Gaz łupkowy: Będzie wiedza, będzie sukces
15.12.2011
aktualizacja: 2011-12-15 13:50
Pomorskim gminom brakuje informacji i wiedzy na temat wydobycia gazu łupkowego. A to od nich może zależeć bezpieczeństwo mieszkańców i środowiska, gdy na ich terenie wyrosną szyby wiertnicze, ale też i sukces tego przedsięwzięcia
ZOBACZ TAKŻE
- Gazu łupkowego znów jest dużo, szczególnie na Pomorzu (30-04-12, 08:52)
- Skandal korupcyjny w łupkach. Zatrzymani w spółce Krauzego (10-01-12, 16:09)
- Rząd przygotowuje ustawy łupkowe, a ekolodzy protestują (02-01-12, 06:45)
- Instytut Geologiczny: wkrótce szacunki zasobów gazu łupkowego w Polsce (01-01-12, 12:36)
- Gaz łupkowy kontra konstytucja. Stężyca mówi nie (01-12-11, 08:00)
- Elektrownia atomowa, gaz łupkowy - zadania dla pomorskich posłów (12-10-11, 08:00)
- Gaz łupkowy. Wiercą na Kaszubach [wideo, zdjęcia] (11-10-11, 22:32)
- Lotos, łupki, atom. Pomysły potencjalnych posłów (04-10-11, 16:00)
- Gaz łupkowy. Na Pomorzu protesty przeciwko odwiertom (22-03-11, 21:05)
- Prawie całe woj. pomorskie na złożach gazu (10-06-10, 13:51)
SERWISY
Najlepiej tę sytuację obrazują relacje, jakie gminy mają z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, która uczestniczy w procesie wydawania pozwoleń na poszukiwanie gazu łupkowego.
- Jeszcze żaden wójt z własnej woli nie zgłosił się do nas po konsultacje. My wiedzę na temat wymogów, jakie firmy muszą spełnić, by zacząć wydobywać gaz, czy nawet tylko go poszukiwać, posiadamy - mówi Hanna Dzikowska, szefowa RDOŚ.
Uwaga na wodę i...
Tymczasem na terenie województwa pomorskiego poszukiwania gazu łupkowego prowadzone są najintensywniej w Polsce i koncesje przyznane firmom poszukiwawczym dotyczą obszaru 19 gmin. Zanim firma zacznie szukać, musi otrzymać m.in. decyzję środowiskową, wydawaną przez RDOŚ. Wcześniej dokumenty przechodzą przez biurka wójtów i burmistrzów. Rola gmin rośnie. Do tej pory potrzebna była opinia gminy, która nie musiała być brana pod uwagę. Teraz będą uzgodnienia, które trzeba będzie uwzględnić przy wydawaniu decyzji. Ten dokument zawiera ustalenia dotyczące np. warunków prowadzenia prac, odpadów, warunków korzystania z wody.
Szefowa RDOŚ zwraca uwagę na różne detale, które nie powinny umknąć uwadze lokalnych włodarzy, a które pojawią się we wnioskach firm poszukiwawczych czy wydobywczych związanych z decyzją bądź też innymi dokumentami.
- Są takie wnioski, w których firmy piszą, że do procesów szczelinowania [kluczowa operacja przy wydobyciu gazu łupkowego, polegająca na wtłaczaniu w złoże pod ciśnieniem wody, piasku i chemikaliów - red.] będą zużywać maksymalnie 10 metrów sześciennych wody na godzinę. Tymczasem do jednego szczelinowania potrzebne jest kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych, a będą ich dziesiątki na jednym odwiercie - ostrzega dyrektor Dzikowska
Dyrektor RDOŚ zwraca też uwagę, że firmy, by oszczędzać, chcą same kopać studnie i wcale nie będą korzystać z gminnych ujęć wody.
- Przyjrzyjmy się więc odległości między studniami. Jedna od drugiej musi być nie bliżej niż 500 metrów. Inaczej powstaje ryzyko, że w trakcie szczelinowania obniżą poziom wód gruntowych. Pamiętajmy też o obszarach Natura 2000, gdzie prac prowadzić nie wolno, ale też o tym, że prac sejsmicznych nie można prowadzić bliżej niż 100 metrów od zabytków, budynków i studni. Mieszkańcy mają też prawo do zapoznania się z przebiegiem tras prac sejsmicznych, zanim się rozpoczną - mówi szefowa RDOŚ.
