Chodzi o Mariana Jarząbka, wieloletniego radnego powiatu słupskiego, który już drugą kadencję jest członkiem zarządu powiatu. Do rady kandydował z komitetu "Samorządność", które rządzi powiatem razem z Platformą Obywatelską. Jarząbek nie jest etatowym członkiem zarządu, pobiera jedynie dietę radnego.
Prokuratura rejonowa w Słupsku właśnie postawiła mu i jego synowi zarzuty związane z incydentem z 8 sierpnia, do którego doszło po wiejskim festynie w Kwakowie. 60-letni Jarząbek i 36-letni syn zostali zatrzymani przez strażniczkę gminną, gdy nieprawidłowo przechodzili przez jezdnię. Według prokuratury mieli ją wtedy znieważyć, a następnie policjantkę, która postanowiła pomóc koleżance. Doszło nawet do rękoczynów. Mężczyźni byli pijani i policja odwiozła ich na izbę wytrzeźwień. Przyznali się już do winy i wystąpili z wnioskami o dobrowolne poddanie się karze - Jarząbek zaproponował 1,5 tys. zł grzywny, a jego syn sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Sprawę wkrótce rozpatrzy sąd.
- Właśnie przed chwilą pan Marian poinformował mnie o tej sprawie - powiedział nam wczoraj starosta słupski Sławomir Ziemianowicz. - Ja nie będą występował o jego odwołanie, wiem, że to porządny człowiek, dużo zrobił dla powiatu i ta wpadka nie przeważa jego zasług. Za dwa tygodnie zbiera się klub koalicji i być może radni złożą taki wniosek. Podejrzewam, że wtedy on sam złoży rezygnację z funkcji. Przypominam też, że w przypadku skazania przez sąd, co może nastąpić szybko, automatycznie straci mandat radnego.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto