Dzieci żebrzące na ulicy to problem nas wszystkich

Not. Aleksandra Kozłowska
10.02.2012 aktualizacja: 2012-02-10 15:49
A A A Drukuj
Kobiety z dziećmi żebrzące  w przejściu podziemnym przy Bramie Wyżynnej to bardzo częsty widok Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
  • Krzysztof Sarzała, kierownik Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku
Widząc kobietę siedzącą z dzieckiem na mrozie, zacznijmy od telefonu do straży miejskiej albo - co łatwiej zapamiętać - na numer 112. Ale to jeszcze nie wszystko - pisze Krzysztof Sarzała, szef Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku
Tak jak każdemu chyba, zdarza mi się widywać ludzi, zwiniętych w kłębek, zapadniętych w sobie, z charakterystycznie szklanymi oczami bez wyrazu, którzy żebrzą w przejściach podziemnych, na dworcach czy w innych miejscach.

Niezależnie od pory roku i od miejsca, zawsze jest to poruszające dla mnie doświadczenie, zwłaszcza gdy przypomnę sobie, że miejscem akcji jest XXI wiek, centrum nowoczesnej Europy. Tym bardziej, gdy żebrzący zasłaniają się (własnymi?) półprzytomnymi dziećmi patrzącymi tymi samymi martwymi oczami.

Co robię, widząc człowieka proszącego o pieniądze? Jasne, że zmagam się z myślami, jak pewnie większość z nas, rozważając: dawać czy nie dawać? Czuję, że rzucić grosik proszącemu, to najłatwiejsze z możliwych działań, które zwykle mile łechce próżność i miłość własną - bo sprawia, że czujemy się lepsi. Działanie, które prawdopodobnie w żaden sposób nie zmieni sytuacji żebrzących. Zwykłe, bezrefleksyjne dawanie rozwija i wzmacnia postawę tzw. "biorcy", powoduje zasilenie - i tak dużej - rzeszy ludzi uzależnionych od brania, zapewne idzie w zgodnej parze z wyczekiwaniem na mizerne zasiłki z kasy państwowej. Z drugiej strony, że około 10 procent ludzi w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie, że nie wszyscy żebrzący to pijacy i obiboki. Są wśród żebrzących ludzie, którzy przegrali. Ci, którzy ponieśli porażki zawodowe, uczuciowe lub stracili chęć do aktywnego życia z innych ważnych, osobistych powodów. Lub zwyczajnie, nie potrafią sobie poradzić z trudami życia. Dlatego nie ośmieliłbym się, po prostu nie miałbym odwagi odmówić pomocy komuś, kto o to prosi. Wierzę, że nie wolno odmawiać jedzenia głodnemu. Mimo więc świadomości, że są kobiety z dziećmi wysyłane na ulice przez swoich mężczyzn, którzy przesypiają cały dzień w cieple, czekając na wieczór, kiedy dostaną "utarg", a ten wydają na alkohol - kupuję stojącej pod Lidlem pani kilka bułek.

Mądre i skuteczne pomaganie wymaga jednak znacznie większego wysiłku.

Myślę, że rzeczywiste rozwiązanie problemów "ludzi ulicy" to swoisty kompromis rozumu i serca. Oprócz tego, że jestem naiwnym "darczyńcą", jestem też zwolennikiem konsekwentnego egzekwowania od służb ich powinności i zadań, więc sugeruję wszystkim: jeśli naprawdę chcemy pomóc żebrzącym, to zmobilizujmy profesjonalistów do działania! Widząc kobietę siedzącą z dzieckiem na mrozie, zacznijmy od telefonu do straży miejskiej albo - co łatwiej zapamiętać - na numer 112. Zgłośmy zdarzenie dotyczące np. narażania dziecka na niebezpieczeństwo wyziębienia, czego można się spodziewać, widząc dziecko przebywające wiele godzin na mrozie. Uważam także, że nie wystarczy zadzwonić i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku pójść dalej swoją drogą. Sam w takich wypadkach - jeśli tylko mogę sobie na to pozwolić - czekam cierpliwie na wezwane służby. Zdarza się, że to trwa dość długo, że trzeba zadzwonić powtórnie, ale zachęcam do konsekwencji i cierpliwości. Gdy już pojawią się fachowcy, warto przedstawić się, powiedzieć, że to my właśnie wezwaliśmy pomoc, a następnie grzecznie dopytać, gdzie możemy później zadzwonić, żeby dowiedzieć się, jaki był ostateczny efekt interwencji. Interwencja nie powinna kończyć się tylko na wylegitymowaniu i pogrożeniu palcem niefrasobliwej matce. Jednorazowa, pobłażliwa interwencja nie ma szansy powodzenia. Interwencja tylko wtedy jest skuteczna, gdy jest konsekwentnie realizowanym procesem, który właśnie my możemy zapoczątkować. Przyjazd służb musi mieć ciąg dalszy. Tylko wtedy dajemy sygnał żebrzącym, że: nie są sami, że naprawdę przejmujemy się ich losem, że ich postępowanie uruchamia cały ciąg działań systemowych. Warto więc dopytać, co będzie działo się dalej, dając też do zrozumienia służbom, że będziemy dalej interesować się losem potrzebującym.

Co powinna zrobić straż miejska czy policja? Sytuacja, kiedy dochodzi do naruszenia prawa - np. krzywdzenia dzieci, a niezaspokajanie ich potrzeb, narażanie zdrowia, bezpieczeństwa, zmuszanie do żebractwa, unikanie obowiązku szkolnego takim naruszeniem prawa właśnie jest, może być przesłanką do sporządzenia tzw. niebieskiej karty, czyli uruchamiania procedury systemowej pomocy. Niebieska karta może sprawić, że zdarzenie trafi do Zespołu Interdyscyplinarnego, w konsekwencji - do wyspecjalizowanego koordynatora w Centrum Pracy Socjalnej MOPS. Ten zaś zbierze grupę roboczą: kuratora sądowego, psychologa, inną osobę ważną dla rodziny, nawet księdza z parafii tej rodziny lub nauczycielkę z lokalnej szkoły, po to, by grupa przygotowała indywidualny plan pomocy rodzinie, tj. dobieraną do każdego przypadku specjalną strategię. Strategia zawsze ma charakter długoterminowy (więc nie jest jednorazową akcją) i uwzględnia rolę różnych specjalistów, zmuszając ich niejako do zgodnego współdziałania ze sobą (co wcześniej nie zawsze miało miejsce!). Co ważniejsze, żadne decyzje nie będą podejmowane bez uzgodnienia z osobą wymagająca wsparcia (w przypadku dziecka - z opiekunem prawnym) - nie są to decyzje "urzędników", ale przedstawicieli służb, które mają właśnie "służyć". W ten sposób rosną szanse na wyjście z przeklętej uliczki bezsilności. Plan jest wprowadzany w życie, uwzględniając podmiotową rolę osoby (czasem całej rodziny) potrzebującej wsparcia, a jego skuteczność jest stale monitorowana.

Równie skuteczna może być interwencyjne zwrócenie się do sądu z wnioskiem o tzw. wgląd w sytuację małoletniego, co skutkuje działaniami właściwymi dla tej instytucji, np. skierowaniem do rodziny kuratora, którego zadaniem będzie zbadanie sytuacji rodzinnej oraz zasugerowanie sądowi środków zaradczych. Być może będzie on przychodził do rodziny dziecka, badał sytuację materialną, powody żebrania, czy wynika to z biedy, czy z tego, że taką sobie wybrali drogę zarobkowania. Możliwości działania jest naprawdę wiele. Czasem potrzeba tylko odrobiny odwagi.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy