Zdaniem Marka Górlikowskiego
2009-11-02
aktualizacja: 2009-11-02 22:11
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
W Zaduszki myślę nie tylko o zmarłych z mojej rodziny, ale też o duchach starych gdańszczan
ZOBACZ TAKŻE
- Daszczyński: Polska krew (18-11-09, 20:37)
- Rząd pracuje, aż furczy! - felieton Marka Sterlingowa (17-11-09, 21:57)
- Zdaniem Górlikowskiego: Trójmiejski Dzień Tolerancji (16-11-09, 21:59)
- Wąs o rumieńcach ministra Sikorskiego (15-11-09, 15:11)
- Kopnąć Bonapartego (11-11-09, 16:47)
- Zdaniem Marka Górlikowskiego (09-11-09, 22:05)
- Jak krzyże znikną z polskich szkół? (08-11-09, 20:07)
- Zdaniem Romana Daszczyńskiego (04-11-09, 21:52)
- Sterlingow: Dlaczego Amerykanie ostrzelali Gdynię? (03-11-09, 18:00)
- Zdaniem Daszczyńskiego: chwała piłkarzom Bytovii Bytów! (28-10-09, 22:17)
- Górlikowski: Moje wewnętrzne cebea (26-10-09, 20:53)
- Felieton: Zasrana wolność (21-10-09, 18:26)
- Jak tajny agent Tomek ratował polską gospodarkę (20-10-09, 17:56)
- Dlaczego Wąs od Polski woli Antarktydę? (18-10-09, 15:09)
- Ostra grypa PO (14-10-09, 17:52)
- Zdaniem Wąsa: Adamowicz do sejmu (11-10-09, 19:53)
SERWISY
Kupujemy, chodzimy i jeździmy dziś w miejscach, gdzie kiedyś chowano ludzi, tak jak w parkach wzdłuż alei Zwycięstwa czy pod Galerią Bałtycką w Gdańsku. Gdyby odprawiano jeszcze Dziady, a zwykło się to robić blisko cmentarza, w Gdańsku można by takich miejsc znaleźć dziesiątki.
Jesteśmy przecież miastem nieistniejących cmentarzy. Kiedy piszę, że myślałem o duchach starych gdańszczan, mam na myśli nie tylko te z nieistniejących cmentarzy, ale również te z istniejących grobów, którymi nie ma się kto zająć, bo nikt z rodziny w Gdańsku nie pozostał.
Jest też trzecia kategoria zmarłych, którym jesteśmy winni pamięć, jej istnienie uświadomiłem sobie dopiero ostatnio. To gdańszczanie zmuszeni do emigracji i pochowani za granicą.
Przypomniałem sobie o tym, kiedy we wrześniu zmarł w Hamburgu Zygmunt Chychła. Bokser jeszcze przedwojennej polskiej Gedanii, a po wojnie pierwszy złoty polski medalista olimpijski. Zmarł i boję się, że nic w Gdańsku po nim nie zostanie, nawet pamięć. Jest przecież typowym przykładem gorzkiego losu Polonii gdańskiej: rodzina prześladowana przez Niemców, siłą wcielony do Wehrmachtu, wykorzystany do propagandy PRL, prześladowany przez SB i w końcu "wypuszczony" na emigrację, by już nigdy do nas nie wrócić.
Wiem, że Sigmund Chychła zwracał się do miasta Gdańska o umożliwienie pochowania ojca w rodzinnym mieście, podobno nawet tu był i oglądał cmentarz, ale ostatecznie zrezygnował. Polski olimpijczyk spoczął w Hamburgu. Piszę o tym, bo zapomniane groby czy nieistniejące cmentarze - dzięki działalności kilku społeczników - mają jednak swoje pomniki, palą się na nich symboliczne znicze.
O tysiącach gdańszczan, zmuszonych do emigracji i pochowanych gdzieś daleko, trudniej pamiętać. A myślę, że jesteśmy im to winni. Ze względu na ich gorzki los możemy być pewni, że trafili do nieba, bo jak pisze Mickiewicz w "Dziadach cz. II":
Bo słuchajmy i zważmy u siebie, Że według Bożego rozkazu: Kto nie doznał goryczy ni razu, Ten nie dozna słodyczy w niebie.
Tu na ziemi ze względu na gorycz, jakiej nie raz w Gdańsku zaznali - tak jak Zygmunt Chychła - trzeba w naszej pamięci zapalić im świeczkę, co też czynię tym skromnym tekstem.
Jesteśmy przecież miastem nieistniejących cmentarzy. Kiedy piszę, że myślałem o duchach starych gdańszczan, mam na myśli nie tylko te z nieistniejących cmentarzy, ale również te z istniejących grobów, którymi nie ma się kto zająć, bo nikt z rodziny w Gdańsku nie pozostał.
Jest też trzecia kategoria zmarłych, którym jesteśmy winni pamięć, jej istnienie uświadomiłem sobie dopiero ostatnio. To gdańszczanie zmuszeni do emigracji i pochowani za granicą.
Przypomniałem sobie o tym, kiedy we wrześniu zmarł w Hamburgu Zygmunt Chychła. Bokser jeszcze przedwojennej polskiej Gedanii, a po wojnie pierwszy złoty polski medalista olimpijski. Zmarł i boję się, że nic w Gdańsku po nim nie zostanie, nawet pamięć. Jest przecież typowym przykładem gorzkiego losu Polonii gdańskiej: rodzina prześladowana przez Niemców, siłą wcielony do Wehrmachtu, wykorzystany do propagandy PRL, prześladowany przez SB i w końcu "wypuszczony" na emigrację, by już nigdy do nas nie wrócić.
Wiem, że Sigmund Chychła zwracał się do miasta Gdańska o umożliwienie pochowania ojca w rodzinnym mieście, podobno nawet tu był i oglądał cmentarz, ale ostatecznie zrezygnował. Polski olimpijczyk spoczął w Hamburgu. Piszę o tym, bo zapomniane groby czy nieistniejące cmentarze - dzięki działalności kilku społeczników - mają jednak swoje pomniki, palą się na nich symboliczne znicze.
O tysiącach gdańszczan, zmuszonych do emigracji i pochowanych gdzieś daleko, trudniej pamiętać. A myślę, że jesteśmy im to winni. Ze względu na ich gorzki los możemy być pewni, że trafili do nieba, bo jak pisze Mickiewicz w "Dziadach cz. II":
Bo słuchajmy i zważmy u siebie, Że według Bożego rozkazu: Kto nie doznał goryczy ni razu, Ten nie dozna słodyczy w niebie.
Tu na ziemi ze względu na gorycz, jakiej nie raz w Gdańsku zaznali - tak jak Zygmunt Chychła - trzeba w naszej pamięci zapalić im świeczkę, co też czynię tym skromnym tekstem.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




