Kobieta żebrze z dziećmi na mrozie. Nikt nie reaguje

Ilona Godlewska
07.02.2012 aktualizacja: 2012-02-07 11:39
A A A Drukuj
Kobiety z dziećmi żebrzące  w przejściu podziemnym przy Bramie Wyżynnej to bardzo częsty widok Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
- Jest coraz zimniej, a w przejściu podziemnym niedaleko LOT-u niemal codziennie siedzi Rumunka z dwójką małych dzieci - informują nasi czytelnicy. I pytają, dlaczego nikt nie zajmuje się tą sprawą
SONDAŻ
Czy zdarzyło ci się wesprzeć osobę żebrzącą?

Tak
Nie
Nie zwracam uwagi na takie osoby

- Kobieta przychodzi tutaj od dawna. Jedno dziecko chodzi po tunelu i prosi ludzi o pieniądze, drugie, mniejsze, matka przytula do siebie. Widać, że dzieciom jest zimno. To straszne, że matki wykorzystują je, żeby zarobić - oburza się pani Anna, która przechodzi tunelem w drodze do pracy.

Pracownicy socjalni przyznają, że czują się bezradni. - Te kobiety traktują żebranie jako pracę zarobkową. Kiedy widzą, że zbliża się pracownik socjalny, albo szybko odchodzą, albo kłamią, że stanęły tu przed chwilą i czekają na męża. Co więcej, właściwie nigdy nie chcą skorzystać z pomocy. Żebrzą, bo to dla nich najłatwiejszy sposób zarobku. Dlatego kiedy widzimy żebrzącą matkę z małym dzieckiem, nie powinniśmy dawać jej pieniędzy. Co nie znaczy, że nie powinniśmy reagować. Wręcz przeciwnie, zachęcam do tego, żeby informować policję albo straż miejską o takich przypadkach, bo oni mogą temu zaradzić - tłumaczy Arkadiusz Kulewicz, rzecznik gdańskiego MOPS-u.

Jednak powiadomienie policji lub strażników niewiele zmienia. - Osobiście dzwoniłam kilka razy na policję i do straży miejskiej. I zawsze po telefonie się zjawiali. Starali się rozmawiać z tymi kobietami, one odchodziły. Ale co z tego, skoro i tak na drugi dzień wracały z dziećmi - opowiada ekspedientka ze stoiska w przejściu podziemnym.

Dlaczego interwencje funkcjonariuszy nie przynoszą skutku? Miłosz Jurgielewicz, rzecznik gdańskiej straży miejskiej twierdzi, że strażnicy niewiele mogą zrobić, ponieważ żebractwo w Polsce jest legalne. - Według kodeksu wykroczeń strażnicy mogą interweniować jedynie w przypadku, kiedy żebrzący natarczywie zaczepia przechodniów, obraża ich. Ale musi się znaleźć poszkodowany, który to zgłosi. Funkcjonariusze straży miejskiej mogą też ukarać aresztem, ograniczeniem wolności albo grzywną osobę, która nakłania dziecko do żebrania, jednak określenie "nakłanianie" nie jest precyzyjne. Bo trudno udowodnić, że dziecko jest zmuszone do żebrania.

Czy to znaczy, że nic nie można zrobić? Zarówno policjanci, jak i strażnicy miejscy twierdzą, że pouczenie lub grzywna na niewiele się zdają, a konkretne działania, np. zawiadomienie sądu rodzinnego, który może umieścić niepełnoletniego w jednostce opiekuńczej, mogą podjąć tylko wówczas, gdy zdrowie lub życie dziecka jest bezpośrednio zagrożone. Jednak, jak zauważa rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, podkom. Magdalena Michalewska, problem polega na tym, że trudno jest powiedzieć, co można uznać za bezpośrednie zagrożenie życia.

Innego zdania jest przewodniczący gdańskiego oddziału Komitetu Ochrony Praw Dziecka. - Grzegorz Kamieński uważa, że to zła wola funkcjonariuszy, którzy wolą zamieść problem pod dywan niż podjąć konkretne działania, sprawia, że problem matek żebrzących z dziećmi wciąż powraca. - Lepiej dać pouczenie, spisać notatkę, niż faktycznie zająć się sprawą wykorzystywanych do żebrania dzieci. Tylko skoro zamykamy szkoły z powodu niskich temperatur, to dlaczego nie reagujemy na to, że kilkuletnie dzieci siedzą po kilka godzin na mrozie?

Choć pediatrzy przyznają, że samo przebywanie dziecka w niskiej temperaturze nie jest zagrożeniem życia, to jednak dr Hanna Wardak-Sędzicka twierdzi, że może do niego doprowadzić. - Kiedy temperatura spada poniżej zera, łatwo o wychłodzenie organizmu. Jest ono niebezpieczne, bo może doprowadzić do osłabienia odporności organizmu, przeziębienia. A przeziębienie połączone ze złymi warunkami bytowymi, niedożywieniem, prowadzi do poważnych chorób: zakażenia ogólnoustrojowego, czyli sepsy, ciężkiego zapalenia płuc. Co więcej, w takich miejscach jak przejście podziemne dziecko jest bardziej podatne na infekcje, znacznie łatwiej może więc np. zachorować na grypę, która nieleczona może doprowadzić do skomplikowanych powikłań, a w skrajnych przypadkach do śmierci.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • Kobieta żebrze z dziećmi na mrozie. Nikt nie re... vincentyna 07.02.12, 09:40

    Pracownik socjalny powinien byc natychmiast zwolniony, za gadanie bzdur!To nie jest dziecko zebrajacej kobiety, ona tam nie stoi dlatego ze chce! Zarowno ona, jak i dzieci z nia zebrajace sa»

  • Rumunka czy Romka? nameja 07.02.12, 12:10

    To nie to samo. Romowie w większości nie uważają się za Polaków czy Słowaków, czy Rumunów. »

  • Kobieta żebrze z dziećmi na mrozie. Nikt nie re... sedaluk 07.02.12, 14:42

    Rankiem zabrac dzieci do "Izby dziecka"-wieczorem sprawdzic, jakie maja warunki w "miejscu zamieszkania". Cygana moze sobie zebrac.Kiedys Szwajcarzy rozwiazali ten problem w okrutny, ale »