Niepokoje z niewiedzy
Brak wiedzy wśród samorządowców, urzędników, wójtów to jedna z przyczyn wybuchających konfliktów wokół poszukiwań gazu łupkowego. Tak było jesienią tego roku w gminie Sulęczyno, gdzie miejscowi rolnicy i letnicy zablokowali sejsmiczne badania geologiczne prowadzone przez toruńską firmę Geofizyka za pomocą wielkich pojazdów jeżdżących po polach. Dyrektor Dzikowska przyznaje, że okazali się lepiej przygotowani do zmierzenia się z tym problemem niż miejscowa władza.
- Ludzie mieli dobrą intuicję, że samochody podjeżdżały zbyt blisko ich zabudowań. Trzeba na to zwracać uwagę, żeby nie doszło do czegoś takiego jak w Lublinie, że podjechał samochód i wytrąciły się osady żelazowe w studni. Po czymś takim woda nie nadaje się do picia - mówi szefowa RDOŚ. - Wójtowie są pierwszymi odbiorcami niezadowolenia, ale ono nie musi wystąpić, jeżeli będą dobrze przygotowani.
Problem braku wiedzy wśród lokalnych włodarzy dostrzega też Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.
- Wielu wójtów nie może sobie poradzić z problemami, z tymi konfliktami, które się już pojawiły. Ale chcemy pomóc. Na przykład żebyście lepiej mogli poznać sytuację pod względem prawnym, żeby nie popełniać tych błędów - mówił niedawno do wójtów, których zaprosił na spotkanie z przedstawicielami firm poszukujących gazu łukowego.
Marszałek i służby ochrony przyrody deklarują pomoc. Marszałek chce stworzyć portal informujący o różnych zagadnieniach związanych z poszukiwaniem i wydobyciem gazu łupkowego. Organizuje konferencje i szkolenia dla wójtów. Odbyły się już dwie. Byli na niej obecni przedstawiciele firm poszukujących, ale też urzędnik z ministerstwa.
Firmy chcą przyśpieszyć
Znajomość przepisów regulujących wydobycie gazu łupkowego ma znaczenie nie tylko ze względu na ochronę środowiska i spokój mieszkańców zamieszkujących okolice odwiertów. Jest też aspekt ekonomiczny.
Po pierwsze warto mieć wiedzę, żeby szukać korzyści z wydobycia. Chodzi o opłaty za wydobycie, korzyści podatkowe wynikające z budowy na terenie gminy rurociągów odbierających gaz.
Po drugie, sprawność gmin, samorządów i władzy lokalnej będzie miała niebagatelne wpływ na opłacalność wydobycia gazu łupkowego. Trzeba dmuchać na zimne, bo sukces w poszukiwaniach, a potem w opłacalnym wydobyciu wcale nie jest gwarantowany. Jego poszukiwacze są sceptyczni.
- Jakie są zasoby, nie wiadomo. Mamy tylko kilka otworów badawczych. Gaz w łupkach mamy. Tylko tyle możemy powiedzieć. Wciąż nie mamy pewności, czy wygramy. Może się okazać że mamy gaz łupkach, ale jego wydobywanie jest ekonomicznie nieuzasadnione - mówi Andrzej Kaczorowski z Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazowego SA, które również poszukuje gazu łupkowego na terenie województwa pomorskiego.
Wtóruje mu przedstawiciel innego koncesjonariusza, Aldo Napolitano z Eni Polska.
- Nie każde złoże będzie opłacalne, bo nie będziemy mogli zastosować tych samych metod co w USA. Tu będziemy musieli się nauczyć nowych, a to wymaga czasu - mówi Napolitano.
Podstawową różnicą powodującą obawy o końcowy sukces jest to, że polskie złoża gazu łupkowego są położone głębiej niż te w USA czy Kanadzie. W Polsce firmy operują też na gęściej zaludnionym terenie, poprzecinanym siecią dróg, obszarami chronionej przyrody.
Napolitano podkreśla, że z tych powodów polskie złoża trzeba będzie bardzo sprawnie eksploatować. W praktyce konieczne będzie uruchamianie jednego otworu za drugim, a najlepiej wielu na raz. To wymóg technologiczny. Bo poziom wydobycia po dwóch latach eksploatacji spada o 80 proc. Zdaniem przedstawiciela Eni osiągniecie wysokiej sprawności będzie możliwe, jeżeli nie będzie w tym "przeszkadzać" lokalna administracja.
Nie jest bowiem tajemnicą, że szybkość obsługi w polskich urzędach nie zachwyca firm wydobywczych zza oceanu.
- W USA i Kanadzie to jest zupełnie co innego - mówi przedstawiciel jednej z nich. - W Polsce to jest droga przez mękę. Wszystko trwa i trwa.
