19-latek winny zabójstwa księdza. 10,5 roku więzienia
22.02.2012
aktualizacja: 2012-02-22 16:12
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Taki wyrok usłyszał w środę w Sądzie Okręgowym w Gdańsku oskarżony Eryk B., który w marcu ub.r. udusił księdza Krzysztofa M. w jego mieszkaniu przy ul. Jaworzniaków w Gdańsku. Początkowo mówiło się, że grozi mu kara od 12 lat do dożywocia. Wyrok nie jest prawomocny.
ZOBACZ TAKŻE
- Tajny proces zabójcy księdza. Dzień pierwszy (14-11-11, 14:37)
- Zabójca księdza oskarżony. Grozi mu dożywocie (14-09-11, 16:45)
- Zabójca księdza zdrowy psychicznie (09-08-11, 13:12)
- Zabójstwo księdza w Gdańsku. Czy Eryk B. był poczytalny? (27-04-11, 09:52)
Proces rozpoczął się w połowie listopada zeszłego roku. W tym czasie odbyło się siedem rozpraw, wszystkie z wyłączeniem jawności.
W środę rano obrońca i prokurator wygłosili mowy końcowe. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że obrońca Jacek Potulski chciał uniewinnienia, ponieważ jego zdaniem Eryk B. dopuścił się zabójstwa w obronie własnej. Sąd nie przychylił się jednak do tej opinii i zasądził dla oskarżonego wyrok 10,5 roku pozbawienia wolności.
Nie udało nam się poznać uzasadnienia wyroku, gdyż zaraz po jego ogłoszeniu sędzia Marek Goc wyprosił wszystkich z sali.
Mogli na niej pozostać jedynie rodzice Eryka B., którzy po wyjściu z sądu nie chcieli z nikim rozmawiać.
Z kolei prokurator Magdalena Gams-Kornatowska nie chciała powiedzieć, tłumacząc się niejawnością postępowania, o jaką karę wnosiła.
Wyrok jest nieprawomocny. Jest więc wielce prawdopodobne, że obrońca Eryka B. odwoła się od tej decyzji.
Przypomnijmy: 39-letni ksiądz Krzysztof M. był wikarym w parafii św. Krzysztofa na Zakoniczynie i katechetą w technikum Conradinum. W marcu ubiegłego roku został uduszony w swoim mieszkaniu w bloku przy ul. Jaworzniaków. Ciało znalazł proboszcz parafii zaniepokojony nieobecnością duchownego na wieczornej mszy. Ksiądz leżał na podłodze.
Śledczy szybko namierzyli Eryka B. po analizie ostatnich połączeń z komórki księdza oraz e-maili wysyłanych z jego komputera. 18-letni maturzysta z Jastrowa w województwie wielkopolskim został zatrzymany dwa dni po zabójstwie. Ukrywał się u swojej koleżanki w sąsiedniej miejscowości. Znaleziono przy nim złoty łańcuszek i ponad 500 zł, które zabrał z domu ofiary. Od razu przyznał się do zabójstwa, ale twierdzi, że nie planował zbrodni. Zeznał, że poznał duchownego na portalu randkowym, gdzie umówili się na spotkanie towarzyskie, za które miał dostać 1000 zł. Do Gdańska przyjechał wieczorem pociągiem, a ksiądz odebrał go samochodem z dworca. Po drodze kupili wódkę, którą wypili w mieszkaniu księdza. Z zeznań Eryka B. wynika, że po kilku godzinach doszło do kłótni i rękoczynów. Gdy ksiądz przewrócił się na podłogę, chłopak złapał go za gardło i zaczął dusić. Gdy usłyszał charczenie, wcisnął ofierze do ust papierowy ręcznik oraz połamał żebra, przygniatając do podłogi szafką. Wikary, broniąc się, podrapał Erykowi twarz (ślady naskórka patomorfolog znalazł pod paznokciami zmarłego).
Na dworzec chłopak dotarł taksówką. W domu był nad ranem, a potem pojechał do szkoły, jakby nic się nie stało.
Zdaniem biegłych oskarżony intelektualnie nie odbiega od normy i jest zdrowy psychicznie. W chwili zabójstwa był w pełni poczytalny. Początkowo mówiło się, że Erykowi B. grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia, bo został oskarżony o dokonanie zabójstwa w związku z rozbojem. Wyrok okazał się jednak niższy.
Wśród przesłuchiwanych osób znaleźli się m.in. księża i parafianie z Zakoniczyna oraz rodzina i koledzy oskarżonego.
W środę rano obrońca i prokurator wygłosili mowy końcowe. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że obrońca Jacek Potulski chciał uniewinnienia, ponieważ jego zdaniem Eryk B. dopuścił się zabójstwa w obronie własnej. Sąd nie przychylił się jednak do tej opinii i zasądził dla oskarżonego wyrok 10,5 roku pozbawienia wolności.
Nie udało nam się poznać uzasadnienia wyroku, gdyż zaraz po jego ogłoszeniu sędzia Marek Goc wyprosił wszystkich z sali.
Mogli na niej pozostać jedynie rodzice Eryka B., którzy po wyjściu z sądu nie chcieli z nikim rozmawiać.
Z kolei prokurator Magdalena Gams-Kornatowska nie chciała powiedzieć, tłumacząc się niejawnością postępowania, o jaką karę wnosiła.
Wyrok jest nieprawomocny. Jest więc wielce prawdopodobne, że obrońca Eryka B. odwoła się od tej decyzji.
Przypomnijmy: 39-letni ksiądz Krzysztof M. był wikarym w parafii św. Krzysztofa na Zakoniczynie i katechetą w technikum Conradinum. W marcu ubiegłego roku został uduszony w swoim mieszkaniu w bloku przy ul. Jaworzniaków. Ciało znalazł proboszcz parafii zaniepokojony nieobecnością duchownego na wieczornej mszy. Ksiądz leżał na podłodze.
Śledczy szybko namierzyli Eryka B. po analizie ostatnich połączeń z komórki księdza oraz e-maili wysyłanych z jego komputera. 18-letni maturzysta z Jastrowa w województwie wielkopolskim został zatrzymany dwa dni po zabójstwie. Ukrywał się u swojej koleżanki w sąsiedniej miejscowości. Znaleziono przy nim złoty łańcuszek i ponad 500 zł, które zabrał z domu ofiary. Od razu przyznał się do zabójstwa, ale twierdzi, że nie planował zbrodni. Zeznał, że poznał duchownego na portalu randkowym, gdzie umówili się na spotkanie towarzyskie, za które miał dostać 1000 zł. Do Gdańska przyjechał wieczorem pociągiem, a ksiądz odebrał go samochodem z dworca. Po drodze kupili wódkę, którą wypili w mieszkaniu księdza. Z zeznań Eryka B. wynika, że po kilku godzinach doszło do kłótni i rękoczynów. Gdy ksiądz przewrócił się na podłogę, chłopak złapał go za gardło i zaczął dusić. Gdy usłyszał charczenie, wcisnął ofierze do ust papierowy ręcznik oraz połamał żebra, przygniatając do podłogi szafką. Wikary, broniąc się, podrapał Erykowi twarz (ślady naskórka patomorfolog znalazł pod paznokciami zmarłego).
Na dworzec chłopak dotarł taksówką. W domu był nad ranem, a potem pojechał do szkoły, jakby nic się nie stało.
Zdaniem biegłych oskarżony intelektualnie nie odbiega od normy i jest zdrowy psychicznie. W chwili zabójstwa był w pełni poczytalny. Początkowo mówiło się, że Erykowi B. grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia, bo został oskarżony o dokonanie zabójstwa w związku z rozbojem. Wyrok okazał się jednak niższy.
Wśród przesłuchiwanych osób znaleźli się m.in. księża i parafianie z Zakoniczyna oraz rodzina i koledzy oskarżonego.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
28 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




