Daszczyński: Polska krew
2009-11-18
aktualizacja: 2009-11-18 20:37
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Pamiętają Państwo nazwisko Murkowski? Starszy sierżant Tomasz Murkowski, z 13. Elbląskiego Pułku Przeciwlotniczego. Zginął w Iraku, trzy lata temu, w nocy z 10 na 11 listopada 2006 r. Miał trzydzieści lat.
ZOBACZ TAKŻE
- Daszczyński: Nie wychodźmy przed orkiestrę państw Europy (02-12-09, 22:20)
- Sterlingow: Teraz, K... My! (01-12-09, 18:40)
- Górlikowski: Mikael Blomkvist była kobietą (30-11-09, 19:00)
- Wąs: Centrum Gdańska potrzebuje życia, nie prestiżu! (29-11-09, 20:36)
- Daszczyński: Dopaść małego (25-11-09, 19:27)
- Zdaniem Górlikowskiego: Wino Kondrata uderzyło do głowy (23-11-09, 22:57)
- Wąs: Legendzie Arki odebrało rozum (22-11-09, 15:10)
- Rząd pracuje, aż furczy! - felieton Marka Sterlingowa (17-11-09, 21:57)
- Zdaniem Górlikowskiego: Trójmiejski Dzień Tolerancji (16-11-09, 21:59)
- Kopnąć Bonapartego (11-11-09, 16:47)
- Zdaniem Marka Górlikowskiego (09-11-09, 22:05)
- Zdaniem Romana Daszczyńskiego (04-11-09, 21:52)
- Sterlingow: Dlaczego Amerykanie ostrzelali Gdynię? (03-11-09, 18:00)
- Zdaniem Marka Górlikowskiego (02-11-09, 22:10)
SERWISY
Niedawno obchodzono trzecią rocznicę jego śmierci. Wdowa, dwie córeczki, rodzice, przyjaciele - wciąż przeżywają tę tragedię.
Naszych w Iraku nie ma już od roku.
Mam bolesne poczucie, że śmierć st. sierżanta Murkowskiego była niepotrzebna - tak jak zgon lub kalectwo innych naszych żołnierzy. Od początku dorabiano wzniosłe ideologie. "Poniósł śmierć niosąc pokój narodowi irackiemu" - mówił biskup polowy na pogrzebie Murkowskiego. Teraz niby to samo Polacy niosą Afgańczykom. Dlaczego nie innym gnębionym narodom? Odpowiedź jest niestety prosta: bo nasi żołnierze służą tam, gdzie wymaga tego amerykański interes. USA po ataku bojowców Bin Ladena potrzebowały uderzenia odwetowego, wybór padł na Irak. Dziś wiadomo, że pretekst - rzekoma broń jądrowa - był sfingowany przez amerykański wywiad, ale Polsce nie było nawet porządnej debaty w tej sprawie. Marudzono coś o rzekomych korzyściach gospodarczych, które Polska miałaby w Iraku uzyskać - choć nie uzyskała.
Ostatnio premier Tusk stwierdził, że nasza misja w Afganistanie jest konieczna, bo zaskarbiamy sobie wdzięczność sojuszników. No, przecież to jasne jak słońce: jeśli ktoś Polskę zaatakuje, to sojusznicy z wdzięczności rzucą się nas bronić. Mniej więcej tak jak we Wrześniu.
Gdy premier mojego państwa, 38-milionowego kraju w centrum Europy, mówi o wdzięczności jako sprężynie polityki międzynarodowej - zaczynam się bać. W polityce istnieją tylko twarde interesy. Wdzięczność to mgła, która błyskawicznie się rozwiewa. Nasz naród przekonał się o tym wielokrotnie. Ostatnio przy okazji hucpy z tzw. amerykańską tarczą antyrakietową i bazą w Redzikowie k. Słupska.
- Dlaczego Amerykanie wspierali "Solidarność" w czasach stanu wojennego? - pyta pani w klasie. Dzieci podnoszą ręce do odpowiedzi.
- Bo są wdzięczni za Kościuszkę i Pułaskiego - odpowiada Olek.
- Bo nas lubią za naszą niezłomność i odwagę - dodaje Jareczek.
I właśnie na tym poziomie są odpowiedzi naszych polityków. Wolą ględzić o wdzięczności i lojalności, choć świetnie wiedzą - przynajmniej niektórzy - że Amerykanie mieli po prostu interes w osłabianiu ZSRR, i że szczęśliwie wpisywało się to w polskie dążenia niepodległościowe.
Nasi czołowi politycy już dwadzieścia lat jeżdżą - od lewicy po prawicę - do Waszyngtonu. Zdarzyło się, że premier RP uzyskał 3-minutową audiencję u prezydenta USA. Jesteśmy w NATO - świetnie. Ale to nie znaczy, że musimy zachowywać się jak Azor u nogi pana.
Są pytania, które każdy z wyborców powinien zadawać sam sobie.
Czy któryś z posłów lub ministrów wysłał swojego syna na którąś z tych wojen?
Czy - poza rzekomym budowaniem poczucia wdzięczności - istnieją istotne cele polskiej obecności w Afganistanie?
