Z ustaleń gdyńskich żandarmów, którzy od środy wyjaśniali sprawę wynika, że o godz. 10.40 padły trzy strzały.
- Wszystko na to wskazuje, że oddano je nieumyślnie w trakcie rutynowej obsługi karabinu maszynowego M240 (kaliber 7,62 mm), który na stałe jest zamontowany na pokładzie amerykańskiej jednostki - powiedział nam w czwartek ppłk Sławomir Schewe, rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu (pod nią podlega Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Gdyni).
USS "Ramage" cumował przy Nabrzeży Francuskim. Na linii strzału była woda, ale także trzy statki handlowe obcych bander i budynek zarządu portu. Nie ustalono w co trafiły kule.
- Najważniejsze, że w wyniku tego wypadku nikt nie doznał obrażeń, nie stwierdzono także żadnej innej szkody. W tej sytuacji nie ma konieczności prowadzenia dalszego śledztwa przez polskie służby - dodaje podpułkownik Schewe.
W czwartek USS "Ramage" opuścił polskie wody terytorialne. Do sytuacji, gdy z obcego okrętu padają strzały w ogóle nie powinno dojść. Dlatego - zgodnie z międzynarodowym prawem - winowajcę muszą ustalić amerykańskie służby. O wynikach postępowania zostanie również poinformowana Naczelna Prokuratura Wojskowa w Warszawie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto