Po tekście "Radna tropi nazizm...": Jak wydawać na kulturę?
23.02.2012
aktualizacja: 2012-02-23 13:51
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Jestem za solidnym finansowaniem kultury. Ale jak tolerować fakt, że odbiorcy miejskiej kasy patrzą na nas z życzliwością tylko wtedy, gdy pokornie dorzucamy kolejne złotówki? - pisze Beata Dunajewska-Daszczyńska, gdańska radna PO*
ZOBACZ TAKŻE
- Po tekście "Radna tropi nazizm...": nie poprawiajmy historii (27-02-12, 09:51)
- Radna tropi nazizm w sztuce. Nie chce Hitlera w Gdańsku (18-02-12, 10:00)
Polemizując z tytułem artykułu redaktora Macieja Sandeckiego "Radna tropi nazizm..." uprzejmie donoszę, że nie tropię nazizmu ani w sztuce, ani w życiu. W zakładce "hobby" na Facebooku nie znajdziecie takiego wpisu, nie jestem skrajną nacjonalistką, nie biegam z zakrytą twarzą po ulicach, ale 11 listopada nie uczestniczę w "oficjałkach", za to z grupą znajomych "oddajemy flagi w dobre ręce". Szanuję polską historię i wpadam we frustrację, gdy ktoś pod płaszczykiem kreacji artystycznej bije nas po twarzach swastyką i Hitlerem. Nie chcę, aby szły na to publiczne pieniądze, podczas gdy 1600 ubogich gdańszczan czeka na mieszkania socjalne. Tani populizm? Nie! Ja tak myślę i zapewniam, że nie tylko ja. Przykro mi, że moje poglądy wyszydzono i to wszystko pod hasłem wolności kultury i obrony CSW "Łaźnia". Zwracam się, korzystając z okazji, do obrońców tej miejskiej instytucji kultury - czy wy nadal wiecie, o jaką sprawę walczycie? Nie gryzie się ręki, która karmi, ale też nie trzeba jej lizać.
Jestem za solidnym finansowaniem kultury. Ale jak tolerować fakt, że odbiorcy miejskiej kasy patrzą na nas z życzliwością tylko wtedy, gdy pokornie dorzucamy kolejne złotówki, a kiedy pytamy, na co idą pieniądze gdańszczan, stajemy się mordercami sztuki i cenzorami, dostajemy "baty" na forach i prywatnie.
W Gdańsku utworzyło się lobby obrzucających się błotem. Przez przypadek stanęłam pośrodku i dostałam tym błotem w twarz. Powinnam podziękować, że zostałam "namaszczona" i jeszcze przeprosić, ale nie zrobię tego.
Na sesjach Rady Miasta chętnie polemizuję z pewnym radnym opozycji, który uważa, że kultura za dużo kosztuje. Jednak wiem, że jesteśmy na początku drogi. Wystartowaliśmy, gdy w urzędzie pojawiła się Anna Czekanowicz i mety nie zobaczymy jeszcze długo. Nie jestem wojownikiem. Pierwszy raz w tak ostry sposób wyrażam swoje opinie, ale może czasami warto włożyć kij w mrowisko, żeby pokazać, że nikt nie ma monopolu na prawdę i że nasza kultura jest jednak naga. Dlatego czekam z niecierpliwością na zainicjowaną przez Radnego Szymona Mosia debatę o kulturze.
Miałam zaszczyt pracować z wspaniałymi artystami, chociażby z Yachem Paszkiewiczem, tworząc z nim pierwsze teledyski i programy telewizyjne, w których promowaliśmy naszą kulturę. Miałam również okazję współpracować z wielkim wizjonerem opery Markiem Weissem i promować początki Bałtyckiego Teatru Tańca. Drwiono z nas. To mocne słowo, ale tak było. Sztuką był jedynie spektakl, w którym aktor przez większą część jego trwania trzymał głowę w wiadrze, ale już to, co wystawiano w "Bałtyckiej" było "szorowaniem tyłkiem po podłodze". Zero tolerancji. Bezlitosne wyśmiewanie tych, którym BTT się podobało. Jeden z recenzentów za dobrą ocenę premiery został okrzyknięty łapówkarzem. Nie chcę takiej sztuki! Co to za kultura, w imię której zamyka się usta tym, którzy myślą inaczej niż "środowisko"? I kim jest to "środowisko"? Mam wrażenie, że to nie gdańskie gwiazdy, tylko paru niespełnionych artystów, których dzieła możemy oglądać, głównie, jako anonimowe wpisy w internecie. Miasto Gdańsk wydaje miliony na kulturę. Czy robi to dla tych kilkudziesięciu osób, którym wydaje się, że kultura to my?
Panie redaktorze, prawdziwe życie zaczyna się tam, gdzie kończy się sztuka. Ponownie zapraszam na dyżury na Orunię lub do Nowego Portu. Tam ludzi nie obchodzi "Łaźnia" i nasze spory, ale za to pytają dlaczego nie naprawiono im dachu, chociaż ich dom po deszczu wygląda jak basen, dlaczego nie możemy doprosić się z radnym Słodkowskim kilkuset złotych na kontynuację zajęć plastycznych dla dzieci, które, być może nudząc się, stoją w bramach i zaczepiają przechodniów. Przykro mi, że temat niejasnego podziału pieniędzy na rewitalizację społeczną został sprowadzony do sporu o swastykę i Hitlera. Z drugiej strony, gdyby nie pana tekst, Polska nigdy by nie usłyszała o problemie w Nowym Porcie. A to, nie tylko dla mnie, ale i dla moich kolegów radnych Słodkowskiego i Mosia (cofnął uchwałę rewitalizacyjną do komisji) jest bezcenne. Polemizując z treścią i przekazem pana artykułu, dziękuję za wsparcie naszej sprawy.
*Beata Dunajewska-Daszczyńska - Radna Miasta Gdańsk, Przewodnicząca Komisji Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia
Jestem za solidnym finansowaniem kultury. Ale jak tolerować fakt, że odbiorcy miejskiej kasy patrzą na nas z życzliwością tylko wtedy, gdy pokornie dorzucamy kolejne złotówki, a kiedy pytamy, na co idą pieniądze gdańszczan, stajemy się mordercami sztuki i cenzorami, dostajemy "baty" na forach i prywatnie.
W Gdańsku utworzyło się lobby obrzucających się błotem. Przez przypadek stanęłam pośrodku i dostałam tym błotem w twarz. Powinnam podziękować, że zostałam "namaszczona" i jeszcze przeprosić, ale nie zrobię tego.
Na sesjach Rady Miasta chętnie polemizuję z pewnym radnym opozycji, który uważa, że kultura za dużo kosztuje. Jednak wiem, że jesteśmy na początku drogi. Wystartowaliśmy, gdy w urzędzie pojawiła się Anna Czekanowicz i mety nie zobaczymy jeszcze długo. Nie jestem wojownikiem. Pierwszy raz w tak ostry sposób wyrażam swoje opinie, ale może czasami warto włożyć kij w mrowisko, żeby pokazać, że nikt nie ma monopolu na prawdę i że nasza kultura jest jednak naga. Dlatego czekam z niecierpliwością na zainicjowaną przez Radnego Szymona Mosia debatę o kulturze.
Miałam zaszczyt pracować z wspaniałymi artystami, chociażby z Yachem Paszkiewiczem, tworząc z nim pierwsze teledyski i programy telewizyjne, w których promowaliśmy naszą kulturę. Miałam również okazję współpracować z wielkim wizjonerem opery Markiem Weissem i promować początki Bałtyckiego Teatru Tańca. Drwiono z nas. To mocne słowo, ale tak było. Sztuką był jedynie spektakl, w którym aktor przez większą część jego trwania trzymał głowę w wiadrze, ale już to, co wystawiano w "Bałtyckiej" było "szorowaniem tyłkiem po podłodze". Zero tolerancji. Bezlitosne wyśmiewanie tych, którym BTT się podobało. Jeden z recenzentów za dobrą ocenę premiery został okrzyknięty łapówkarzem. Nie chcę takiej sztuki! Co to za kultura, w imię której zamyka się usta tym, którzy myślą inaczej niż "środowisko"? I kim jest to "środowisko"? Mam wrażenie, że to nie gdańskie gwiazdy, tylko paru niespełnionych artystów, których dzieła możemy oglądać, głównie, jako anonimowe wpisy w internecie. Miasto Gdańsk wydaje miliony na kulturę. Czy robi to dla tych kilkudziesięciu osób, którym wydaje się, że kultura to my?
Panie redaktorze, prawdziwe życie zaczyna się tam, gdzie kończy się sztuka. Ponownie zapraszam na dyżury na Orunię lub do Nowego Portu. Tam ludzi nie obchodzi "Łaźnia" i nasze spory, ale za to pytają dlaczego nie naprawiono im dachu, chociaż ich dom po deszczu wygląda jak basen, dlaczego nie możemy doprosić się z radnym Słodkowskim kilkuset złotych na kontynuację zajęć plastycznych dla dzieci, które, być może nudząc się, stoją w bramach i zaczepiają przechodniów. Przykro mi, że temat niejasnego podziału pieniędzy na rewitalizację społeczną został sprowadzony do sporu o swastykę i Hitlera. Z drugiej strony, gdyby nie pana tekst, Polska nigdy by nie usłyszała o problemie w Nowym Porcie. A to, nie tylko dla mnie, ale i dla moich kolegów radnych Słodkowskiego i Mosia (cofnął uchwałę rewitalizacyjną do komisji) jest bezcenne. Polemizując z treścią i przekazem pana artykułu, dziękuję za wsparcie naszej sprawy.
*Beata Dunajewska-Daszczyńska - Radna Miasta Gdańsk, Przewodnicząca Komisji Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