Czy ktokolwiek z naszej elity władzy poniósł konsekwencje niespełnionych amerykańskich obietnic?
Ilu partyjnych działaczy różnej maści skorzystało i korzysta ze stypendiów rządu USA?
I być może najważniejsze: jak długo jako obywatele/podatnicy będziemy zachowywać się tak, jakby wygoda polityków i rojenia o jankeskiej wdzięczności były ważniejsze od krwi naszych żołnierzy?
Naszych w Iraku nie ma już od roku.
Mam bolesne poczucie, że śmierć st. sierżanta Murkowskiego była niepotrzebna - tak jak zgon lub kalectwo innych naszych żołnierzy. Od początku dorabiano wzniosłe ideologie. "Poniósł śmierć niosąc pokój narodowi irackiemu" - mówił biskup polowy na pogrzebie Murkowskiego. Teraz niby to samo Polacy niosą Afgańczykom. Dlaczego nie innym gnębionym narodom? Odpowiedź jest niestety prosta: bo nasi żołnierze służą tam, gdzie wymaga tego amerykański interes. USA po ataku bojowców Bin Ladena potrzebowały uderzenia odwetowego, wybór padł na Irak. Dziś wiadomo, że pretekst - rzekoma broń jądrowa - był sfingowany przez amerykański wywiad, ale Polsce nie było nawet porządnej debaty w tej sprawie. Marudzono coś o rzekomych korzyściach gospodarczych, które Polska miałaby w Iraku uzyskać - choć nie uzyskała.
Ostatnio premier Tusk stwierdził, że nasza misja w Afganistanie jest konieczna, bo zaskarbiamy sobie wdzięczność sojuszników. No, przecież to jasne jak słońce: jeśli ktoś Polskę zaatakuje, to sojusznicy z wdzięczności rzucą się nas bronić. Mniej więcej tak jak we Wrześniu.
Gdy premier mojego państwa, 38-milionowego kraju w centrum Europy, mówi o wdzięczności jako sprężynie polityki międzynarodowej - zaczynam się bać. W polityce istnieją tylko twarde interesy. Wdzięczność to mgła, która błyskawicznie się rozwiewa. Nasz naród przekonał się o tym wielokrotnie. Ostatnio przy okazji hucpy z tzw. amerykańską tarczą antyrakietową i bazą w Redzikowie k. Słupska.
- Dlaczego Amerykanie wspierali "Solidarność" w czasach stanu wojennego? - pyta pani w klasie. Dzieci podnoszą ręce do odpowiedzi.
- Bo są wdzięczni za Kościuszkę i Pułaskiego - odpowiada Olek.
- Bo nas lubią za naszą niezłomność i odwagę - dodaje Jareczek.
I właśnie na tym poziomie są odpowiedzi naszych polityków. Wolą ględzić o wdzięczności i lojalności, choć świetnie wiedzą - przynajmniej niektórzy - że Amerykanie mieli po prostu interes w osłabianiu ZSRR, i że szczęśliwie wpisywało się to w polskie dążenia niepodległościowe.
Nasi czołowi politycy już dwadzieścia lat jeżdżą - od lewicy po prawicę - do Waszyngtonu. Zdarzyło się, że premier RP uzyskał 3-minutową audiencję u prezydenta USA. Jesteśmy w NATO - świetnie. Ale to nie znaczy, że musimy zachowywać się jak Azor u nogi pana.
Są pytania, które każdy z wyborców powinien zadawać sam sobie.
Czy któryś z posłów lub ministrów wysłał swojego syna na którąś z tych wojen?
Czy - poza rzekomym budowaniem poczucia wdzięczności - istnieją istotne cele polskiej obecności w Afganistanie?
Czy ktokolwiek z naszej elity władzy poniósł konsekwencje niespełnionych amerykańskich obietnic?
Ilu partyjnych działaczy różnej maści skorzystało i korzysta ze stypendiów rządu USA?
I być może najważniejsze: jak długo jako obywatele/podatnicy będziemy zachowywać się tak, jakby wygoda polityków i rojenia o jankeskiej wdzięczności były ważniejsze od krwi naszych żołnierzy?
- 20 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Daszczyński: Polska krew
nathan_miur
18.11.09, 21:32
Brawo Panie Daszczyński za ten felieton i odwagę!Oby więcej takich głosów, które w końcu doprowadzą w Naszym kraju do przemyślenia stosunków Polska-USA.Jeszcze raz gratuluję i podpisuję się »
-
Polska
bopin
19.11.09, 08:47
Kolesie, którzy walnęli w WTC, uderzyli nie tylko w jakiś budynek w NY(tysiące zabitych). Oni zaatakowali zachodnią cywilizację do której należę jai kol. Daszczyński. Zaatakowali kraj »
-
Daszczyński: Polska krew
marekkrukowski
19.11.09, 11:18
Na końcowe pytanie odpowiedź jest prosta. Tak długo, jak długo będziemy chować nasze dzieci na mięso armatnie, szkoląc je tak, jak szkoli się wspomnianych Olka i Jareczka. I jeszcze przez »
Najczęściej czytane24 htydzień




