Uniwersytet odwołał debatę z udziałem rasistów
2009-11-17
aktualizacja: 2009-11-16 21:51
Nie doszło do debaty z udziałem działaczy ONR na Uniwersytecie Gdańskim, którą chcieli zorganizować studenci politologii. - Odwołałem ją, studenci nie mieli świadomości, co robią - mówi prof. Andrzej Gąsiorowski, Maciej Sandecki
ONR, czyli Obóz Narodowo-Radykalny, to organizacja nacjonalistyczna i rasistowska. Jej aktywiści noszą ogolone głowy, wojskowe buty i uniformy i chętnie pozdrawiają się hitlerowskim gestem wyciągniętej ręki. Przed miesiącem opolski sąd rozwiązał brygadę ONR z Brzegu za propagowanie nazizmu i szerzenie nienawiści rasowej. W maju sąd prawomocnie skazał trzech członków brzeskiego ONR na pół roku więzienia w zawieszeniu i zakaz publicznego wykonywania gestu uniesionej prawej ręki. Uznał ich za winnych publicznego propagowania ustroju nazistowskiego. Mimo to grupy ONR w innych miastach nadal działają, także w Gdańsku i Gdyni. Na stronie internetowej pomorskiego ONR widnieją filmiki, na których widać, jak wielokrotnie pozdrawiają się faszystowskim gestem. Kilka dni temu, w Dzień Niepodległości, ONR-owcy z całego kraju zjechali do Warszawy, gdzie przeszli ulicami. Krzyczeli m.in.: "Narodowy socjalizm!", "Precz z żydowską okupacją!" i oczywiście unosili ręce. W poniedziałek prokuratura krajowa wszczęła w tej sprawie śledztwo z urzędu, dopatrując się nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych i rasowych.
Tymczasem studenci politologii UG zrzeszeni w kole naukowym im. Szkoły Frankfurckiej zaprosili ONR-owców na debatę. Miał na nią w poniedziałek przybyć kierownik główny ONR Artur Zienkiewicz oraz Jakub Albin, a także działacze Młodzieży Wszechpolskiej Tomasz Pałasz i Krzysztof Szymański. Debata miała nosić tytuł "Wielka Polska? Wizja rozwoju kraju i Europy w oczach organizacji prawicowych". Miała być pierwszą debatą z cyklu pod nazwą "Dyskurs wykluczonych". Nie doszła do skutku, w ostatniej chwili odwołał ją dyrektor instytutu politologii UG.
Dostałem za to brawa
Maciej Sandecki: Dlaczego odwołał pan tę debatę?
Prof. Andrzej Gąsiorowski: Uważam, że innej decyzji podjąć nie mogłem. Szef ONR-u, który miał wziąć w niej udział, kilka dni temu pod pomnikiem Dmowskiego w Warszawie wygłaszał słowa, które godzą w porządek demokratyczny w Polsce. Dawanie mu kilka dni potem trybuny do wygłaszania tych samych tez, na państwowej uczelni, byłoby nie na miejscu. Rozumiem dążenia młodych politologów, którzy chcą poznać poglądy nawet tak skrajnych ugrupowań. Sam, jako historyk, też opisywałem działalność przedwojennych działaczy ONR. Uważam jednak, że wybrali zły czas i miejsce na rozmowę z nimi. Poza tym byli do takiej debaty nieprzygotowani.
Skąd pan wie?
- Poszedłem na ustaloną godzinę debaty, żeby poinformować o swojej decyzji i porozmawiałem długo z organizatorami. Chcę podkreślić, że ci młodzi studenci nie są sympatykami ONR ani innych skrajnie prawicowych ugrupowań. Wręcz przeciwnie, zaprosili ich, bo chcieli ostro podyskutować, pozadawać niewygodne pytania. Wyrażali przy tym dość naiwną wiarę, że uda im się przekonać ONR-owców do swoich racji, a przy tym nie za bardzo orientowali się w ich ideologii. W starciu z tak radykalnymi dogmatykami nie mieliby żadnych szans. Kiedy wytłumaczyłem studentom powody mojej decyzji, zrozumieli, że miałem rację i nagrodzili ją brawami.
Pisał pan o działaczach ONR w czasach wojny.
- Część z nich poszła na współpracę z Niemcami, sporo jednak pracowało w polskim wywiadzie wojskowym. Byli gnębieni przez gestapo, mordowani, wysyłani do obozów. Byli nawet tacy, co ratowali Żydów. Część ONR-owców po wojnie zmieniła radykalnie swoje poglądy. ONR w obecnym wydaniu to karykatura, która zatrzymała się w latach 30. ub. wieku.
