Dlaczego Wąs od Polski woli Antarktydę?

Marek Wąs
2009-10-18 aktualizacja: 2009-10-18 15:09
A A A Drukuj
Marek Wąs, dziennikarz Fot. Renata Dąbrowska / AG
Polityka jest najważniejsza. I telewizja. To wiadomo, jedno żywi się drugim i na odwrót. Z telewizji i od polityków dowiadujemy się, jaki naprawdę jest świat. Ten obraz jest spójny i dość prosty. Otóż najważniejsze w ostatnim okresie były męki przeróżnych mężów stanu.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Męki Mariusza Kamińskiego, którego odwołali ze stanowiska, męki premiera Tuska, któremu rozsypał się dwór i chociaż kocha wszystkie stworzenia małe i duże, musi iść na wojnę. Swoje przeżyli też prezydent, któremu zasycha atrament w piórze, Sławek Nowak, złote dziecko PO, oderwany od nogawki szefa, Grzegorz Schetyna, bo już chyba nie zostanie premierem, nie mówiąc już o Zbyszkach, Ryśkach i innych miśkach, którym źli ludzie zabrali lody. Nawet Jacek Kurski, facet, zdawałoby się, o skórze słonia, nie może spać po nocach, bo wydzwaniają do niego jakieś panie, ciekawe, czy nie jest gejem.

W dziedzinie kultury, a jakże, telewizja zajmuje się kulturą, męczyli się Krzysztof Zanussi i syn Doroty Stalińskiej. Dzień w dzień, zanim położą się spać, muszą najpierw wygonić z łóżka jakąś nastoletnią prostytutkę.

Wreszcie polityka zagraniczna. Tu męczy się cały naród, bo jak nie zdobędziemy amerykańskich rakiet, to przyjdą Ruscy i nas rozbiorą.

Aż nadeszła środa i trzy wydarzenia przewróciły ten obraz świata do góry nogami. Najpierw przyszedł sztorm. Telewizja rzuciła się na temat, ale to już nie to. Okazuje się, że wiatr nie mówi, przez co nie może opowiadać głupot. Wichura przewracała za to drzewa i zniszczyła molo, okazała się straszniejsza od obydwu Kaczyńskich. Wystarczyło wyjść z domu, żeby się przekonać, że natura jest piękna i może być śmiertelnie groźna.

Kultura. Zmarł Marian Kołodziej. W ten sposób przypomniał o sobie, bo przecież już o nim zapomnieliśmy. Okazało się, że można przyzwoicie przeżyć długie życie i długo nosić w sobie tajemnicę, jak ważnym doświadczeniem był dla niego pobyt w Auschwitz. Zrobiło się pusto.

W tym samym czasie, w porcie, grupa naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego wnosiła na statek wielkie paki ze sprzętem do badań morza. Płyną na Antarktydę! To największa taka wyprawa polskich oceanografów w historii, będą badać prądy, zasolenie, obserwować zwierzęta. Statek nazywa się "Akademik Ioffe" i, o zgrozo, jest ruski. Okazuje się, że dziewięciu naszych badaczy zaprosili na wyprawę koledzy z Rosyjskiej Akademii Nauk. Oprócz Rosjan i Polaków na statku będą jeszcze Francuzi i badacze z RPA. Nie zabierają żadnych rakiet!

- Jeśli pozwoli na to pogoda, święta Bożego Narodzenia spędzimy w Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego - powiedział gazecie prof. Maciej Wołowicz, oceanograf z UG.

Boże, jak ja im zazdroszczę. Spędzić święta na kontynencie, na którym nie ma prezydenta, rządu, sejmu, a nawet telewizji.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Dlaczego Wąs od Polski woli Antarktydę? dan3iger 18.10.09, 16:52

    Panie Marku - (zgodnie z obienicą) - wspaniały felieton Pan napisał, naprawdę!Doskonałe lekkie pióro, cenle uwagi, wyborny warsztat. Brawo!»

  • Dlaczego Wąs od Polski woli Antarktydę? danz 19.10.09, 12:08

    >>Spędzić święta na kontynencie, na którym nie ma prezydenta, rządu, sejmu, anawet telewizji.Ok, ponarzekaliśmy na Polskę i co? Nic.Skoro są tam ludzie to jest prezydent, rząd, sejm »