Zdaniem Górlikowskiego: Samotność ks. Jankowskiego

Marek Górlikowski
2009-09-28 aktualizacja: 2009-09-28 19:23
A A A Drukuj
Gdybym był księdzem, powiedziałbym, że sobotnia uroczystość pożegnania prałata Jankowskiego z parafią św. Brygidy to katecheza dla wszystkich politykujących duchownych, ale także dla zachłyśniętych światem polityki zwykłych ludzi, niekoniecznie związanych z Kościołem.
Nie będę tu wymieniał licznych zasług legendarnego kapelana Solidarności, ani afer związanych z działalnością prałata od lat 90. W skrócie można to przedstawić za pomocą dwóch zdjęć: na pierwszym rok 1980 i ksiądz Jankowski rozdający komunię strajkującym stoczniowcom, m.in. Lechowi Wałęsie; na drugim rok 2004 i wino Monsignore z podobizną prałata za jedyne 50 zł. To dwa niepasujące do siebie obrazy, ale prawdziwe.

Gdyby jakiś esbek w 1981 r., w stanie wojennym, w czasie przesłuchania prałata pokazał mu, jak będzie wyglądało jego pożegnanie z parafią w 2009 r., ksiądz pewnie by nie uwierzył. A może by się załamał, słuchając, jak mówi do Leppera i Woszczerowicza: "(...) potrafię mówić tylko przez was i do was (...)".

Bo najsłynniejszy w Polsce proboszcz żegnał się ze swoją parafią otoczony drugim czy nawet trzecim garniturem tzw. VIP-ów. Bez Lecha Wałęsy, bez abp. Tadeusza Gocłowskiego, bez byłego ministranta z tego kościoła, a dziś prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Czy prałat na to zasłużył? Być może tak. Bliska mi osoba i kiedyś parafianka kościoła św. Brygidy twierdzi, że nikt nie zrobił tyle co ks. Jankowski, by zniechęcić ją do kościoła. Z drugiej strony nie da się historii Solidarności omawiać bez kościoła św. Brygidy. Dlatego sobotnia obecność Leppera, Woszczerowicza, a brak Wałęsy i abp. Gocłowskiego jest dojmująco smutna. I nie ze względu na prałata, choć pewnie czuł się wyjątkowo samotnie.

Chodzi o tych, którzy na to pożegnanie nie przyszli. Ktoś ich nazwał wielkimi nieobecnymi. Moim zdaniem dali wyraz swej małości. Jeśli nawet w ostatnich latach ten ksiądz dał im się we znaki, to miarą zwykłej ludzkiej uczciwości jest przyznać, że probostwu Jankowskiego coś zawdzięczają. Czy naprawdę podsumowaniem życia tego prałata (jeśli nawet na to zasłużył) muszą być słowa metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia: "Ludzie trzymają z tym, kto coś może. Jak już nie może, to zostaje sam"? Tym bardziej jestem wdzięczny Jerzemu Borowczakowi, że był na tej mszy. Samotny przedstawiciel świata, który kiedyś tyle temu duchownemu zawdzięczał, a teraz się od niego odwrócił. Jest znamienne, że prawie tak samo samotnie w sierpniu 1980 r. rozpoczynał strajk w Stoczni Gdańskiej.

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy