Strzały na Suchaninie. Zamachowiec zbiegł
2009-11-17
aktualizacja: 2009-11-17 20:48
Właściciel jednej z gdańskich drukarni został postrzelony serią z karabinu maszynowego, gdy we wtorek rano przyjechał do pracy. W nogi trafiło go sześć kul. W ciężkim stanie trafił do szpitala. Sprawca zbiegł
ZOBACZ TAKŻE
- W Gdyni trzech pijanych dresiarzy zabiło człowieka (28-11-09, 06:00)
- Miał być "Trzeźwy poranek", a tu sześciu pijanych (19-11-09, 15:00)
- Pijany kierowca potrącił pieszych na pasach (18-11-09, 13:38)
SERWISY
Dochodziła 8 rano, kiedy 39-letni właściciel drukarni Color Graf jak co dzień przyjechał do siedziby swojej firmy. Zbliżał się do drzwi wejściowych, gdy w jego kierunku padło kilkanaście strzałów.
- Strzelano ewidentnie w nogi, z karabinu maszynowego. Dostał sześć kul. To nie była zwykła rąbanka, bandyta celował w niego. Gdyby chciał zabić, to by chyba zabił. Chodziło o okaleczenie i ostrzeżenie - mówi jeden ze śledczych.
Każdy, kto we wtorek rano jechał ul. Schuberta w stronę Wrzeszcza i - jak co dzień rano - utknął w korku, mógł natknąć się na zamachowca z pistoletem maszynowym albo przynajmniej usłyszeć strzały.
Drzwi wejściowe do Color Graf zostały podziurawione kulami. Jeszcze w południe przed wejściem widać było dużą plamę krwi. Policja odgrodziła teren taśmami przyczepionymi do butelek z rozpuszczalnikiem.
To były jedyne ślady porannego zamachu. Praca w Color Graf toczyła się swoim rytmem. Nikt z firmy nie chciał oficjalnie opowiadać o tym, co się stało rano.
- Jesteśmy zszokowani. Nie każdy musiał lubić właściciela, ale żeby aż tak? - mówił nam anonimowo pracownik drukarni. - Różne chodzą plotki, że to porachunki czy jakieś niezałatwione rozliczenia finansowe, ale jedno jest pewne: to był celowy zamach na szefa. Strzelano, kiedy był akurat sam przed drzwiami. Nie mamy pojęcia, jak i gdzie uciekł bandyta. Wszystko działo się bardzo szybko. Niektórzy nie słyszeli nawet strzałów, a dopiero policyjne syreny.
Również pracownicy innych firm mających siedziby w tym samym budynku nabrali wody w usta. Wszędzie można było usłyszeć te same odpowiedzi: "nic nie wiemy, nic nie słyszeliśmy, mamy plastikowe szyby".
Bardziej rozmowny okazał się dopiero mieszkaniec domku jednorodzinnego w sąsiedztwie drukarni: - Bzdury gadają, że nie słyszeli, kiedy ja z drugiej strony ulicy słyszałem 4-5 strzałów. Aż wyszedłem z domu i podszedłem do bramki. Cała ulica Schuberta jak zwykle rano była zakorkowana. Wszędzie stały samochody, aż dziwne, że w biały dzień w tłoku ktoś odważył się strzelać.
Policja również odmawia komentarzy. - Jest za wcześnie, by mówić o szczegółach zdarzenia poza tym, że doszło do postrzelenia właściciela drukarni i trwają intensywne czynności zmierzające do znalezienia sprawcy. Każda informacja na ten temat może je tylko utrudnić - komentowała Aleksandra Malinowska, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.
Sprawę prawdopodobnie poprowadzi Prokuratura Rejonowa w Gdańsku Wrzeszczu. - Tak, to się stało na naszym terenie, ale na razie wszystko jest w rękach policji. Trwa intensywne dochodzenie - dodawał prokurator rejonowy Witold Niesiołowski.
Rannego właściciela drukarni karetka zawiozła na Kliniczny Oddział Ratunkowy Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Ewa Książek-Bator, dyrektor UCK: - Operacja rozpoczęła się ok. godz. 15. Była skomplikowana. Z tego, co wiem, pacjent ma przestrzelone kolano. Mogę powiedzieć, że jego stan jest nadal ciężki, ale stabilny. Życiu pacjenta nie zagraża niebezpieczeństwo.