Nie chodzi też jedynie o lokalne pozwolenia, opinie i uzgodnienia związane z samym wydobyciem gazu, ale też o budowę sieci, która surowiec odbierze.
- Sprawna sieć infrastrukturalna była podstawą sukcesu w USA. Tam istnieje dobrze rozgałęziony system przesyłowy - mówi Napolitano.
Przedstawiciel jednej z firm: - W Polsce jest duży problem z podstawową informacją, jaka jest dokładnie sieć gazowa na terenie województwa. Za oceanem takie informacje są w internecie.
Napolitano: - Polski gaz łupkowy może się charakteryzować niską marżą zysku z kolejnych otworów, więc duże globalne zyski można uzyskać tylko dzięki wielkiej skali wydobycia i produkcji. Dlatego będzie potrzebne działanie nie tylko firm wydobywczych.
- Jeszcze żaden wójt z własnej woli nie zgłosił się do nas po konsultacje. My wiedzę na temat wymogów, jakie firmy muszą spełnić, by zacząć wydobywać gaz, czy nawet tylko go poszukiwać, posiadamy - mówi Hanna Dzikowska, szefowa RDOŚ.
Uwaga na wodę i...
Tymczasem na terenie województwa pomorskiego poszukiwania gazu łupkowego prowadzone są najintensywniej w Polsce i koncesje przyznane firmom poszukiwawczym dotyczą obszaru 19 gmin. Zanim firma zacznie szukać, musi otrzymać m.in. decyzję środowiskową, wydawaną przez RDOŚ. Wcześniej dokumenty przechodzą przez biurka wójtów i burmistrzów. Rola gmin rośnie. Do tej pory potrzebna była opinia gminy, która nie musiała być brana pod uwagę. Teraz będą uzgodnienia, które trzeba będzie uwzględnić przy wydawaniu decyzji. Ten dokument zawiera ustalenia dotyczące np. warunków prowadzenia prac, odpadów, warunków korzystania z wody.
Szefowa RDOŚ zwraca uwagę na różne detale, które nie powinny umknąć uwadze lokalnych włodarzy, a które pojawią się we wnioskach firm poszukiwawczych czy wydobywczych związanych z decyzją bądź też innymi dokumentami.
- Są takie wnioski, w których firmy piszą, że do procesów szczelinowania [kluczowa operacja przy wydobyciu gazu łupkowego, polegająca na wtłaczaniu w złoże pod ciśnieniem wody, piasku i chemikaliów - red.] będą zużywać maksymalnie 10 metrów sześciennych wody na godzinę. Tymczasem do jednego szczelinowania potrzebne jest kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych, a będą ich dziesiątki na jednym odwiercie - ostrzega dyrektor Dzikowska
Dyrektor RDOŚ zwraca też uwagę, że firmy, by oszczędzać, chcą same kopać studnie i wcale nie będą korzystać z gminnych ujęć wody.
- Przyjrzyjmy się więc odległości między studniami. Jedna od drugiej musi być nie bliżej niż 500 metrów. Inaczej powstaje ryzyko, że w trakcie szczelinowania obniżą poziom wód gruntowych. Pamiętajmy też o obszarach Natura 2000, gdzie prac prowadzić nie wolno, ale też o tym, że prac sejsmicznych nie można prowadzić bliżej niż 100 metrów od zabytków, budynków i studni. Mieszkańcy mają też prawo do zapoznania się z przebiegiem tras prac sejsmicznych, zanim się rozpoczną - mówi szefowa RDOŚ.
Niepokoje z niewiedzy
Brak wiedzy wśród samorządowców, urzędników, wójtów to jedna z przyczyn wybuchających konfliktów wokół poszukiwań gazu łupkowego. Tak było jesienią tego roku w gminie Sulęczyno, gdzie miejscowi rolnicy i letnicy zablokowali sejsmiczne badania geologiczne prowadzone przez toruńską firmę Geofizyka za pomocą wielkich pojazdów jeżdżących po polach. Dyrektor Dzikowska przyznaje, że okazali się lepiej przygotowani do zmierzenia się z tym problemem niż miejscowa władza.
- Ludzie mieli dobrą intuicję, że samochody podjeżdżały zbyt blisko ich zabudowań. Trzeba na to zwracać uwagę, żeby nie doszło do czegoś takiego jak w Lublinie, że podjechał samochód i wytrąciły się osady żelazowe w studni. Po czymś takim woda nie nadaje się do picia - mówi szefowa RDOŚ. - Wójtowie są pierwszymi odbiorcami niezadowolenia, ale ono nie musi wystąpić, jeżeli będą dobrze przygotowani.
Problem braku wiedzy wśród lokalnych włodarzy dostrzega też Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.
- Wielu wójtów nie może sobie poradzić z problemami, z tymi konfliktami, które się już pojawiły. Ale chcemy pomóc. Na przykład żebyście lepiej mogli poznać sytuację pod względem prawnym, żeby nie popełniać tych błędów - mówił niedawno do wójtów, których zaprosił na spotkanie z przedstawicielami firm poszukujących gazu łukowego.
Marszałek i służby ochrony przyrody deklarują pomoc. Marszałek chce stworzyć portal informujący o różnych zagadnieniach związanych z poszukiwaniem i wydobyciem gazu łupkowego. Organizuje konferencje i szkolenia dla wójtów. Odbyły się już dwie. Byli na niej obecni przedstawiciele firm poszukujących, ale też urzędnik z ministerstwa.
Firmy chcą przyśpieszyć
Znajomość przepisów regulujących wydobycie gazu łupkowego ma znaczenie nie tylko ze względu na ochronę środowiska i spokój mieszkańców zamieszkujących okolice odwiertów. Jest też aspekt ekonomiczny.
Po pierwsze warto mieć wiedzę, żeby szukać korzyści z wydobycia. Chodzi o opłaty za wydobycie, korzyści podatkowe wynikające z budowy na terenie gminy rurociągów odbierających gaz.
Po drugie, sprawność gmin, samorządów i władzy lokalnej będzie miała niebagatelne wpływ na opłacalność wydobycia gazu łupkowego. Trzeba dmuchać na zimne, bo sukces w poszukiwaniach, a potem w opłacalnym wydobyciu wcale nie jest gwarantowany. Jego poszukiwacze są sceptyczni.
- Jakie są zasoby, nie wiadomo. Mamy tylko kilka otworów badawczych. Gaz w łupkach mamy. Tylko tyle możemy powiedzieć. Wciąż nie mamy pewności, czy wygramy. Może się okazać że mamy gaz łupkach, ale jego wydobywanie jest ekonomicznie nieuzasadnione - mówi Andrzej Kaczorowski z Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazowego SA, które również poszukuje gazu łupkowego na terenie województwa pomorskiego.
Wtóruje mu przedstawiciel innego koncesjonariusza, Aldo Napolitano z Eni Polska.
- Nie każde złoże będzie opłacalne, bo nie będziemy mogli zastosować tych samych metod co w USA. Tu będziemy musieli się nauczyć nowych, a to wymaga czasu - mówi Napolitano.
Podstawową różnicą powodującą obawy o końcowy sukces jest to, że polskie złoża gazu łupkowego są położone głębiej niż te w USA czy Kanadzie. W Polsce firmy operują też na gęściej zaludnionym terenie, poprzecinanym siecią dróg, obszarami chronionej przyrody.
Napolitano podkreśla, że z tych powodów polskie złoża trzeba będzie bardzo sprawnie eksploatować. W praktyce konieczne będzie uruchamianie jednego otworu za drugim, a najlepiej wielu na raz. To wymóg technologiczny. Bo poziom wydobycia po dwóch latach eksploatacji spada o 80 proc. Zdaniem przedstawiciela Eni osiągniecie wysokiej sprawności będzie możliwe, jeżeli nie będzie w tym "przeszkadzać" lokalna administracja.
Nie jest bowiem tajemnicą, że szybkość obsługi w polskich urzędach nie zachwyca firm wydobywczych zza oceanu.
- W USA i Kanadzie to jest zupełnie co innego - mówi przedstawiciel jednej z nich. - W Polsce to jest droga przez mękę. Wszystko trwa i trwa.
Nie chodzi też jedynie o lokalne pozwolenia, opinie i uzgodnienia związane z samym wydobyciem gazu, ale też o budowę sieci, która surowiec odbierze.
- Sprawna sieć infrastrukturalna była podstawą sukcesu w USA. Tam istnieje dobrze rozgałęziony system przesyłowy - mówi Napolitano.
Przedstawiciel jednej z firm: - W Polsce jest duży problem z podstawową informacją, jaka jest dokładnie sieć gazowa na terenie województwa. Za oceanem takie informacje są w internecie.
Napolitano: - Polski gaz łupkowy może się charakteryzować niską marżą zysku z kolejnych otworów, więc duże globalne zyski można uzyskać tylko dzięki wielkiej skali wydobycia i produkcji. Dlatego będzie potrzebne działanie nie tylko firm wydobywczych.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień









