Nasze miasto skazane na Dziki Zachód?
2009-09-30
aktualizacja: 2009-09-30 21:21
Jeśli plan miejscowy nie określa wyraźnie, jakie kolory tynku są pożądane, wspólnota może rzucić sobie na ściany nawet ostry fiolet - mówi Marek Piskorski, dyrektor Biura Rozwoju Gdańska
Aleksandra Kozłowska: W jakiej dzielnicy pan mieszka?
Marek Piskorski: W starej Oliwie.
O, to tam remontowa dewastacja jeszcze się tak nie rozszalała, jak np. we Wrzeszczu. Czy jadąc do pracy, zwraca pan uwagę na te jaskrawe elewacje, chaos okien, gdzie na jednej fasadzie mieszają się okna stare i nowe - z podziałami i bez?
- Oczywiście, że to widzę. Zdarzają się przykłady rzeczywiście rażące: fasady kompletnie niezharmonizowane pod względem koloru z otoczeniem czy bijące po oczach ogromne szyldy reklamowe.
W Sopocie zasady dotyczące kolorystyki elewacji i dachów zapisane są w planie miejscowym. Jak jest w Gdańsku?
- W Gdańsku również, mówię oczywiście o tych dzielnicach, które są ujęte w planie zagospodarowania przestrzennego. Bo część z nich jeszcze pozostaje poza planem, jak na przykład ul. Hallera z tymi charakterystycznymi łukowymi przejściami na podwórko. Plany miejscowe określają wymogi ochrony budynków czy całych kwartałów wpisanych do rejestru zabytków albo uznanych za te o wartościach historycznych i kulturowych.
Dolny Wrzeszcz reprezentuje wartości historyczne?
- Oczywiście. Północna strona ul. Wajdeloty i poprzeczne do niej ulice: Aldony, Wallenroda, Grażyny. W planie miejscowym zapisane są szczegółowe wytyczne na temat poszczególnych kamienic i ich charakteru, czyli bryły, rozplanowania i proporcji okien oraz kolorystyki. Są również zapisy mówiące o detalach architektonicznych, materiale elewacji i dachu, stolarki okien i drzwi. To nie wszystko - w tym rejonie również współcześnie projektowane elementy małej architektury - ławki, latarnie, kosze na śmieci - mają wywodzić się z form historycznych. Obowiązuje tu także zakaz instalowania reklam i nośników reklamowych poza tradycyjnymi słupami ogłoszeniowymi.
Skoro w przepisach jest tak pięknie, to dlaczego na ulicach panuje estetyczny Dziki Zachód?
- Część zmian, np. adaptacje strychów z podnoszeniem dachów dokonała się na początku lat 90., kiedy nie było jeszcze tych przepisów ani dobrych materiałów. Do dziś trwa zresztą to zachłyśnięcie się wolnością i własnością prywatną. Właściciele budynków uważają: skoro dom jest mój, to mogę z nim zrobić, co chcę, także pomalować na jaskrawy groszek.
Ale ktoś na ten groszek wydaje przecież pozwolenie?
- To zależy. Aby ocieplić budynek, trzeba mieć pozwolenie na budowę z wydziału architektury w Urzędzie Miejskim, aby zmienić kolor elewacji, wystarczy to zgłosić. Jeśli plan miejscowy nie określa wyraźnie, jakie kolory tynku są pożądane, wspólnota może "rzucić" sobie nawet ostry fiolet, plastyk miejski nie może tego negować. Zdarza się również tak, że mieszkańcy nie zgłaszają swoich planów, dopuszczają się samowoli.
Z samowolami powinien walczyć Nadzór Budowlany. Z tego, jak wygląda miasto, widać, że sobie nie radzi.
- Żeby kontrolować wszystkie samowole, Nadzór potrzebowałby armii ludzi, tyle jest przypadków, kiedy należałoby interweniować. A nawet jeśli sprawa trafi do sądu, gehenna toczy się dalej - zazwyczaj sąd uchyla oskarżenie z uwagi na niską szkodliwość. Wychodzi z założenia, iż dobrze, iż wspólnoty w ogóle biorą się za remonty.
