ECS zleciło firmie urzędników kontrakt na 4,6 mln zł

Katarzyna Włodkowska
15.12.2011 aktualizacja: 2011-12-15 14:40
A A A Drukuj
Publiczność na koncercie 'Solidarność. Twój anioł wolność ma na imię' Fot. Renata Dšbrowska / Agencja
ECS zleciło produkcję koncertu Roberta Wilsona spółce założonej przez dwóch gdańskich urzędników. Nie było przetargu, a warty 4,6 mln zł kontrakt uzgadniano... przez telefon
GALERIA ZDJĘĆ
SONDAŻ
Jak oceniasz wyreżyserowane przez Wilsnona widowisko?

świetny koncert, tylko pogoda nie dopisała
nie byłem na koncercie, ale w telewizji nie wypadło to najlepiej
to była artystyczna klapa, szkoda, że w ten sposób wydano 10 mln zł.

Spektakl "Solidarność. Twój Anioł Wolność ma na imię" w reżyserii Roberta Wilsona odbył się 31 sierpnia 2010 r. na terenie gdańskiej stoczni. Miał być wielkim wydarzeniem, okazał się artystyczną klapą. W efekcie ze stanowiska ustąpił dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności o. Maciej Zięba, a do instytucji wkroczyła kontrola magistratu. Wykazała m.in.: (zbyt późne podjęcie części działań związanych z koncertem, (wadliwe pod względem formalnoprawnym i niewłaściwie zrealizowane niektóre umowy, (przypadki wydatkowania środków niezgodnie z przeznaczeniem.

Umowy, w których stwierdzono naruszenia, opiewają na kwotę 9,3 mln zł. - Przy organizacji przedsięwzięcia w większości przypadków ECS skorzystał z trybu zamówienia z wolnej ręki, czyli bezprzetargowego - tłumaczył w maju Marek Komorowski, dyrektor biura zamówień publicznych gdańskiego urzędu. - Tymczasem nie zachodziły takie przesłanki, należało się zastanowić nad innym trybem, np. przetargiem ograniczonym lub nieograniczonym.

Z wolnej ręki zlecono m.in. produkcję artystyczną widowiska. Magistrat skierował tę sprawę do rzecznika finansów publicznych przy Regionalnej Izbie Obrachunkowej.

Komisja Orzekająca przy RIO w Gdańsku zajęła się nią 2 grudnia. Potwierdziła, że Maciej Zięba nieumyślnie naruszył dyscyplinę finansów publicznych przy widowisku Wilsona (bo nie powiadomił na czas prezesa urzędu zamówień publicznych o zamówieniu z wolnej ręki). Ale nie wymierzyła byłemu dyrektorowi ECS kary.

- Oba czyny miały miejsce w tym samym czasie i wynikały z błędu pracownika ECS - tłumaczy przewodnicząca komisji Alina Kowalewska-Wołowska.

Na zlecenie ECS produkcją spektaklu Wilsona zajęła się firma SP Productions. "Gazeta" ustaliła, że została założona miesiąc przed obchodami przez dwóch miejskich urzędników - Przemysława Kuśmierskiego i Sławomira Michalczuka. Pierwszy odpowiada dziś w urzędzie za strefę kibica na Euro 2012, wtedy pracował też dla należącego do miasta Gdańskiego Archipelagu Kultury, gdzie organizował wydarzenia muzyczne. Drugi jest koordynatorem ds. bezpieczeństwa w Biurze ds. Sportu i Euro 2012 gdańskiego magistratu.

- Obaj założyciele SP Productions są osobami bardzo doświadczonymi w produkcji i realizacji koncertów na terenie byłej Stoczni Gdańskiej - tłumaczy Aleksandra Dulkiewicz z ECS-u. - Obaj byli zaangażowani w przygotowanie wszystkich wielkich produkcji na tym trudnym terenie, jakim jest Stocznia Gdańska, od koncertu Jean Micheala Jarre'a począwszy.

Za produkcję widowiska Wilsona spółka SP Productions otrzymała 4,6 mln zł. Jak wykazała kontrola magistratu, ECS zlecił prace bez analizy rynku, negocjacje były prowadzone przez telefon, przez co ECS "nie było w stanie stwierdzić, że oferta firmy SP Productions jest rzeczywiście najkorzystniejsza pod względem finansowym".

- My tylko realizowaliśmy kontrakt, nie odpowiadamy za działania ECS - komentuje teraz Sławomir Michalczuk.

Jedyną konsekwencją całego wydarzenia było opuszczenie przez Przemysława Kuśmierskiego Gdańskiego Archipelagu Kultury. Tak zażyczył sobie prezydent Adamowicz: jego działalność biznesowa w zakresie koncertów zazębiała się z pracą w GAK. Obecnie Kuśmierski pracuje w urzędzie na umowę zlecenie.

- To, że firma założona przez jednego urzędnika i jednego pracownika instytucji kultury dostała od ECS zamówienie bez przetargu, bez konkursu nie powinno mieć miejsca - komentuje prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. - Kierownictwo ECS zapewniało mnie jednak, że powodem było to, że nie mogli przeprowadzić długotrwałej procedury, bo dotacja Ministerstwa Kultury przyszła dopiero w ostatniej chwili. I to jest prawda. Bez pieniędzy na koncie instytucja publiczna nie ma prawa wszczynać żadnych procedur. Na to nie zezwala ustawa o finansach publicznych. Oddzielną kwestią jest szeroko rozumiany etyczny wymiar tej sprawy.

- Nie ulega wątpliwości, że gmina oraz jej pracownicy powinni unikać sytuacji, w której z jednej strony stoją na straży interesu gminy, a z drugiej swojego prywatnego - ocenia Adam Sawicki z Fundacji im. Batorego.

Jest co wspominać? Widowisko Wilsona w Stoczni Gdańskiej [zdjęcia]



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 50 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów