Wroczyński o ACTA: Nie regulujmy internetu zakazami
04.02.2012
aktualizacja: 2012-02-03 22:03
Maciej Piasecki
Czy po wprowadzeniu ACTA dziecko, które zmiskusje muzykę, kreskówkę i doda nowy tekst jest przestępcą? - mówi Michał Wroczyński, uczestnik sobotniej debaty o ACTA, prezes firmy Fido Intelligence
ZOBACZ TAKŻE
- Zdaniem Daszczyńskiego: inne ACTA (02-02-12, 10:55)
- Kto nie skacze ten za ACTA - protestujący znowu pod domem premiera (31-01-12, 18:45)
- Manifestacja w sprawie ACTA. Dzisiaj legalna (31-01-12, 11:22)
- Narodowcy wyjdą na ulicę manifestować przeciw ACTA (30-01-12, 13:00)
- Trójmiasto pali ACTA. Skandowali pod domem premiera (25-01-12, 20:37)
- W końcu jest decyzja. "Nie dla ACTA" tylko w Gdyni (25-01-12, 13:33)
- "Nie dla ACTA" w Trójmieście. Bez manifestacji pod domem Tuska (24-01-12, 13:01)
- Manifestacja w Gdańsku. Piraci kontra ACTA (24-01-12, 12:42)
SŁAWOMIR SOWULA: - ACTA wyciągnęło na ulice tysiące młodych Polaków. Jesteś od nich starszy, masz własna firmę, która żyje z tego, że wymyśla coś nowego. ACTA ma to chronić. Rozmawialiśmy wcześniej o ACTA, więc wiem, że Ci się nie podoba. Dlaczego?
Michał Wroczyński: - Wielokrotnie ktoś na moich prawach autorskich robił biznes, dużo na tym straciłem. Mimo to ACTA bardzo mnie niepokoi. Na ACTA trzeba spojrzeć szerzej, nie tylko z perspektywy naruszania praw autorskich czy piractwa. Bo czym tak naprawdę jest internet? To jest świat równoległy, który coraz szybciej się rozwija. Wiele dziedzin z rzeczywistości przenosi się do tej przestrzeni. Np. 40 proc. zawieranych w USA małżeństw ma swój początek w znajomości zawartej w sieci. Przenoszą się więc tam relacje międzyludzkie i będzie to coraz szybciej następowało. Internet jest globalny, a regulacje prawne są lokalne. ACTA to kolejna próba uregulowania tego pochodząca od właścicieli praw autorskich, nie od twórców. Brak tymczasem spójnych regulacji dotyczących np. pornografii, handlu żywym towarem, przemocy rówieśniczej. To są problemy bardziej palące. Nawet pięcioletnie dziecko może wyszukać lub nieświadomie natrafić w sieci na takie strony i przeżyć stres. Niby jest to ścigane, ale regulacje nie są globalne jak ACTA. Internet jest trochę ziemią niczyją, bez konstytucji. A może powinien ją mieć? Jednak wszystkie konstytucje zaczynają się od praw, jakie mamy, a nie od zakazów, kar powstających w interesie i dla dobra wąskiej grupy ludzi związanych z biznesem. Ostatecznie boje się też, że konsekwencją ACTA i takiego podejścia do jej wprowadzenia, będzie to, że ludzie będą mało skłonni godzić się na regulacje w Internecie tam gdzie tak naprawdę to będzie potrzebne. Dobrze więc by było zacząć od spraw najważniejszych - które nie są kontrowersyjne - a nie wprowadzać regulacji z punktu widzenia silnych posiadaczy praw autorskich. Wyobraźmy sobie - co by się stało gdyby nasza polska konstytucja zawierała tylko kary i zakazy...
ACTA ma zapobiec kradzieży własności intelektualnej. Nie przekonuje Cię to?
Nie ma dyskusji, że kradzież jest zła, ale pamiętajmy o zdrowym rozsądku. W XVIII wieku własność ziemi była tak uregulowane, że posiadacz ziemi miał do niej prawo w nieskończoność w niebo. Kiedy pojawiła się innowacja - samoloty, farmerzy skarżyli przewoźników lotniczych - że naruszają ich prawo do ziemi. Sąd najwyższy w USA w 1945 stwierdził, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek - i zmienił to święte prawo własności. Dzięki temu przelot liniami lotniczymi nie wywołuje setek procesów. Takie nowe rewolucyjne technologie - jak samoloty - będą się coraz częściej pojawiać i regulacje ACTY mogą być kompletnie nonsensowne. A w przypadku ACTY na zmianę będzie się musiał zgodzić każdy sygnotariusz.
Czy można inaczej bronić się przed kradzieżą własności intelektualnej?
Prawo autorskie jest mocno chronione. Ściągane jest rozpowszechnianie w celach zarobkowych. Działa BSA, wiele stowarzyszeń. To, co zmienia ACTA, to uchylenie drzwi do karania ludzi, którzy w celach innych niż korzyści majątkowe używają dzieł kultury, tworząc coś nowego. W realnym świecie możemy komuś pożyczyć książkę, a w internecie po ACTA już będziemy przestępcami. Albo skoro pożyczymy komuś książkę, to po ACTA może też będziemy przestępcami? Regulując coś, możemy to robić negatywnie - zakazami. Albo możemy stworzyć nowy model biznesowy - gdzie coś jest za darmo, albo za mikropłatność - w którym w inny sposób zarabia się pieniądze. Przypomnijmy sobie, jaki był gigantyczny opór koncernów medialnych przed wprowadzeniem Itunes - sklepu, gdzie można za 99 centów kupić dowolną piosenkę.
Rząd ulega lobbingowi wielkich korporacji?
To naiwna wizja świata - że źle korporacje w ciemnym pokoju tajnie spotykają się z rządami, ustalając nowy porządek świata. Nasz rząd jest niezależny - ale myślę, że problem ACTY jest wielowymiarowy i na tyle złożony - że dopiero dyskusje wielu ekspertów rzucą nowe światło na wszelkie konsekwencje. Chciałbym, żeby było tak jak w 2004, kiedy w całym internecie były bannery "Thank You Poland". Cały internet dziękował nam, że zablokowaliśmy w Europarlamencie niebezpieczną dyrektywę o patentowaniu oprogramowania. Była ukryta w traktacie o rybołówstwie. Gdyby nie głos Polski - może nie było by dzisiaj internetu stworzonego na darmowym oprogramowaniu, startupów i niesamowitych serwisów internetowych. To nasz premier Jerzy Buzek oraz Minister Włodzimierz Marciński podnieśli veto. I zmienili świat internetu na zawsze. Ale też jest tak, że massmedia mają coraz większy wpływ na rzeczywistość.
Dlaczego młodzi ludzie protestują przeciwko ACTA. Bo ktoś chce im zabrać seriale, czy martwią się o wolność słowa?
Dostęp do dóbr kultury jest bardzo mocno ograniczony terytorialnie - bywa, że filmy czy muzyka są dostępne tylko dla internautów z konkretnych krajów, a u nas ukazują z pewnym opoźnieniem albo wcale. Nawet pewne książki nie mogą być zakupione przez sieć przez polskiego internautę. Czy wobec tego internauci są piratami, kiedy pozyskują coś co nie jest im dostępne z powodów tylko biznesowych, nie zarabiając na tym? Debata o ACTA to nie tylko kwestie prawne, to kwestie społeczne, również związane z wolnością, czy przemianami, które się dokonują. Ludzie chcą odchodzić od kultury typu "read only", że siedzisz przed telewizorem i bierzesz to, co dostajesz, ale w kierunku wybierania - kultury "read - write" - chcą ja współtworzyć, mieszając czyjaś muzykę, dzieląc się dobrami kultury, tworząc nowe treści i wyrażając siebie. Dziecko, które zmiskusje muzykę, kreskówkę i doda nowy tekst jest przestępcą?
Młodzi ludzie nie zaprotestowali tak gwałtownie, gdy chciano wprowadzić płatne studia, protestują kiedy ktoś chce im zabrać coś, co raczej nie będzie podstawą ich bytu.
A może dla wielu internet staje się istotną częścią bytu? Nie chcą dopasowywać się do istniejącej rzeczywistości, więc "żyją " w internecie, gdzie mogą się swobodnie dzielić informacjami, poglądami i konsumować kulturę taką , na jaką mają ochotę. To pytanie do socjologa.
Myślisz, że jest jakaś Polska specyfika tego protestu przeciwko ACTA?
To w Polsce zaczęły się ruchy, które zakończył y komunizm. Polska zablokowała patentowanie oprogramowania. Może Polacy mają taki dar, może stanowimy swoisty bezpiecznik ? Osoby z doliny krzemowej w Kaliforni, kiedy odwiedzają Polskę, są urzeczeni jaką wartością jest dla Polaków wolność .
Mój kolega, komentując skalę protestu przeciwko ACTA w Kielcach stwierdził , że to specyfika prowincji, gdzie dostęp do kultury jest jeszcze bardziej ograniczony, dramatycznie. ACTA chce zabrać jedyną możliwość obcowania z nią . Może protesty to też kwestia polskiej biedy na prowincji, bezrobocia. Ilu z dwudziestolatków mieszkających na prowincji stać na płyty za 40 zł, czy pójście do kina kilka razy w miesiącu.
Żyjemy w czasach, kiedy każdy ma potencjalny dostęp do dowolnej książki, możliwość posłuchania dowolnej muzyki w internecie, zobaczenia filmu czy sztuki. W internecie nie ma prowincji i dobrze jeśli tak zostanie. Wię c nie chodzi tylko o "biedę w Kielcach". Każdy w Polsce wie, czym jest naprawdę cenzura, limtowany dostęp do dóbr, słynne kartki, czego nie potrafi sobie wyobrazić przeciętny przedstawiciel świata zachodu. Żyliśmy za żelazną kurtyną - mamy więc większą świadomość zagrożeń wynikających z ograniczenia wolności. Inna sprawa jak mało dóbr kultury można kupić za przeciętną pensje. Ale to też kwestia zmiany modeli biznesowych korporacji medialnych. Google i Facebook oraz inne serwisy są za darmo i się rozwijają .
20-latkowie mają taką świadomość ?
To pytanie do socjologów - ale wierze, że takie doświadczenie jest obecne w kulturze i przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Jest jeszcze na tyle żywe w polskim społeczeństwie?
Może nie zawsze na poziomie faktów - a bardziej wartości, czy emocji. Każdy nastolatek, wie, że w PRL zakazane były książki, filmy informacje. Szkoda, że nie ma żadnego prawa antycenzorskiego, które zakazałoby np. usuwania treści z internetu. Kiedyś śmiano się z ludzi, którzy chcieli chronić środowisko, bo zagrażali industrializacji i rozwoju przemysłu .
Michał Wroczyński: - Wielokrotnie ktoś na moich prawach autorskich robił biznes, dużo na tym straciłem. Mimo to ACTA bardzo mnie niepokoi. Na ACTA trzeba spojrzeć szerzej, nie tylko z perspektywy naruszania praw autorskich czy piractwa. Bo czym tak naprawdę jest internet? To jest świat równoległy, który coraz szybciej się rozwija. Wiele dziedzin z rzeczywistości przenosi się do tej przestrzeni. Np. 40 proc. zawieranych w USA małżeństw ma swój początek w znajomości zawartej w sieci. Przenoszą się więc tam relacje międzyludzkie i będzie to coraz szybciej następowało. Internet jest globalny, a regulacje prawne są lokalne. ACTA to kolejna próba uregulowania tego pochodząca od właścicieli praw autorskich, nie od twórców. Brak tymczasem spójnych regulacji dotyczących np. pornografii, handlu żywym towarem, przemocy rówieśniczej. To są problemy bardziej palące. Nawet pięcioletnie dziecko może wyszukać lub nieświadomie natrafić w sieci na takie strony i przeżyć stres. Niby jest to ścigane, ale regulacje nie są globalne jak ACTA. Internet jest trochę ziemią niczyją, bez konstytucji. A może powinien ją mieć? Jednak wszystkie konstytucje zaczynają się od praw, jakie mamy, a nie od zakazów, kar powstających w interesie i dla dobra wąskiej grupy ludzi związanych z biznesem. Ostatecznie boje się też, że konsekwencją ACTA i takiego podejścia do jej wprowadzenia, będzie to, że ludzie będą mało skłonni godzić się na regulacje w Internecie tam gdzie tak naprawdę to będzie potrzebne. Dobrze więc by było zacząć od spraw najważniejszych - które nie są kontrowersyjne - a nie wprowadzać regulacji z punktu widzenia silnych posiadaczy praw autorskich. Wyobraźmy sobie - co by się stało gdyby nasza polska konstytucja zawierała tylko kary i zakazy...
ACTA ma zapobiec kradzieży własności intelektualnej. Nie przekonuje Cię to?
Nie ma dyskusji, że kradzież jest zła, ale pamiętajmy o zdrowym rozsądku. W XVIII wieku własność ziemi była tak uregulowane, że posiadacz ziemi miał do niej prawo w nieskończoność w niebo. Kiedy pojawiła się innowacja - samoloty, farmerzy skarżyli przewoźników lotniczych - że naruszają ich prawo do ziemi. Sąd najwyższy w USA w 1945 stwierdził, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek - i zmienił to święte prawo własności. Dzięki temu przelot liniami lotniczymi nie wywołuje setek procesów. Takie nowe rewolucyjne technologie - jak samoloty - będą się coraz częściej pojawiać i regulacje ACTY mogą być kompletnie nonsensowne. A w przypadku ACTY na zmianę będzie się musiał zgodzić każdy sygnotariusz.
Czy można inaczej bronić się przed kradzieżą własności intelektualnej?
Prawo autorskie jest mocno chronione. Ściągane jest rozpowszechnianie w celach zarobkowych. Działa BSA, wiele stowarzyszeń. To, co zmienia ACTA, to uchylenie drzwi do karania ludzi, którzy w celach innych niż korzyści majątkowe używają dzieł kultury, tworząc coś nowego. W realnym świecie możemy komuś pożyczyć książkę, a w internecie po ACTA już będziemy przestępcami. Albo skoro pożyczymy komuś książkę, to po ACTA może też będziemy przestępcami? Regulując coś, możemy to robić negatywnie - zakazami. Albo możemy stworzyć nowy model biznesowy - gdzie coś jest za darmo, albo za mikropłatność - w którym w inny sposób zarabia się pieniądze. Przypomnijmy sobie, jaki był gigantyczny opór koncernów medialnych przed wprowadzeniem Itunes - sklepu, gdzie można za 99 centów kupić dowolną piosenkę.
Rząd ulega lobbingowi wielkich korporacji?
To naiwna wizja świata - że źle korporacje w ciemnym pokoju tajnie spotykają się z rządami, ustalając nowy porządek świata. Nasz rząd jest niezależny - ale myślę, że problem ACTY jest wielowymiarowy i na tyle złożony - że dopiero dyskusje wielu ekspertów rzucą nowe światło na wszelkie konsekwencje. Chciałbym, żeby było tak jak w 2004, kiedy w całym internecie były bannery "Thank You Poland". Cały internet dziękował nam, że zablokowaliśmy w Europarlamencie niebezpieczną dyrektywę o patentowaniu oprogramowania. Była ukryta w traktacie o rybołówstwie. Gdyby nie głos Polski - może nie było by dzisiaj internetu stworzonego na darmowym oprogramowaniu, startupów i niesamowitych serwisów internetowych. To nasz premier Jerzy Buzek oraz Minister Włodzimierz Marciński podnieśli veto. I zmienili świat internetu na zawsze. Ale też jest tak, że massmedia mają coraz większy wpływ na rzeczywistość.
Dlaczego młodzi ludzie protestują przeciwko ACTA. Bo ktoś chce im zabrać seriale, czy martwią się o wolność słowa?
Dostęp do dóbr kultury jest bardzo mocno ograniczony terytorialnie - bywa, że filmy czy muzyka są dostępne tylko dla internautów z konkretnych krajów, a u nas ukazują z pewnym opoźnieniem albo wcale. Nawet pewne książki nie mogą być zakupione przez sieć przez polskiego internautę. Czy wobec tego internauci są piratami, kiedy pozyskują coś co nie jest im dostępne z powodów tylko biznesowych, nie zarabiając na tym? Debata o ACTA to nie tylko kwestie prawne, to kwestie społeczne, również związane z wolnością, czy przemianami, które się dokonują. Ludzie chcą odchodzić od kultury typu "read only", że siedzisz przed telewizorem i bierzesz to, co dostajesz, ale w kierunku wybierania - kultury "read - write" - chcą ja współtworzyć, mieszając czyjaś muzykę, dzieląc się dobrami kultury, tworząc nowe treści i wyrażając siebie. Dziecko, które zmiskusje muzykę, kreskówkę i doda nowy tekst jest przestępcą?
Młodzi ludzie nie zaprotestowali tak gwałtownie, gdy chciano wprowadzić płatne studia, protestują kiedy ktoś chce im zabrać coś, co raczej nie będzie podstawą ich bytu.
A może dla wielu internet staje się istotną częścią bytu? Nie chcą dopasowywać się do istniejącej rzeczywistości, więc "żyją " w internecie, gdzie mogą się swobodnie dzielić informacjami, poglądami i konsumować kulturę taką , na jaką mają ochotę. To pytanie do socjologa.
Myślisz, że jest jakaś Polska specyfika tego protestu przeciwko ACTA?
To w Polsce zaczęły się ruchy, które zakończył y komunizm. Polska zablokowała patentowanie oprogramowania. Może Polacy mają taki dar, może stanowimy swoisty bezpiecznik ? Osoby z doliny krzemowej w Kaliforni, kiedy odwiedzają Polskę, są urzeczeni jaką wartością jest dla Polaków wolność .
Mój kolega, komentując skalę protestu przeciwko ACTA w Kielcach stwierdził , że to specyfika prowincji, gdzie dostęp do kultury jest jeszcze bardziej ograniczony, dramatycznie. ACTA chce zabrać jedyną możliwość obcowania z nią . Może protesty to też kwestia polskiej biedy na prowincji, bezrobocia. Ilu z dwudziestolatków mieszkających na prowincji stać na płyty za 40 zł, czy pójście do kina kilka razy w miesiącu.
Żyjemy w czasach, kiedy każdy ma potencjalny dostęp do dowolnej książki, możliwość posłuchania dowolnej muzyki w internecie, zobaczenia filmu czy sztuki. W internecie nie ma prowincji i dobrze jeśli tak zostanie. Wię c nie chodzi tylko o "biedę w Kielcach". Każdy w Polsce wie, czym jest naprawdę cenzura, limtowany dostęp do dóbr, słynne kartki, czego nie potrafi sobie wyobrazić przeciętny przedstawiciel świata zachodu. Żyliśmy za żelazną kurtyną - mamy więc większą świadomość zagrożeń wynikających z ograniczenia wolności. Inna sprawa jak mało dóbr kultury można kupić za przeciętną pensje. Ale to też kwestia zmiany modeli biznesowych korporacji medialnych. Google i Facebook oraz inne serwisy są za darmo i się rozwijają .
20-latkowie mają taką świadomość ?
To pytanie do socjologów - ale wierze, że takie doświadczenie jest obecne w kulturze i przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Jest jeszcze na tyle żywe w polskim społeczeństwie?
Może nie zawsze na poziomie faktów - a bardziej wartości, czy emocji. Każdy nastolatek, wie, że w PRL zakazane były książki, filmy informacje. Szkoda, że nie ma żadnego prawa antycenzorskiego, które zakazałoby np. usuwania treści z internetu. Kiedyś śmiano się z ludzi, którzy chcieli chronić środowisko, bo zagrażali industrializacji i rozwoju przemysłu .
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