Rozmawiał Maciej Sandecki
Tymczasem studenci politologii UG zrzeszeni w kole naukowym im. Szkoły Frankfurckiej zaprosili ONR-owców na debatę. Miał na nią w poniedziałek przybyć kierownik główny ONR Artur Zienkiewicz oraz Jakub Albin, a także działacze Młodzieży Wszechpolskiej Tomasz Pałasz i Krzysztof Szymański. Debata miała nosić tytuł "Wielka Polska? Wizja rozwoju kraju i Europy w oczach organizacji prawicowych". Miała być pierwszą debatą z cyklu pod nazwą "Dyskurs wykluczonych". Nie doszła do skutku, w ostatniej chwili odwołał ją dyrektor instytutu politologii UG.
Dostałem za to brawa
Maciej Sandecki: Dlaczego odwołał pan tę debatę?
Prof. Andrzej Gąsiorowski: Uważam, że innej decyzji podjąć nie mogłem. Szef ONR-u, który miał wziąć w niej udział, kilka dni temu pod pomnikiem Dmowskiego w Warszawie wygłaszał słowa, które godzą w porządek demokratyczny w Polsce. Dawanie mu kilka dni potem trybuny do wygłaszania tych samych tez, na państwowej uczelni, byłoby nie na miejscu. Rozumiem dążenia młodych politologów, którzy chcą poznać poglądy nawet tak skrajnych ugrupowań. Sam, jako historyk, też opisywałem działalność przedwojennych działaczy ONR. Uważam jednak, że wybrali zły czas i miejsce na rozmowę z nimi. Poza tym byli do takiej debaty nieprzygotowani.
Skąd pan wie?
- Poszedłem na ustaloną godzinę debaty, żeby poinformować o swojej decyzji i porozmawiałem długo z organizatorami. Chcę podkreślić, że ci młodzi studenci nie są sympatykami ONR ani innych skrajnie prawicowych ugrupowań. Wręcz przeciwnie, zaprosili ich, bo chcieli ostro podyskutować, pozadawać niewygodne pytania. Wyrażali przy tym dość naiwną wiarę, że uda im się przekonać ONR-owców do swoich racji, a przy tym nie za bardzo orientowali się w ich ideologii. W starciu z tak radykalnymi dogmatykami nie mieliby żadnych szans. Kiedy wytłumaczyłem studentom powody mojej decyzji, zrozumieli, że miałem rację i nagrodzili ją brawami.
Pisał pan o działaczach ONR w czasach wojny.
- Część z nich poszła na współpracę z Niemcami, sporo jednak pracowało w polskim wywiadzie wojskowym. Byli gnębieni przez gestapo, mordowani, wysyłani do obozów. Byli nawet tacy, co ratowali Żydów. Część ONR-owców po wojnie zmieniła radykalnie swoje poglądy. ONR w obecnym wydaniu to karykatura, która zatrzymała się w latach 30. ub. wieku.
Rozmawiał Maciej Sandecki
- 105 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Zło podnosi łeb
kadykianus
17.11.09, 12:20
Życie pokazuje, niestety, że to się nigdy nie kończy. Wciąż trzeba walczyć oprawa człowieka z szaleńcami, którzy społeczeństwo postrzegają w kategoriachMy-oni. »
-
rownie dobrze moznaby zaprosic do debaty hitlera i
jokanda102
17.11.09, 15:51
stalina - efekt bylby ten sam. dziwie sie w ogole, ze te pohitlerowskie popluczyny czyli onr w ogole sa brani pod uwage jako partner w jakiejkolwiek dyskusji. tego typu organizacje to »
-
nazi bastards
kar-rudy102
17.11.09, 18:44
żadnych ludzkich praw dla propagatorów nazizmu w Polsce!do kamieniołomówswołocz,batem w dupe i do lochów.ich należy traktować tak jak oni chcielibytraktować innych ludzi,nie ma innej opcji.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wyjątkowy spacer! Gdańskie zakamarki dla ...
- Czas Gdyni: te inwestycje wpłynęły na ...
- Dramat w Słupsku: dwulatek katowany przez ...
- Gdańska wyszukiwarka leków podoba się ...
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Są pieniądze, będzie bezpieczniej w ...
- Trójmiejskie uczelnie mało multimedialne. ...
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Poznaj najniebezpieczniejsze ulice ...
- Życie Lecha Wałęsy: Sharon Stone i świat ...
- "Proszę pokazać torbę". Co może sklepowy ...
- Wyjątkowy spacer! Gdańskie zakamarki dla ...
- Motorniczowie pamiętajcie, że ciepły ...
- Pół tony holenderskiej trawy w oponach [wideo]



