędy. Wiele osób chętnie widziałoby mnie teraz najeb... na rogu Świętojańskiej w Gdyni, z jabolem w ręku. Ale mnie nie zobaczą. Bo ja chcę zrobić jeszcze w życiu coś fajnego. Wrócić do piłki, pomóc. Najchętniej Arce.

Z Arką nie po drodze

Ale w Arce go nie chcą. Kupcewicz nie potrafi powiedzieć dlaczego, choć cały czas śledzi losy klubu z Gdyni. - Arka nie wykorzystała ogromnych możliwości finansowych, jakie miała jeszcze dwa, trzy lata temu - uważa. - Miała wówczas potencjał na zajęcie miejsca w pierwszej szóstce ekstraklasy. Do dziś taki wynik by procentował. A teraz, mimo że nasza liga jest strasznie słaba, Arkę stać tylko na środek tabeli.

Kupcewicz nie gra w piłkę od dwóch dekad, ale kibice - nie tylko z Polski - o nim nie zapomnieli. - Regularnie dostaję kartki z prośbą o autograf. Przychodzą listy z Malty, Cypru, ostatnio nawet z Chin. Przecież na tych kartkach jestem w koszulce Arki! Promuję Polskę, Wybrzeże, Trójmiasto i Arkę. Ale ludzie z klubu czy miasta tego nie doceniają. Nie rozumieją, że nikt nie promuje na świecie Gdyni tak jak ja - podkreśla.

(PO)żegnanie z polityką

W 2007 r. Kupcewicz kandydował do Sejmu z 14. miejsca listy PO w okręgu gdyńsko-słupskim (rok wcześniej nie dostał się do rady miasta w Gdyni). - Na listach przydzielono mi jedno z najgorszych miejsc - w samym środku. Wielu ludzi nie miało nawet pojęcia, że startuję w wyborach! - mówi z irytacją w głosie.

Kampania kosztowała go 1,5 tys. zł. Jak mówi, nie było go ani na plakatach, ani w mediach, a mimo to zajął wysokie, ósme miejsce. - Dostałem 8 tys. głosów, a ponad 10 dawało przepustkę do Sejmu. Świetnego wyniku, przy tak niskim nakładzie, gratulowali mi nawet Tusk i Schetyna. Ale na tym się skończyło.

Kupcewicz narzeka, że władza nie docenia zasług piłkarzy grających w czasach stanu wojennego. Przypomina manipulowanie obrazem telewizyjnym z meczów reprezentacji tak, by nie było widać flag Solidarności. - Dlaczego medaliści olimpijscy, czyli takie Juskowiaki czy Kowalczyki, którzy w Barcelonie nie grali na takim poziomie, jaki jest na mistrzostwach świata, dostają dziś 3 tys. zł emerytury? A my, jako medaliści najważniejszej imprezy piłkarskiej na świecie, nie mamy nic? - pyta retorycznie Kupcewicz.

Odszedł z PO, bo "nie chciał się mieszać w układy, jakie panują na szczeblu lokalnym, jak i tzw. górze".

Skruszyć beton

Jak Kupcewicz ocenia obecny poziom polskiej piłki? - Od dawna uważam, że dużo dobrego dałaby likwidacja Rady Trenerów - podkreśla 19-krotny reprezentant Polski. - Szanuję Andrzeja Strejlaua, ale uważam, że jego czas już dawno minął. To samo Piechniczek, który cały czas żyje sukcesem z 1982 r. Tylko dlaczego nie powie, że jego i nasz sukces nie byłby możliwy gdyby nie postać śp. Ryszarda Kuleszy, który tę reprezentację przygotował i zbudował od podstaw.

Prezesa Grzegorza Latę Kupcewicz zna doskonale, ale uważa, że lepszym dowódcą polskiej piłki byłby Boniek. - Zbyszek nie został wybrany, bo jest bezkompromisowy, w związku zaszłyby poważne zmiany, beton by się poważnie skruszył. Wszyscy się tego obawiali, ale dla polskiej piłki wyszłoby to na dobre. Przecież dziś w PZPN nadal pracują ludzie, którzy byli tam jeszcze za czasów mojej gry w piłkę!

Smuda? - Żyje przy linii, ma charyzmę, potrafi pochwalić, ale i solidnie opieprzyć. No i raczej nie da się związkowemu betonowi. Jeśli da im się stłamsić to znaczy, że poszedł do reprezentacji tylko dla kasy.

Podziel się

  • 26 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

  • Nie wstydzę się... - przed kibicami Arki również? nathan_miur 20.11.09, 21:55

    Proszę mi panie Januszu odpowiedzieć na pytanie czy nie wstydzi się pan również korupcji przed kibicami Żółto-Niebieskich, za to, że stali się pośmiewiskiem, obiektem ataków ze strony prasy,»

  • bez frajerstwa volflarsen 21.11.09, 22:58

    Swój chłop-i wypije, i łapówe da,na PZPN-nie ma spoko.Kumpli się nie wstydzi.Bez frajerstwa.»

  • Legenda polskiej piłki: Nie wstydzę się korupcji bardoso 22.11.09, 23:32

    No to po prostu pięknie, nie ma to jak szczere wyznanie. Czyli generalnienależałoby wymienić całe tzw. "środowisko" piłkarskie, przecież nie jest topierwszy, a już na pewno nie ostatni »