Koniec marzeń o aquaparku w Gdańsku. Nie opłaca się

Krzysztof Katka
06.02.2012 aktualizacja: 2012-02-06 09:15
A A A Drukuj
Aquapark w Zielonej Górze Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
  • Aquapark w Sopocie
Wizja budowy aquaparku w Gdańsku liczy grubo ponad dekadę. Najwyższy czas się z nią rozprawić i powiedzieć sobie jasno, że budowa obiektu, niestety, nie opłaca się - pisze Krzysztof Katka z "Gazety".
SONDAŻ
Aquapark w Gdańsku...

Jest bardzo potrzebny. Nawet jeśli miasto miałoby do niego dopłacać, powinien powstać
To zbędna zachcianka. Ten jeden, który jest w Sopocie, w zupełności wystarczy
Aquapark jest za drogi - w porządku. Ale zbudujmy w końcu w Gdańsku porządny, ogólnodostępny basen!

Moda na aquaparki spowodowała, że zaczęły wyrastać w polskich miastach, jak grzyby po deszczu. Kompleks z hotelem i centrum handlowym planuje postawić Elbląg. A Słupsk właśnie buduje swoje wodne miasteczko za 58 mln zł, mimo że w sąsiednim Redzikowie podobny obiekt już istnieje. Słupskie władze zadłużyły się na aquapark upatrując w nim szansę na rozwój turystyki. Z jednej strony bilansu jest nadzieja, z drugiej - realne koszty utrzymania.

O tym, w jakie kłopoty pakują się kierujące podobnymi wizjami samorządy, wiedzą już 70-tysięczne Suwałki, które mogą poszczycić się aquaparkiem za 40 mln zł. Ale nie jest on w stanie zarobić nawet na swoje utrzymanie. Liczba klientów jest o połowę niższa, niż zakładały najbardziej pesymistyczne prognozy.

- Ale co tam Suwałki - słusznie zauważy wyrobiony czytelnik - Przecież Pomorze jest zamożniejsze, mamy liczącą się aglomerację, wyższe pensje i setki tysięcy turystów.

Zajrzyjmy zatem do Sopotu, do okazałego aquaparku należącego do firmy Ryszarda Krauze, jednego z najbogatszych Polaków. O tym, że Krauze i jego ludzie dobrze potrafią liczyć pieniądze, nikogo nie trzeba przekonywać, a spółka Prokom Investments należy do rekinów polskiej finansiery.

Co otrzymamy po połączeniu kilku czynników, które powinny gwarantować sukces: świetnej lokalizacji w centrum milionowej aglomeracji, praktycznego monopolu w regionie na podobne usługi, wsparcia finansowego wielkiej spółki i właściciela, który osobiście dogląda interesu?

Niestety: straty, straty i jeszcze raz straty. Park Wodny w Sopocie notuje je w każdym roku swojej działalności.

W 2010 r. strata na działalności operacyjnej wyniosła 1,8 mln zł (to bieżąca działalność), a po uwzględnieniu spłaty raty kredytu urosła aż do 4, 7 mln zł. Wyniku za 2011r. jeszcze nie znamy, ale sytuacja pogorszyła się na tyle, że właściciel musiał dopłacić do spółki.

Co ważne - zabezpieczeniem kredytu na budowę aquaparku jest nie tylko sam budynek i działka. Banki zażądały dodatkowych gwarancji i obciążyły hipoteki gruntów Prokomu w Wejherowie i Kartoszynie. To sporo mówi o tym, jak ryzykowny to interes.

W dokumentach finansowych spółka tak wskazuje przyczyny kłopotów: coroczne straty, wysokie koszty obsługi zadłużenia, spadająca sprzedaż, "społeczeństwo jest za mało zamożne na usługi oferowane przez spółkę".

Ceny ostatnio jednak spadły - za bilet trzeba zapłacić od 10 do 20 zł za godzinę i od 36 do 40 zł za trzy godziny. A to już niewiele drożej od wejściówek na tradycyjny basen (10-14 zł).

Może gdyby sopocki aquapark miał pełnowymiarowy basen, to frekwencja byłaby wyższa, ale przecież i tak tych dodatkowych pieniędzy nie wystarczyłoby na pokrycie milionowych strat.

W tej sytuacji, niestety. nie można realnie rozpatrywać pojawiających się od lat pomysłów budowy aquaparku w Gdańsku-Brzeźnie. Widać, że powstająca metropolia nie dźwiga nawet jednego parku wodnego. Trudno też wskazać, jaką - poza pełnowymiarowym basenem - obiekt w Gdańsku miałby przewagę nad sopocką konkurencją. Najważniejsze koszty: wynagrodzeń, energii i wody byłyby przecież takie, jak w Sopocie.

Jesienią mój redakcyjny kolega Sławomir Sowula pytał na łamach "Gazety", czy urzędnicy zgadzają się na wysokościowiec przy deptaku w Brzeźnie po to, by obok mógł w końcu powstać aquapark? I dowodził, że inne gminy nie potrzebują takich pretekstów, by jednak postawić wodną atrakcję. Tekst powstał przy okazji opracowania miejscowego planu zagospodarowania, który przewidywał postawienie w Brzeźnie 55-metrowego wysokościowca. Wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski bronił oprotestowanej przez ekologów koncepcji przekonując, że cały czas pracuje nad stworzeniem ram dla inwestycji w aquapark. Inaczej niż przy Wyspie Spichrzów, tym razem fiasko tych prac można uznać za sukces.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 48 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy