Pusta kasa hospicjum. Pierwsi mali pacjenci bez opieki

Roman Daszczyński
15.02.2012 aktualizacja: 2012-02-15 10:25
A A A Drukuj
Małgorzata Sadowska karmi swoją chorą 17-letnią córkę Martę. Hospicjum było zmuszone odmówić jej pomocy
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Dramat jedynego na Pomorzu mobilnego hospicjum na dzieci: bez dodatkowych pieniędzy placówka padnie.
Małgorzata Sadowska jest matką 17-letniej Kasi, która choruje od urodzenia. To jedna z ośmiu pacjentek, którym Pomorskie Hospicjum dla Dzieci zmuszone było odmówić dalszej pomocy.

- Córka całe życie leży, nie jest zdolna do samodzielnego życia - mówi Sadowska. - Ma kłopoty z oddychaniem i przełykaniem. To skutek choroby genetycznej, zespołu Retta. Hospicjum bardzo mi pomagało. Dwa tygodnie temu przeprosili, że już dalej nie mogą. Zabrali aparat tlenowy. Dla mnie to katastrofa. Już nawet nie mam siły płakać, zostałam sama z Kasią i naszym nieszczęściem.

Obie mieszkają na gdańskich Rudnikach, przy drodze wylotowej na Warszawę. Pielęgniarka z hospicjum przyjeżdżała do nich regularnie dwa razy w tygodniu, mierzyła poziom tlenu we krwi, prowadziła rehabilitację. W razie nagłej potrzeby wystarczył jeden telefon i w domu zjawiał się lekarz, nawet w środku nocy.

Pomagali, gdy córka miała bezdech, regularnie kontrolowali stan jej zdrowia - opowiada Małgorzata Sadowska. - Teraz nic nie wiem, nie mam nawet odrobiny wytchnienia. W nocy budzę się i nasłuchuję: oddycha czy przestała? Jeśli coś złego się stanie, będę musiała dzwonić po pogotowie. A to oznacza przewiezienie Kasi do szpitala i jeszcze trudniejsze życie niż mamy dotąd.

Pani Sadowska rozdaje wśród znajomych hospicyjne ulotki z prośbą o pomoc. Nie może nic więcej. Nie traci nadziei, że przed dom znowu zajedzie samochód z hospicjum, na progu stanie pielęgniarka i powie: "Pani Małgorzato, znowu jesteśmy".

Pomorskie Hospicjum dla Dzieci w Gdańsku działa od przeszło trzech lat. Jego współzałożycielem i podporą jest dr Maciej Niedźwiecki, pediatra z 14-letnim stażem, pracownik Kliniki Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej w Gdańsku.

Nasza sytuacja jest zupełnie podbramkowa - tłumaczy dr Niedźwiecki. - Wiem, jakim dramatem jest odebranie komuś opieki, ale nie mieliśmy wyjścia. Wybraliśmy osiem rodzin, gdzie są pacjenci najbardziej stabilni. Czy może być gorzej? Tak, grozi nam, że w ogóle przestaniemy istnieć. Z braku pieniędzy.

Hospicjum otrzymuje dofinansowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia, w wysokości 40 tys. zł miesięcznie, ale kwota ta idzie na dwadzieścioro tzw. "zakontraktowanych" dzieci. A co z pozostałymi? Hospicjum do stycznia stosowało samarytańską zasadę, że nikomu nie odmawia pomocy. Co roku ma nawet 50 podopiecznych. To dzieci w bardzo ciężkim stanie, chore onkologicznie, metabolicznie, genetycznie. Co miesiąc potrzeba więc minimum dodatkowe 40 tys. zł.

Dlaczego problem finansowy pojawił się dopiero w tym roku? Dr Niedźwiecki wyjaśnia, że do końca 2010 r. hospicjum korzystało z pomocy podobnej placówki, która działa w Warszawie - obecnie jest to już jednak niemożliwe, bowiem bardzo wzrosły koszty funkcjonowania i stołeczna "kołderka" zrobiła się za krótka. Hospicjum obsługuje pacjentów zamieszkałych w promieniu 100 km - m.in. pod Malborkiem, Wejherowem, Pelplinem. Trzeba do nich dojechać, koszty funkcjonowania są coraz większe.

W zeszłym roku dostaliśmy 600 tys. zł z jednoprocentowego odpisu podatkowego - mówi dr Niedźwiecki. - Ale te pieniądze właśnie się kończą. Rozmawiamy z samorządami i władzami województwa, jest nadzieja. Każda złotówka się liczy, dlatego prosimy o pomoc wszystkich ludzi dobrej woli.

Darowizny można wpłacać na nr konta: 61 1050 1764 1000 0090 6025 9513, Fundacja Pomorskie Hospicjum dla Dzieci, ul. Dębowa 25, 80-204 Gdańsk.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy