Spór o dom przy Polanki. Niemcy się zrzekli czy nie?
2009-11-13
aktualizacja: 2009-11-13 20:39
Sprawa o dom ulicy Polanki 58 w Gdańsku stała się głośna na cały kraj, bo jego zwrotu domagają się spadkobiercy przedwojennego, niemieckiego właściciela. W piątek miał zapaść wyrok, ale sąd odroczył jeszcze sprawę do grudnia. Mieszkańcy przedstawili nowe dowody.
ZOBACZ TAKŻE
- Dom dla niemieckich spadkobierców, lokatorzy zostają (04-01-10, 20:55)
- Dom w Oliwie dla spadkobierców z Niemiec. Ale zapłacą (30-12-09, 11:50)
- Niemiecka rodzina odzyska kamienicę w Gdańsku (30-12-09, 11:21)
- Spór o poniemiecką kamienicę w Gdańsku: miasto walczy, mieszkańcy tracą nadzieję (13-11-09, 11:46)
O sprawie "Gazeta" pisała wielokrotnie. Przypomnijmy: spór o kamienicę przy Polanki 58 toczy się od 2002 roku, kiedy mieszkańcy dostali pismo o pełnomocnika spadkobierców jej przedwojennego właściciela. Zażądał on od nich uregulowania czynszu.
Na jakiej podstawie? Zaraz po wojnie August Lindhoff stracił prawa do domu, ale już w 1946 roku sądownie je odzyskał. Zmarł jednak w 1963 roku, a jego rodzina nie była w stanie utrzymać nieruchomości. Budynek wraz z lokatorami przejęły władze Gdańska, a jego spadkobiercy, którzy wyjechali do Niemiec, zrzekli się go. Nie zostało to jednak odnotowane w księgach wieczystych. Dalej figurują tam spadkobiercy Augusta Lindhoffa. Pod koniec lat 90. wystąpili do władz Gdańska o wydanie budynku. Gdy miasto odmówiło, wytoczyli mu proces. Wygrali go w sądzie pierwszej instancji. Miasto się jednak odwołało i sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego. Władze Gdańska nie liczą jednak, że odzyskają nieruchomość. W obecnym procesie chodzi im o odzyskanie od spadkobierców zwrotu nakładów, które przez dziesięciolecia wyłożyło miasto i mieszkańcy na utrzymanie budynku.
Choć wszyscy spodziewali się, że w piątek zapadnie wyrok w tej sprawie, to jednak dzisiaj rano Sąd Apelacyjny w Gdańsku zdecydował jeszcze o odroczeniu sprawy do grudnia. Zamierza wysłuchać obecnych lokatorów domu, którzy twierdzą, że Niemcy zrzekli się tej nieruchomości. Zdaniem lokatorów potomkowie i krewni przedwojennego właściciela dostali nawet za nieruchomość odszkodowanie po, tym jak wyemigrowali do Niemiec.
- Są na to dowody w postaci korespondencji pomiędzy samymi spadkobiercami, ale również pomiędzy nimi, a gminą, która obecnie zarządza nieruchomością. Z tych pism wynika jednoznaczna wola zrzeczenia się tej nieruchomości - mówi Andrzej Felsztyński, jeden z obecnych lokatorów kamienicy.
Problem jednak w tym, że zrzeczenie nie zostało sformalizowane przez urzędników. Nigdy nie złożyli oni wniosku do ksiąg wieczystych o wpisanie gminy jako nowego właściciela. Jaki to może mieć wpływ na wyrok sądu? Trudno powiedzieć. Gmina Gdańsk, która został pozwana przez spadkobierców od jakiegoś czasu nie kwestionuje konieczności oddania kamienicy. Chce tylko, by oddali jej koszty, które poniosła przez kilkadziesiąt lat użytkowania.
- Dowody, które chcą przedstawić mieszkańcy w naszej ocenie nic nie wnoszą do sprawy - powiedział pełnomocnik gminy Jakub Eysymont.
Na jakiej podstawie? Zaraz po wojnie August Lindhoff stracił prawa do domu, ale już w 1946 roku sądownie je odzyskał. Zmarł jednak w 1963 roku, a jego rodzina nie była w stanie utrzymać nieruchomości. Budynek wraz z lokatorami przejęły władze Gdańska, a jego spadkobiercy, którzy wyjechali do Niemiec, zrzekli się go. Nie zostało to jednak odnotowane w księgach wieczystych. Dalej figurują tam spadkobiercy Augusta Lindhoffa. Pod koniec lat 90. wystąpili do władz Gdańska o wydanie budynku. Gdy miasto odmówiło, wytoczyli mu proces. Wygrali go w sądzie pierwszej instancji. Miasto się jednak odwołało i sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego. Władze Gdańska nie liczą jednak, że odzyskają nieruchomość. W obecnym procesie chodzi im o odzyskanie od spadkobierców zwrotu nakładów, które przez dziesięciolecia wyłożyło miasto i mieszkańcy na utrzymanie budynku.
Choć wszyscy spodziewali się, że w piątek zapadnie wyrok w tej sprawie, to jednak dzisiaj rano Sąd Apelacyjny w Gdańsku zdecydował jeszcze o odroczeniu sprawy do grudnia. Zamierza wysłuchać obecnych lokatorów domu, którzy twierdzą, że Niemcy zrzekli się tej nieruchomości. Zdaniem lokatorów potomkowie i krewni przedwojennego właściciela dostali nawet za nieruchomość odszkodowanie po, tym jak wyemigrowali do Niemiec.
- Są na to dowody w postaci korespondencji pomiędzy samymi spadkobiercami, ale również pomiędzy nimi, a gminą, która obecnie zarządza nieruchomością. Z tych pism wynika jednoznaczna wola zrzeczenia się tej nieruchomości - mówi Andrzej Felsztyński, jeden z obecnych lokatorów kamienicy.
Problem jednak w tym, że zrzeczenie nie zostało sformalizowane przez urzędników. Nigdy nie złożyli oni wniosku do ksiąg wieczystych o wpisanie gminy jako nowego właściciela. Jaki to może mieć wpływ na wyrok sądu? Trudno powiedzieć. Gmina Gdańsk, która został pozwana przez spadkobierców od jakiegoś czasu nie kwestionuje konieczności oddania kamienicy. Chce tylko, by oddali jej koszty, które poniosła przez kilkadziesiąt lat użytkowania.
- Dowody, które chcą przedstawić mieszkańcy w naszej ocenie nic nie wnoszą do sprawy - powiedział pełnomocnik gminy Jakub Eysymont.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






