Złapani na Katar

Mikołaj Chrzan, mac
2009-10-11 aktualizacja: 2009-10-11 20:40
A A A Drukuj
Stocznia Gdynia Fot. Damian Kramski / AG Fot. Damian Kramski / AG
  • Stocznia Gdynia
  • Podsłuchiwany przez CBA - zarządca kompensacji Roman Nojszewski
  • Podsłuchiwany przez CBA - prezes Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciech Dąbrowski
  • Podsłuchiwany przez CBA - minister skarbu Aleksander Grad
"Wbrew zdrowemu rozsądkowi" państwowi urzędnicy zabiegali, by Stocznię Gdynia kupili Katarczycy - twierdzi CBA w swoim raporcie. Marszałek senatu Bogdan Borusewicz po jego przeczytaniu: - Urzędnikom zależało, by za wszelką cenę utrzymać stoczniową produkcję.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
SONDAŻ
Czy to dobrze, że rząd zabiegał o Katarczyków?

tak
nie mam zdania
nie

Agenci CBA podsłuchiwali rozmowy telefoniczne m.in. ministra skarbu Aleksandra Grada, wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika, prezesa ARP Wojciecha Dąbrowskiego, jego zastępcę Jacka Goszczyńskiego, zarządcy kompensacji (odpowiednika syndyka) Romana Nojszewskiego.

W niedzielę stenogramy podsłuchów trafiły w ręce dziennikarzy z portalu wprost.pl. Wynika z nich, że Agencja Rozwoju Przemysłu i nadzorujące ją Ministerstwo Skarbu Państwo robili wszystko, by stocznie kupiła firma Stichting Particulier Fonds Greenrights z Kataru.

Raport CBA opisuje m.in. •  przesuwanie terminu wpłaty wadium (bo Katarczycy nie wpłacili pieniędzy na czas), •  informowanie Katarczyków o ofertach składanych przez innych uczestników elektronicznego (a więc w założeniach tajnego) przetargu, •  próbę przerwania przetargu przez ministra Grada, by umożliwić zwlekającym z przystąpieniem do niego Katarczykom, zakup stoczniowego majątku.

Ostatecznie Katarczycy choć wpłacili wadium i wygrali przetarg, wylicytowanego za ok. 300 mln zł majątku nie kupili.

"Działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi" - podsumował to w piśmie do najważniejszych osób w państwie szef CBA Mariusz Kamiński.

- Jak nie było nikogo innego, to się czepiliśmy tego inwestora, jak rzep psiego ogona. Nic więcej nie powiem, muszę się zapoznać z tymi materiałami - mówił nam wczoraj wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik.

- Można oburzać się i krzyczeć: wielkie przestępstwo! Ale prawda jest taka, że poza Katarczykami chętnych na zakup tych stoczni w całości i utrzymania produkcji nie było - opowiada właściciel prywatnej stoczni z Trójmiasta. - Wiosną, kiedy ogłaszane były przetargi, branża stoczniowa na całym świecie była pogrążona w wielkim kryzysie. Katarczycy - z wręcz nieograniczonym dostępem do gotówki - wydawali się znakomitym rozwiązaniem. Deklarowali, że będą budować statki. Można się posunąć do pytania, jak daleko państwo może posunąć się, by dbać o państwowe interesy? Dziś wiemy, że nikt poważny nawet z ministrem nie będzie chciał rozmawiać, podejrzewając, że i tak nagranie z tych rozmów będzie później opublikowane.

Dariusz Adamski, szef "Solidarności" w Stoczni Gdynia: - Wcześniej byli inni inwestorzy, którzy byli zainteresowani zakupem stoczni, jak na przykład Amber - spółka należąca do właściciela Złomrexu, Przemysława Sztuczkowskiego. Urzędnicy podlegli ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi robili jednak wszystko, by go zniechęcić. W przypadku Katarczyków - odwrotnie, pomagano im do tego stopnia, że łamano procedury. Od dawna mamy bardzo krytyczny stosunek do wiceprezesa ARP Jacka Goszczyńskiego, który odpowiadał za sprzedaż stoczni. Moim zdaniem ta sprawa dowodzi nie tylko jego nieudolności, ale - być może - spraw dużo poważniejszych. Może ktoś chciał kupić teren, nie po to by, budować tu statki, ale by zamknąć stocznię i postawić tu osiedle? Może po to byli potrzebni ci Katarczycy?

Zanim w sieci pojawiły się przecieki z raportu, inne tropy wskazywały na to, że CBA wzięło pod lupę sprawę sprzedaży stoczniowych spółek-córek. One także - tak, jak stoczniowe nieruchomości - wystawiane były wiosną na przetargi.

- Mam informację, że najpierw spółki sprzedano "za grosze", a następnie stocznia spłaciła im bardzo poważne zaległości. Moje zawiadomienia prokuratura zawsze umarzała, więc tym razem zwróciłem się do posła PiS Zbigniewa Kozaka - mówi Leszek Świętczak, szef związku zawodowego "Stoczniowiec". Poseł Kozak potwierdzał: - Przekazałem materiał od pana Świętczaka do CBA.

ARP twierdzi, że przy określaniu ceny wywoławczej obu spółek wzięto pod uwagę zobowiązania stoczni wobec nich, a żadne zaległe zobowiązanie stoczni wobec nich nie zostało zrealizowane.

- Wątku spółek-córek w materiałach CBA jednak nie ma - twierdzi marszałek senatu Bogdan Borusewicz, który przeczytał raport CBA. - Z materiałów wynika, że urzędnikom zależało, by za wszelką cenę utrzymać stoczniową produkcję.

- Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że państwo sprzyjało Katarczykom. To było widoczne gołym okiem, nie trzeba nikogo podsłuchiwać. Ale to wydaje się sensowne, innych chętnych po prostu nie było - komentuje Mateusz Filipp, b. prezes Stoczni Gdynia. - Prawdziwym problemem nie są podsłuchy, ale to, że w Polsce ginie przemysł stoczniowy. I o tym powinni mówić politycy. Mam nadzieję, że mimo tej afery, uda się przystąpić do działań, które sprawią, że w Gdyni znów będą budowane statki.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Awantury katarskie maruda.r 11.10.09, 23:07

    Z całej burzy wynika, że gdyby sprzedaż Katarczykom doszła do skutku, to teżby było źle. Gdyby rząd nie bacząc na konflikt z KE przyznał stoczniom pomoc,to też źle; gdyby nie nie zrobił, to »