Po południu sprawę przejęła komenda wojewódzka, która szuka świadków zamachu. W specjalnym komunikacie poprosiła o pomoc wszystkie osoby, które były we wtorek ok. 8 rano przy ul. Schuberta i widziały kogoś podejrzanego. Policja zapewnia anonimowość.
- Strzelano ewidentnie w nogi, z karabinu maszynowego. Dostał sześć kul. To nie była zwykła rąbanka, bandyta celował w niego. Gdyby chciał zabić, to by chyba zabił. Chodziło o okaleczenie i ostrzeżenie - mówi jeden ze śledczych.
Każdy, kto we wtorek rano jechał ul. Schuberta w stronę Wrzeszcza i - jak co dzień rano - utknął w korku, mógł natknąć się na zamachowca z pistoletem maszynowym albo przynajmniej usłyszeć strzały.
Drzwi wejściowe do Color Graf zostały podziurawione kulami. Jeszcze w południe przed wejściem widać było dużą plamę krwi. Policja odgrodziła teren taśmami przyczepionymi do butelek z rozpuszczalnikiem.
To były jedyne ślady porannego zamachu. Praca w Color Graf toczyła się swoim rytmem. Nikt z firmy nie chciał oficjalnie opowiadać o tym, co się stało rano.
- Jesteśmy zszokowani. Nie każdy musiał lubić właściciela, ale żeby aż tak? - mówił nam anonimowo pracownik drukarni. - Różne chodzą plotki, że to porachunki czy jakieś niezałatwione rozliczenia finansowe, ale jedno jest pewne: to był celowy zamach na szefa. Strzelano, kiedy był akurat sam przed drzwiami. Nie mamy pojęcia, jak i gdzie uciekł bandyta. Wszystko działo się bardzo szybko. Niektórzy nie słyszeli nawet strzałów, a dopiero policyjne syreny.
Również pracownicy innych firm mających siedziby w tym samym budynku nabrali wody w usta. Wszędzie można było usłyszeć te same odpowiedzi: "nic nie wiemy, nic nie słyszeliśmy, mamy plastikowe szyby".
Bardziej rozmowny okazał się dopiero mieszkaniec domku jednorodzinnego w sąsiedztwie drukarni: - Bzdury gadają, że nie słyszeli, kiedy ja z drugiej strony ulicy słyszałem 4-5 strzałów. Aż wyszedłem z domu i podszedłem do bramki. Cała ulica Schuberta jak zwykle rano była zakorkowana. Wszędzie stały samochody, aż dziwne, że w biały dzień w tłoku ktoś odważył się strzelać.
Policja również odmawia komentarzy. - Jest za wcześnie, by mówić o szczegółach zdarzenia poza tym, że doszło do postrzelenia właściciela drukarni i trwają intensywne czynności zmierzające do znalezienia sprawcy. Każda informacja na ten temat może je tylko utrudnić - komentowała Aleksandra Malinowska, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.
Sprawę prawdopodobnie poprowadzi Prokuratura Rejonowa w Gdańsku Wrzeszczu. - Tak, to się stało na naszym terenie, ale na razie wszystko jest w rękach policji. Trwa intensywne dochodzenie - dodawał prokurator rejonowy Witold Niesiołowski.
Rannego właściciela drukarni karetka zawiozła na Kliniczny Oddział Ratunkowy Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Ewa Książek-Bator, dyrektor UCK: - Operacja rozpoczęła się ok. godz. 15. Była skomplikowana. Z tego, co wiem, pacjent ma przestrzelone kolano. Mogę powiedzieć, że jego stan jest nadal ciężki, ale stabilny. Życiu pacjenta nie zagraża niebezpieczeństwo.
Po południu sprawę przejęła komenda wojewódzka, która szuka świadków zamachu. W specjalnym komunikacie poprosiła o pomoc wszystkie osoby, które były we wtorek ok. 8 rano przy ul. Schuberta i widziały kogoś podejrzanego. Policja zapewnia anonimowość.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień








