Dramat w Słupsku: dwulatek katowany przez kilka tygodni

Grzegorz Szaro
14.02.2012 aktualizacja: 2012-02-14 14:40
A A A Drukuj
Policja Fot. AG
Kubuś został wielokrotnie pobity z duża siłą. Mógł tego nie przeżyć - stwierdzili biegli z GUMed. Konkubentowi matki dwuletniego chłopca prokurator może teraz przedstawić zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem.
 Lekarze już ponad miesiąc walczą o życie małego mieszkańca Słupska. Chłopiec ma za sobą dwie trepanacje czaszki i przebywa obecnie pod opieką specjalistów w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Niestety, jego stan zdrowia nadal pozostawia wiele do życzenia.

Z ustaleń śledczych wynika, że gehenna dwuletniego Kubusia ciągnęła się przez kilka tygodni, a jego oprawcą był 38-letni Jacek D. - konkubent matki, która pod koniec ub. roku wyjechała do pracy do Niemiec i zostawiła mu synka pod opieką. Kobieta twierdzi, że nie miała pojęcia o tym, że synkowi dzieje się w domu jakakolwiek krzywda.

Chłopiec trafił do słupskiego szpitala na początku stycznia. Był w ciężkim stanie. Tomograf ujawnił m.in. krwiaki pod czaszką. Na twarzy i praktycznie na całym ciele dziecko miało liczne sińce i opuchlizny.

Lekarze zawiadomili policję, która natychmiast zatrzymała Jacaka D., a sąd przychylił się do wniosku prokuratury i umieścił podejrzanego w areszcie pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowi i w konsekwencji spowodowanie realnego zagrożenia życia dziecka. Mężczyzna składał wyjaśniania, ale nie przyznał się do winy. Śledczy nie mają jednak wątpliwości, że to on jest sprawcą. Za kratami przebywa do dziś, grozi mu kara od roku do 10 lat więzienia.

Przeciwko Jackowi D. świadczy także opinia biegłych z zakładu medycyny sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, która wpłynęła w poniedziałek po południu do Prokuratury Rejonowej w Słupsku. Podpisali się pod nią znani i doświadczeni doktorzy Dorota Pieśniak i Zbigniew Jankowski. Ich zdaniem, do obrażeń na ciele Kubusia doszło "na skutek wielokrotnych urazów mechanicznych zadanych m.in. ręką obcą ręką i przedmiotami". Obrażenia głowy i twarzy powstały zaś "w wyniku zadania ciosów z dużą siłą, w następstwie czego dziecko upadło i uderzyło głową o podłoże". Biegli wykluczyli jednocześnie, że przyczyną obrażeń mogło być - jak twierdzi podejrzany - przypadkowe uderzanie się chłopca w wyniku upadków w trakcie spacerów i zabawy. Nie mają także wątpliwości, że życie dziecka było realnie zagrożone, gdyby w porę nie udzielono mu szybkiej i fachowej pomocy lekarskiej.

- W tej sytuacji zarzuty, które już wcześniej przedstawiono Jackowi D. nie zostaną uchylone ani zmienione. Mężczyzna może jednak usłyszeć kolejne - mówi Jacek Korycki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku. - Prokurator, który zajmuje się tą sprawą rozważa bowiem możliwość przedstawienia mu dodatkowego zarzutu polegającego na znęcaniu się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem.

Za ten czy również grozi maksymalnie 10 lat więzienia. Decyzja w tej sprawie powinna zapaść w ciągu kilku dni.

Udało nam się ustalić, że śledczy rozważali przedstawienie Jackowi D. zarzutu usiłowania zabójstwa (grozi za to nawet dożywocie), ale z tego zrezygnowali. - Co stanęło na przeszkodzie?

Prokurator Korycki: - Po zapoznaniu się z opnią biegłych na temat obrażeń i mechanizmu ich powstania prokurator miał prawo sądzić, że doszło do usiłowania zabójstwa. Doszedł jednak do wniosku, że za mało jest na to dowodów.

Tymczasem przed słupskim sądem rodzinnym wszczęto postępowanie o odebranie władzy rodzicielskiej matce Kubusia i umieszczenie go w rodzinie zastępczej. 23-letnia kobieta, która przez cały praktycznie czas jest synku w szpitalu, nie zamierza się jednak poddawać i zapowiada o walkę o dziecko.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów