Gdańscy radni się buntują: nie chcą podnieść cen biletów
10.02.2012
aktualizacja: 2012-02-10 08:14
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej w Gdańsku stoi pod znakiem zapytania. Radni: - Mamy duże wątpliwości, czy jest uzasadniona
ZOBACZ TAKŻE
- Już 49 automatów biletowych w Gdańsku. Najnowszy zamontowano w Brzeźnie (20-05-12, 13:31)
- Gdańscy zagłosował jak Gdynia. Ceny biletów w górę (29-03-12, 10:42)
- Dlaczego młodzi radni gdańskiej PO próbują być opozycją (07-03-12, 07:00)
- Gdańscy radni decydują się odsłonić przed mieszkańcami (13-02-12, 06:00)
- Mózg komunikacji podczas Euro 2012 na urlopie. Żart? (09-02-12, 13:11)
- Kiedy pierwsza impreza z nowym darmowym biletem? (08-02-12, 15:33)
- W Trójmieście wzrosną ceny biletów: od 20 gr do 1 zł (27-01-12, 10:12)
- Tramwaje poinformują o przystanku. Pomogło Euro (22-01-12, 20:09)
- PGE Arena Gdańsk jak Camp Nou: kup bilet i zwiedzaj (13-01-12, 17:00)
- Gdańsk Chełm: śruby na torze i wykolejony tramwaj (10-01-12, 20:51)
- Gdańskie tramwaje powoli wracają na swoje trasy (31-12-11, 11:00)
- 35 Pes już w Gdańsku. Adamowicz wita tramwaje (30-12-11, 16:36)
- Gdzie pojechały gdańskie tramwaje? (11-12-11, 20:05)
SONDAŻ
Podwyżkę zasugerował w styczniu Metropolitalny Związek Komunikacyjny Zatoki Gdańskiej, a władze 13 gmin wchodzących w skład związku wyraziły akceptację dla tego pomysłu. A to oznacza, że podwyżka dotknie wszystkich od Wejherowa po Pruszcz Gdański. Choć wątpliwości były od początku, wyrażane m.in. przez Gdynię, gdzie po zeszłorocznej podwyżce ubyło 10 proc. pasażerów - w 2010 r. z komunikacji skorzystało 98 mln osób, w 2011 - 89 mln. Ale ostatecznie Gdynia dała się przekonać na forum związku. Wątpliwości zostały.
- Nam ta podwyżka nie jest do niczego potrzebna, wręcz przeciwnie - mówią nam gdyńscy urzędnicy. - Przez ubiegłoroczną już spadła nam liczba pasażerów, teraz pewnie będzie podobnie. To nie sprzyja popularyzacji komunikacji miejskiej, ale takie są koszty bycia metropolią i posiadania wspólnej taryfy.
W każdej gminie ostateczna decyzja zależeć będzie do radnych. Jeśli propozycja zostanie przyjęta, od maja za bilet jednoprzejazdowy zapłacimy o 6 proc. więcej, godzinny - o 7 proc., a całodobowy zdrożeje o 9 proc. To oznacza, że za godzinny zapłacimy 3,60 zł (obecnie 3,40 zł), za jednoprzejazdowy 3 zł (obecnie 2,80 zł), a całodobowy 12 zł (obecnie 11 zł).
Swoje wątpliwości zaczynają też wyrażać gdańscy radni PO, którzy mają większość w radzie miasta.
- Rok temu, gdy głosowaliśmy podwyżkę cen biletów, wiceprezydent Maciej Lisicki tłumaczył, że uwzględnia ona kolejne skoki cen paliwa - mówi radna Agnieszka Owczarczak (PO). - I jedyny argument, jaki się aktualnie przewija, to problemy Wejherowa, które ubolewa, że większość ich autobusów korzysta z krajowej "szóstki", gdzie pobierana jest opłata w ramach systemu viaTOLL.
System obejmuje pojazdy powyżej 3,5 tony. Komunikacja miejska nie jest z niego wyłączona, co kosztuje Wejherowo 800 tys. zł rocznie. Wczoraj reprezentanci radnych PO spotkali się w sprawie podwyżki z szefem ZTM Gdańsk Jerzym Dobaczewskim.
Zdecydowano, że uchwała o nowych cenach biletów nie trafi na lutową sesję rady miasta, ale marcową.
- Nie ma sensu prowadzić dyskusji, gdy na urlopie przebywa w tym czasie wiceprezydent Maciej Lisicki, odpowiedzialny w mieście za komunikację miejską - tłumaczy radny Dariusz Słodkowski (PO).
Szef ZTM - według informacji "Gazety" - powtórzył w trakcie wczorajszego spotkania, że gdyby nie naciski Wejherowa, nie byłoby potrzeby wprowadzania kolejnej podwyżki. Oficjalnie jest bardziej dyplomatyczny.
- Trudno na to pytanie odpowiedzieć - mówi dyrektor Dobaczewski. - Ale nie można zapominać, że od 2009 roku ceny paliwa wzrosły o 61 proc., a ceny biletów tylko o 20 proc.
W 2010 r. z komunikacji miejskiej w Gdańsku skorzystało 154,9 mln pasażerów. W 2011 - 157 mln, przy czym wpływy z biletów wyniosły 100 mln zł. 58 proc. stanowią wpływy z biletów okresowych, 42 proc. jednorazowych. Koszty funkcjonowania komunikacji zamknęły się zaś w 244 mln zł.
- Jeśli radni choć jednego miasta nie zgodzą się na podwyżkę, to oznacza dezintegrację taryf i krok wstecz do wspólnego biletu - mówi Hubert Kołodziejski, szef Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej.
- Nam ta podwyżka nie jest do niczego potrzebna, wręcz przeciwnie - mówią nam gdyńscy urzędnicy. - Przez ubiegłoroczną już spadła nam liczba pasażerów, teraz pewnie będzie podobnie. To nie sprzyja popularyzacji komunikacji miejskiej, ale takie są koszty bycia metropolią i posiadania wspólnej taryfy.
W każdej gminie ostateczna decyzja zależeć będzie do radnych. Jeśli propozycja zostanie przyjęta, od maja za bilet jednoprzejazdowy zapłacimy o 6 proc. więcej, godzinny - o 7 proc., a całodobowy zdrożeje o 9 proc. To oznacza, że za godzinny zapłacimy 3,60 zł (obecnie 3,40 zł), za jednoprzejazdowy 3 zł (obecnie 2,80 zł), a całodobowy 12 zł (obecnie 11 zł).
Swoje wątpliwości zaczynają też wyrażać gdańscy radni PO, którzy mają większość w radzie miasta.
- Rok temu, gdy głosowaliśmy podwyżkę cen biletów, wiceprezydent Maciej Lisicki tłumaczył, że uwzględnia ona kolejne skoki cen paliwa - mówi radna Agnieszka Owczarczak (PO). - I jedyny argument, jaki się aktualnie przewija, to problemy Wejherowa, które ubolewa, że większość ich autobusów korzysta z krajowej "szóstki", gdzie pobierana jest opłata w ramach systemu viaTOLL.
System obejmuje pojazdy powyżej 3,5 tony. Komunikacja miejska nie jest z niego wyłączona, co kosztuje Wejherowo 800 tys. zł rocznie. Wczoraj reprezentanci radnych PO spotkali się w sprawie podwyżki z szefem ZTM Gdańsk Jerzym Dobaczewskim.
Zdecydowano, że uchwała o nowych cenach biletów nie trafi na lutową sesję rady miasta, ale marcową.
- Nie ma sensu prowadzić dyskusji, gdy na urlopie przebywa w tym czasie wiceprezydent Maciej Lisicki, odpowiedzialny w mieście za komunikację miejską - tłumaczy radny Dariusz Słodkowski (PO).
Szef ZTM - według informacji "Gazety" - powtórzył w trakcie wczorajszego spotkania, że gdyby nie naciski Wejherowa, nie byłoby potrzeby wprowadzania kolejnej podwyżki. Oficjalnie jest bardziej dyplomatyczny.
- Trudno na to pytanie odpowiedzieć - mówi dyrektor Dobaczewski. - Ale nie można zapominać, że od 2009 roku ceny paliwa wzrosły o 61 proc., a ceny biletów tylko o 20 proc.
W 2010 r. z komunikacji miejskiej w Gdańsku skorzystało 154,9 mln pasażerów. W 2011 - 157 mln, przy czym wpływy z biletów wyniosły 100 mln zł. 58 proc. stanowią wpływy z biletów okresowych, 42 proc. jednorazowych. Koszty funkcjonowania komunikacji zamknęły się zaś w 244 mln zł.
- Jeśli radni choć jednego miasta nie zgodzą się na podwyżkę, to oznacza dezintegrację taryf i krok wstecz do wspólnego biletu - mówi Hubert Kołodziejski, szef Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej.
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Mnie wisi wspólny bilet.
bronimir
10.02.12, 11:45
Zgoda, gdyby to obniżyło koszty i spowodowało zmniejszenie zatrudnienia w biurokracji.Natomiast jeśli koszty wspólnego biletu mają przynieść odwrotne skutki, to równie dobrze Gdynia i Sopot »
Najczęściej czytane24 htydzień