Jakie więc widzi pan rozwiązanie problemu?
- Po pierwsze - plany miejscowe dla całego miasta, co jednak nie usuwa problemu egzekucji. A po drugie, edukacja społeczeństwa.
Marek Piskorski: W starej Oliwie.
O, to tam remontowa dewastacja jeszcze się tak nie rozszalała, jak np. we Wrzeszczu. Czy jadąc do pracy, zwraca pan uwagę na te jaskrawe elewacje, chaos okien, gdzie na jednej fasadzie mieszają się okna stare i nowe - z podziałami i bez?
- Oczywiście, że to widzę. Zdarzają się przykłady rzeczywiście rażące: fasady kompletnie niezharmonizowane pod względem koloru z otoczeniem czy bijące po oczach ogromne szyldy reklamowe.
W Sopocie zasady dotyczące kolorystyki elewacji i dachów zapisane są w planie miejscowym. Jak jest w Gdańsku?
- W Gdańsku również, mówię oczywiście o tych dzielnicach, które są ujęte w planie zagospodarowania przestrzennego. Bo część z nich jeszcze pozostaje poza planem, jak na przykład ul. Hallera z tymi charakterystycznymi łukowymi przejściami na podwórko. Plany miejscowe określają wymogi ochrony budynków czy całych kwartałów wpisanych do rejestru zabytków albo uznanych za te o wartościach historycznych i kulturowych.
Dolny Wrzeszcz reprezentuje wartości historyczne?
- Oczywiście. Północna strona ul. Wajdeloty i poprzeczne do niej ulice: Aldony, Wallenroda, Grażyny. W planie miejscowym zapisane są szczegółowe wytyczne na temat poszczególnych kamienic i ich charakteru, czyli bryły, rozplanowania i proporcji okien oraz kolorystyki. Są również zapisy mówiące o detalach architektonicznych, materiale elewacji i dachu, stolarki okien i drzwi. To nie wszystko - w tym rejonie również współcześnie projektowane elementy małej architektury - ławki, latarnie, kosze na śmieci - mają wywodzić się z form historycznych. Obowiązuje tu także zakaz instalowania reklam i nośników reklamowych poza tradycyjnymi słupami ogłoszeniowymi.
Skoro w przepisach jest tak pięknie, to dlaczego na ulicach panuje estetyczny Dziki Zachód?
- Część zmian, np. adaptacje strychów z podnoszeniem dachów dokonała się na początku lat 90., kiedy nie było jeszcze tych przepisów ani dobrych materiałów. Do dziś trwa zresztą to zachłyśnięcie się wolnością i własnością prywatną. Właściciele budynków uważają: skoro dom jest mój, to mogę z nim zrobić, co chcę, także pomalować na jaskrawy groszek.
Ale ktoś na ten groszek wydaje przecież pozwolenie?
- To zależy. Aby ocieplić budynek, trzeba mieć pozwolenie na budowę z wydziału architektury w Urzędzie Miejskim, aby zmienić kolor elewacji, wystarczy to zgłosić. Jeśli plan miejscowy nie określa wyraźnie, jakie kolory tynku są pożądane, wspólnota może "rzucić" sobie nawet ostry fiolet, plastyk miejski nie może tego negować. Zdarza się również tak, że mieszkańcy nie zgłaszają swoich planów, dopuszczają się samowoli.
Z samowolami powinien walczyć Nadzór Budowlany. Z tego, jak wygląda miasto, widać, że sobie nie radzi.
- Żeby kontrolować wszystkie samowole, Nadzór potrzebowałby armii ludzi, tyle jest przypadków, kiedy należałoby interweniować. A nawet jeśli sprawa trafi do sądu, gehenna toczy się dalej - zazwyczaj sąd uchyla oskarżenie z uwagi na niską szkodliwość. Wychodzi z założenia, iż dobrze, iż wspólnoty w ogóle biorą się za remonty.
Jakie więc widzi pan rozwiązanie problemu?
- Po pierwsze - plany miejscowe dla całego miasta, co jednak nie usuwa problemu egzekucji. A po drugie, edukacja społeczeństwa.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




