Koniec marzeń o aquaparku w Gdańsku. Nie opłaca się
06.02.2012
aktualizacja: 2012-02-06 09:15
Wizja budowy aquaparku w Gdańsku liczy grubo ponad dekadę. Najwyższy czas się z nią rozprawić i powiedzieć sobie jasno, że budowa obiektu, niestety, nie opłaca się - pisze Krzysztof Katka z "Gazety".
SONDAŻ
Moda na aquaparki spowodowała, że zaczęły wyrastać w polskich miastach, jak grzyby po deszczu. Kompleks z hotelem i centrum handlowym planuje postawić Elbląg. A Słupsk właśnie buduje swoje wodne miasteczko za 58 mln zł, mimo że w sąsiednim Redzikowie podobny obiekt już istnieje. Słupskie władze zadłużyły się na aquapark upatrując w nim szansę na rozwój turystyki. Z jednej strony bilansu jest nadzieja, z drugiej - realne koszty utrzymania.
O tym, w jakie kłopoty pakują się kierujące podobnymi wizjami samorządy, wiedzą już 70-tysięczne Suwałki, które mogą poszczycić się aquaparkiem za 40 mln zł. Ale nie jest on w stanie zarobić nawet na swoje utrzymanie. Liczba klientów jest o połowę niższa, niż zakładały najbardziej pesymistyczne prognozy.
- Ale co tam Suwałki - słusznie zauważy wyrobiony czytelnik - Przecież Pomorze jest zamożniejsze, mamy liczącą się aglomerację, wyższe pensje i setki tysięcy turystów.
Zajrzyjmy zatem do Sopotu, do okazałego aquaparku należącego do firmy Ryszarda Krauze, jednego z najbogatszych Polaków. O tym, że Krauze i jego ludzie dobrze potrafią liczyć pieniądze, nikogo nie trzeba przekonywać, a spółka Prokom Investments należy do rekinów polskiej finansiery.
Co otrzymamy po połączeniu kilku czynników, które powinny gwarantować sukces: świetnej lokalizacji w centrum milionowej aglomeracji, praktycznego monopolu w regionie na podobne usługi, wsparcia finansowego wielkiej spółki i właściciela, który osobiście dogląda interesu?
Niestety: straty, straty i jeszcze raz straty. Park Wodny w Sopocie notuje je w każdym roku swojej działalności.
W 2010 r. strata na działalności operacyjnej wyniosła 1,8 mln zł (to bieżąca działalność), a po uwzględnieniu spłaty raty kredytu urosła aż do 4, 7 mln zł. Wyniku za 2011r. jeszcze nie znamy, ale sytuacja pogorszyła się na tyle, że właściciel musiał dopłacić do spółki.
Co ważne - zabezpieczeniem kredytu na budowę aquaparku jest nie tylko sam budynek i działka. Banki zażądały dodatkowych gwarancji i obciążyły hipoteki gruntów Prokomu w Wejherowie i Kartoszynie. To sporo mówi o tym, jak ryzykowny to interes.
W dokumentach finansowych spółka tak wskazuje przyczyny kłopotów: coroczne straty, wysokie koszty obsługi zadłużenia, spadająca sprzedaż, "społeczeństwo jest za mało zamożne na usługi oferowane przez spółkę".
Ceny ostatnio jednak spadły - za bilet trzeba zapłacić od 10 do 20 zł za godzinę i od 36 do 40 zł za trzy godziny. A to już niewiele drożej od wejściówek na tradycyjny basen (10-14 zł).
Może gdyby sopocki aquapark miał pełnowymiarowy basen, to frekwencja byłaby wyższa, ale przecież i tak tych dodatkowych pieniędzy nie wystarczyłoby na pokrycie milionowych strat.
W tej sytuacji, niestety. nie można realnie rozpatrywać pojawiających się od lat pomysłów budowy aquaparku w Gdańsku-Brzeźnie. Widać, że powstająca metropolia nie dźwiga nawet jednego parku wodnego. Trudno też wskazać, jaką - poza pełnowymiarowym basenem - obiekt w Gdańsku miałby przewagę nad sopocką konkurencją. Najważniejsze koszty: wynagrodzeń, energii i wody byłyby przecież takie, jak w Sopocie.
Jesienią mój redakcyjny kolega Sławomir Sowula pytał na łamach "Gazety", czy urzędnicy zgadzają się na wysokościowiec przy deptaku w Brzeźnie po to, by obok mógł w końcu powstać aquapark? I dowodził, że inne gminy nie potrzebują takich pretekstów, by jednak postawić wodną atrakcję. Tekst powstał przy okazji opracowania miejscowego planu zagospodarowania, który przewidywał postawienie w Brzeźnie 55-metrowego wysokościowca. Wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski bronił oprotestowanej przez ekologów koncepcji przekonując, że cały czas pracuje nad stworzeniem ram dla inwestycji w aquapark. Inaczej niż przy Wyspie Spichrzów, tym razem fiasko tych prac można uznać za sukces.
O tym, w jakie kłopoty pakują się kierujące podobnymi wizjami samorządy, wiedzą już 70-tysięczne Suwałki, które mogą poszczycić się aquaparkiem za 40 mln zł. Ale nie jest on w stanie zarobić nawet na swoje utrzymanie. Liczba klientów jest o połowę niższa, niż zakładały najbardziej pesymistyczne prognozy.
- Ale co tam Suwałki - słusznie zauważy wyrobiony czytelnik - Przecież Pomorze jest zamożniejsze, mamy liczącą się aglomerację, wyższe pensje i setki tysięcy turystów.
Zajrzyjmy zatem do Sopotu, do okazałego aquaparku należącego do firmy Ryszarda Krauze, jednego z najbogatszych Polaków. O tym, że Krauze i jego ludzie dobrze potrafią liczyć pieniądze, nikogo nie trzeba przekonywać, a spółka Prokom Investments należy do rekinów polskiej finansiery.
Co otrzymamy po połączeniu kilku czynników, które powinny gwarantować sukces: świetnej lokalizacji w centrum milionowej aglomeracji, praktycznego monopolu w regionie na podobne usługi, wsparcia finansowego wielkiej spółki i właściciela, który osobiście dogląda interesu?
Niestety: straty, straty i jeszcze raz straty. Park Wodny w Sopocie notuje je w każdym roku swojej działalności.
W 2010 r. strata na działalności operacyjnej wyniosła 1,8 mln zł (to bieżąca działalność), a po uwzględnieniu spłaty raty kredytu urosła aż do 4, 7 mln zł. Wyniku za 2011r. jeszcze nie znamy, ale sytuacja pogorszyła się na tyle, że właściciel musiał dopłacić do spółki.
Co ważne - zabezpieczeniem kredytu na budowę aquaparku jest nie tylko sam budynek i działka. Banki zażądały dodatkowych gwarancji i obciążyły hipoteki gruntów Prokomu w Wejherowie i Kartoszynie. To sporo mówi o tym, jak ryzykowny to interes.
W dokumentach finansowych spółka tak wskazuje przyczyny kłopotów: coroczne straty, wysokie koszty obsługi zadłużenia, spadająca sprzedaż, "społeczeństwo jest za mało zamożne na usługi oferowane przez spółkę".
Ceny ostatnio jednak spadły - za bilet trzeba zapłacić od 10 do 20 zł za godzinę i od 36 do 40 zł za trzy godziny. A to już niewiele drożej od wejściówek na tradycyjny basen (10-14 zł).
Może gdyby sopocki aquapark miał pełnowymiarowy basen, to frekwencja byłaby wyższa, ale przecież i tak tych dodatkowych pieniędzy nie wystarczyłoby na pokrycie milionowych strat.
W tej sytuacji, niestety. nie można realnie rozpatrywać pojawiających się od lat pomysłów budowy aquaparku w Gdańsku-Brzeźnie. Widać, że powstająca metropolia nie dźwiga nawet jednego parku wodnego. Trudno też wskazać, jaką - poza pełnowymiarowym basenem - obiekt w Gdańsku miałby przewagę nad sopocką konkurencją. Najważniejsze koszty: wynagrodzeń, energii i wody byłyby przecież takie, jak w Sopocie.
Jesienią mój redakcyjny kolega Sławomir Sowula pytał na łamach "Gazety", czy urzędnicy zgadzają się na wysokościowiec przy deptaku w Brzeźnie po to, by obok mógł w końcu powstać aquapark? I dowodził, że inne gminy nie potrzebują takich pretekstów, by jednak postawić wodną atrakcję. Tekst powstał przy okazji opracowania miejscowego planu zagospodarowania, który przewidywał postawienie w Brzeźnie 55-metrowego wysokościowca. Wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski bronił oprotestowanej przez ekologów koncepcji przekonując, że cały czas pracuje nad stworzeniem ram dla inwestycji w aquapark. Inaczej niż przy Wyspie Spichrzów, tym razem fiasko tych prac można uznać za sukces.
- 48 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Koniec marzeń o aquaparku w Gdańsku. Nie opłaca...
rasmus13
06.02.12, 09:25
Jak to jest ze w Danii, place za wejscie na basen 35-40 koron , korzystam caly dzien 6-8 godzin i dunczykom sie to oplaca. Porownajcie jeszcze zarobki w Polsce i w Danii.»
-
Re: Aquapark odpływa z Gdańska. Czy jest nam potr
jazur
06.02.12, 09:46
Wiem, że Bydgoszcz, to nie Gdańsk, ale u nas też zrezygnowano z budowy aquaparku. Inwestor chciał wybudować duży park wodny za pieniądze z banku, za które miało poręczyć miasto. Chyba dobrze»
-
Koniec marzeń o aquaparku w Gdańsku. Nie opłaca...
korcia2000
06.02.12, 10:04
W Gdańsku tylko opłaca się budować kościoły...»
Najczęściej czytane24 htydzień







