PGE: Żarnowiec nie jest przesądzoną lokalizacją
02.11.2011
aktualizacja: 2011-11-02 12:06
Jesteśmy wciąż przed ustaleniem tzw. krótkiej listy - informuje Marcin Ciepliński, dyrektor departamentu strategii i rozwoju PGE Energia Jądrowa.
ZOBACZ TAKŻE
- Walka o akcje PGE. Czy skarb na nich zarobił? (19-12-11, 16:00)
- PGE chce 0,5 mld odszkodowania od Alstomu (28-11-11, 17:18)
- PGE do końca listopada chce wybrać doradców przy sprzedaży Exatela (14-11-11, 14:10)
- Zysk netto PGE poniżej oczekiwań (14-11-11, 10:30)
- "PB" Świńska górka w energetyce (10-11-11, 08:17)
- Inżynier z Żarnowca: starego szkoda. Nowego nie trzeba (01-05-11, 14:00)
- Energa sprzedała grunt w Żarnowcu PGE (05-08-10, 15:34)
- Zdaniem Chrzana. "ŻARNOBYL - DUPA". Ale co dalej? (24-07-10, 08:00)
- Kulczyk chciał grunty w Żarnowcu. Ubiegła go Energa (17-03-10, 10:30)
Michał Brancewicz: Jakie na dziś jest prawdopodobieństwo, że elektrownia atomowa powstanie w Żarnowcu?
Marcin Ciepliński: Jesteśmy wciąż przed ustaleniem tzw. krótkiej listy, dlatego mogę powiedzieć tylko, że nie mamy żadnych twardych przesłanek, żeby Żarnowiec jednoznacznie wykluczyć z grona potencjalnych lokalizacji
Czy spotkanie w Gdańsku może coś sugerować?
- Nie. Następne spotkanie jest w Koszalinie, a ponieważ od dawna mówiliśmy, że północna część Polski jest dla nas naturalnym obszarem poszukiwania lokalizacji, dlatego chcemy te najbardziej prawdopodobne rejony odwiedzić. Ale podobne spotkania planowane są też w Warszawie i innych miastach.
A czy krótką listę trzech lokalizacji poznamy do końca roku, czy decyzja znowu odsunie się w czasie?
- Prace są bardzo skomplikowane, w międzyczasie pojawiły się projekty rozporządzeń wykonawczych do prawa atomowego, które musieliśmy uwzględnić. Ale biorąc pod uwagę naszą obecną wiedzę i poziom zaawansowania prac sądzę, że nie ma już zagrożenia dla tego terminu i przed końcem roku poinformujemy, w których trzech lokalizacjach chcemy rozpocząć badania.
Jakie są kluczowe kryteria, które o tym zadecydują?
- Są dwojakiego rodzaju. Pierwsze to kryteria czysto techniczne i mieszczą się w nich również zagadnienia bezpieczeństwa jądrowego. Potem nakładamy na to kryteria ekonomiczno-organizacyjne. W grupie tych pierwszych jednym z najważniejszych dla nas czynników jest dostępność wody chłodzącej, w związku z czym wybieramy takie miejsca, w których bez dramatycznej zmiany infrastruktury i krajobrazu możemy do takich wód uzyskać dostęp. To jest na pewno Wybrzeże naszego morza oraz okolice większych zbiorników wodnych. Jest to bardzo mocno przez nas eksponowane kryterium. Obecność dużego zbiornika na wypadek nadmiernego ciepła generowanego przez obiekt jest warunkiem koniecznym, widzimy to dzisiaj po Fukushimie. Jest to czynnik oceniany bardzo wnikliwie również przez dozór jądrowy. Kolejna rzecz to usytuowanie względem dużych skupisk ludności. Inne kryteria przyjmowane są w Stanach Zjednoczonych, a inne w Korei czy Japonii. Nie mamy prostego odniesienia. Jednak dzięki wykonanym pracom studialnym doszliśmy do grupy lokalizacji, które jak na polskie realia są w odpowiedniej odległości od dużych skupisk ludności. Dla każdego kraju jest to indywidualna sprawa. Po stronie organizacyjno-ekonomicznej jest łatwość dostępu do danego terenu, możliwość zastosowania odpowiednich rozwiązań technicznych i innych mogących ułatwić budowę.
Żarnowiec dobrze punktuje?
- Nie odpowiem na to pytanie.
Pytam o to, bo poparcie dla tej lokalizacji spada. Ponad połowa Pomorzan uważa, że Polska powinna zbudować elektrownię atomową, ale już tylko 26 procent chce, by powstała w naszym regionie.
- To jest tendencja ogólnoświatowa, że ludzie chcą elektrowni jądrowej, ale nie blisko miejsca gdzie mieszkają. Dopóki mówimy ogólnie, to poziom akceptacji jest raczej wysoki, a gdy dochodzimy do bliższych lokalizacji, to się zmniejsza. Dopiero rozmawiając z ludźmi o bardzo konkretnych planach można zweryfikować to przyzwolenie i zainteresowanie. Ponadto, bardzo ciężko jest dostać taką samą odpowiedź od różnych ludzi. Inaczej to oceni mieszkaniec średniej wielkości miejscowości, któremu się zaproponuje, że za jego domem "wyrośnie" elektrownia, inaczej oceni to człowiek mieszkający na terenie średnio zurbanizowanym, któremu ona "wyrośnie" na horyzoncie. I tu i tu mówimy tak naprawdę o tej samej odległości, ale perspektywa jest zupełnie inna. Jeśli ktoś się mnie zapyta czy wyobrażam sobie elektrownię koło mojego domu, a mieszkam w centrum Warszawy, to oczywiście odpowiem, że nie. I tu nie chodzi o moje obawy, ale o to, że jest to niewykonalne. Wiele osób odpowiadając "nie" ma też podobne przesłanki.
To znaczy, że przyzwolenie społeczne lub jego brak będzie miało znaczący wpływ?
- Konsultacje społeczne dla tej inwestycji są dla nas niezmiernie ważne. Wszystko co robimy zmierza do tego, by ludzie świadomie, w oparciu o własną wiedzę, a nie słuchając burzliwej debaty, decydowali o tym czy są "za" czy "nie". Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że bez uzyskania akceptacji społeczności lokalnych będziemy w stanie gdzieś wybudować elektrownię atomową. Tak jak bez akceptacji społecznej nie da się wybudować kopalni odkrywkowej czy postawić farmy wiatrowej. I nad tym trzeba pracować. Chcemy jednak docierać do ludzi nie tylko z informacją, ale i argumentami, które ich przekonają.
A czego się najbardziej boimy?
- Rok temu powiedziałbym, że najbardziej obawiamy się kolejnego Czarnobyla, jednak Fukushima pokazała, że te obawy nie były najważniejsze. Główną społeczną obawą jest niewiedza. Najbardziej mnie martwi i niepokoi, że zamiast merytorycznej debaty będziemy mieli granie na emocjach. Pan Haverkamp z Greenpeace, z którym spotkaliśmy się niedawno w Gdańsku, imponuje mi swoją wiedzą i argumentacją jaką operuje, ale wie też jakie fakty pominąć, by lepiej wypaść.
Ale tak robią obie strony.
- Nie do końca. Duża grupa energetyczna, którą tutaj reprezentuję, musi używać takich argumentów, z których nie wycofa się za klika lat, które się sprawdzą, gdy będą podejmowane finalne decyzje dotyczące budowy obiektu, który tworzy wartość dodaną dla naszego systemu energetycznego. A to oznacza, że dzisiaj nie możemy sobie pozwolić na podawanie wyłącznie pozytywnych danych, ale musimy prezentować obraz całościowy, taki jaki zaprezentujemy rządowi przed zwróceniem się o wydanie tzw. decyzji zasadniczej.
W prezentacji porównywał pan koszty wytworzenia energii ze źródeł odnawialnych i atomu. Bilans wyszedł zdecydowanie na korzyść tego drugiego, a niedawny raport Greenpeace odwraca, choć w mniejszym stopniu, te wskaźniki.
- Tamten raport zawiera szereg niedomówień i pominięć, które, gdyby je uwzględnić i dociążyć tymi elementami koszty wytwarzania energii z morskich farm wiatrowych, zmieniłyby trochę perspektywę. Na przykład my, mając świadomość potrzeby bilansowania okresowych braków energii z elektrowni wiatrowych, planujemy również rozwój elektrowni opartych o gaz. Z kolei raport Greenpeace "Morski wiatr kontra atom" zakłada, że energia wyprodukowana w elektrowni wiatrowej na pewno zostanie sprzedana, a żadne inne koszty towarzyszące się nie pojawiają. A przecież gdzieś się pojawią, ktoś będzie musiał za to zapłacić.
Rozbieżności pojawiają się także przy szacunkach kosztów budowy elektrowni atomowej.
- O cenach finalnych możemy dzisiaj mówić wyłącznie w kontekście projektów już realizowanych i tu rozrzut jest bardzo duży. Nie chcę sięgać do przykładów chińskich, ale sięganie do amerykańskich też nie jest najlepsze, gdyż tam uwzględnia się szereg kosztów, które u nas nie wystąpią. Dopiero wybudowany i funkcjonujący obiekt, z którego mamy energię wysłaną na rynek, powie nam, jaki jest naprawdę jego koszt. Nas interesuje nie tylko koszt budowy, bo jest tylko jednym z przyczynków do końcowej ceny energii. Niezależnie od tego ile zapłacimy za budowę, najważniejsze będzie to, za jaką cenę, od dnia zero do ostatniego dnia eksploatacji, będziemy z tą energią się na rynku pojawiać. Dopiero wtedy okaże się czy np. 4 mld euro za gigawat mocy to jest dużo czy mało. Dzisiaj nie zmieniamy naszego poglądu na sprawę i mówimy, że ok. 3,5 mld euro za 1000 MW jest kwotą realną. Do tego dochodzą koszty organizacji finansowania, zależne od tego, jaką część będziemy finansować ze środków zewnętrznych.
Bez względu na koszt budowy zapowiada pan, że cena energii atomowej będzie konkurencyjna
- Nie mówię, że bez względu na koszty, tylko że sam koszt budowy nie jest jedynym czynnikiem kreującym cenę energii. Przykład: jeśli zapłacimy tyle samo za budowę jednego megawata mocy w elektrowni wiatrowej lub atomowej, to musimy jeszcze wziąć pod uwagę dwa istotne parametry. Żywotność takiego obiektu: nikt nie próbuje mówić, że elektrownia wiatrowa będzie produkować prąd przez 60 lat. Jedni mówią 15, inni 20, jeszcze inni, że może 25...
...te same osoby mówią, że elektrownia atomowa 40 lat a nie 60
- Wiem, ale fakty są takie, że nawet elektrownie poprzedniej generacji będą pracować przez ponad 40 lat, a zatem 60-letni okres pracy współcześnie budowanych elektrowni jądrowych jest całkowicie realny. Żeby było jasne, w elektrowni atomowej też będzie wymagana wymiana różnych komponentów, ale najwyższe koszty, w tym koszty finansowania, pochłania budowa nowego obiektu Drugi parametr jest taki, że elektrownia atomowa będzie działała na 80-90 proc mocy przez rok, półtora z miesięczną przerwą, a elektrownia wiatrowa, jakbyśmy nie szacowali wietrzności, będzie pracowała 25, a może 40 proc. czasu. Jeśli to weźmiemy pod uwagę, obraz znacznie się zmienia.
Czy z pana perspektywy istnieje okoliczność, że nie zrealizujemy naszego planu jądrowego?
- Tak jak już wspomniałem wcześniej, dawniej powiedziałbym, że jedynie jakaś katastrofa. Dzisiaj z okoliczności nam znanych niczego takiego nie widzę. Aktywnie uczestniczymy w debatach i spotkaniach na temat energetyki atomowej. Natomiast świat jest dynamiczny. Jeśli Pańskie pytanie pojawia się w kontekście, czy gaz łupkowy może wyeliminować atom, to mówimy że energetyka jądrowa nie będzie eliminować ani węgla ani wiatru. Tak samo racjonalne, zakładam, będzie podejście do wszelkich nowych źródeł jakie się pojawią i że nie postanowimy, iż tak jak dzisiaj "stoimy" na węglu, opierać się będziemy w przyszłości wyłącznie o gaz łupkowy. Nie dlatego żebym go nie lubił, tylko dlatego, że największą naszą siłą będzie dywersyfikacja, odpowiedni miks paliwowy, z obecnością różnych źródeł dostarczających energię. To jest klucz do bezpieczeństwa i niezależności energetycznej.
Marcin Ciepliński: Jesteśmy wciąż przed ustaleniem tzw. krótkiej listy, dlatego mogę powiedzieć tylko, że nie mamy żadnych twardych przesłanek, żeby Żarnowiec jednoznacznie wykluczyć z grona potencjalnych lokalizacji
Czy spotkanie w Gdańsku może coś sugerować?
- Nie. Następne spotkanie jest w Koszalinie, a ponieważ od dawna mówiliśmy, że północna część Polski jest dla nas naturalnym obszarem poszukiwania lokalizacji, dlatego chcemy te najbardziej prawdopodobne rejony odwiedzić. Ale podobne spotkania planowane są też w Warszawie i innych miastach.
A czy krótką listę trzech lokalizacji poznamy do końca roku, czy decyzja znowu odsunie się w czasie?
- Prace są bardzo skomplikowane, w międzyczasie pojawiły się projekty rozporządzeń wykonawczych do prawa atomowego, które musieliśmy uwzględnić. Ale biorąc pod uwagę naszą obecną wiedzę i poziom zaawansowania prac sądzę, że nie ma już zagrożenia dla tego terminu i przed końcem roku poinformujemy, w których trzech lokalizacjach chcemy rozpocząć badania.
Jakie są kluczowe kryteria, które o tym zadecydują?
- Są dwojakiego rodzaju. Pierwsze to kryteria czysto techniczne i mieszczą się w nich również zagadnienia bezpieczeństwa jądrowego. Potem nakładamy na to kryteria ekonomiczno-organizacyjne. W grupie tych pierwszych jednym z najważniejszych dla nas czynników jest dostępność wody chłodzącej, w związku z czym wybieramy takie miejsca, w których bez dramatycznej zmiany infrastruktury i krajobrazu możemy do takich wód uzyskać dostęp. To jest na pewno Wybrzeże naszego morza oraz okolice większych zbiorników wodnych. Jest to bardzo mocno przez nas eksponowane kryterium. Obecność dużego zbiornika na wypadek nadmiernego ciepła generowanego przez obiekt jest warunkiem koniecznym, widzimy to dzisiaj po Fukushimie. Jest to czynnik oceniany bardzo wnikliwie również przez dozór jądrowy. Kolejna rzecz to usytuowanie względem dużych skupisk ludności. Inne kryteria przyjmowane są w Stanach Zjednoczonych, a inne w Korei czy Japonii. Nie mamy prostego odniesienia. Jednak dzięki wykonanym pracom studialnym doszliśmy do grupy lokalizacji, które jak na polskie realia są w odpowiedniej odległości od dużych skupisk ludności. Dla każdego kraju jest to indywidualna sprawa. Po stronie organizacyjno-ekonomicznej jest łatwość dostępu do danego terenu, możliwość zastosowania odpowiednich rozwiązań technicznych i innych mogących ułatwić budowę.
Żarnowiec dobrze punktuje?
- Nie odpowiem na to pytanie.
Pytam o to, bo poparcie dla tej lokalizacji spada. Ponad połowa Pomorzan uważa, że Polska powinna zbudować elektrownię atomową, ale już tylko 26 procent chce, by powstała w naszym regionie.
- To jest tendencja ogólnoświatowa, że ludzie chcą elektrowni jądrowej, ale nie blisko miejsca gdzie mieszkają. Dopóki mówimy ogólnie, to poziom akceptacji jest raczej wysoki, a gdy dochodzimy do bliższych lokalizacji, to się zmniejsza. Dopiero rozmawiając z ludźmi o bardzo konkretnych planach można zweryfikować to przyzwolenie i zainteresowanie. Ponadto, bardzo ciężko jest dostać taką samą odpowiedź od różnych ludzi. Inaczej to oceni mieszkaniec średniej wielkości miejscowości, któremu się zaproponuje, że za jego domem "wyrośnie" elektrownia, inaczej oceni to człowiek mieszkający na terenie średnio zurbanizowanym, któremu ona "wyrośnie" na horyzoncie. I tu i tu mówimy tak naprawdę o tej samej odległości, ale perspektywa jest zupełnie inna. Jeśli ktoś się mnie zapyta czy wyobrażam sobie elektrownię koło mojego domu, a mieszkam w centrum Warszawy, to oczywiście odpowiem, że nie. I tu nie chodzi o moje obawy, ale o to, że jest to niewykonalne. Wiele osób odpowiadając "nie" ma też podobne przesłanki.
To znaczy, że przyzwolenie społeczne lub jego brak będzie miało znaczący wpływ?
- Konsultacje społeczne dla tej inwestycji są dla nas niezmiernie ważne. Wszystko co robimy zmierza do tego, by ludzie świadomie, w oparciu o własną wiedzę, a nie słuchając burzliwej debaty, decydowali o tym czy są "za" czy "nie". Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że bez uzyskania akceptacji społeczności lokalnych będziemy w stanie gdzieś wybudować elektrownię atomową. Tak jak bez akceptacji społecznej nie da się wybudować kopalni odkrywkowej czy postawić farmy wiatrowej. I nad tym trzeba pracować. Chcemy jednak docierać do ludzi nie tylko z informacją, ale i argumentami, które ich przekonają.
A czego się najbardziej boimy?
- Rok temu powiedziałbym, że najbardziej obawiamy się kolejnego Czarnobyla, jednak Fukushima pokazała, że te obawy nie były najważniejsze. Główną społeczną obawą jest niewiedza. Najbardziej mnie martwi i niepokoi, że zamiast merytorycznej debaty będziemy mieli granie na emocjach. Pan Haverkamp z Greenpeace, z którym spotkaliśmy się niedawno w Gdańsku, imponuje mi swoją wiedzą i argumentacją jaką operuje, ale wie też jakie fakty pominąć, by lepiej wypaść.
Ale tak robią obie strony.
- Nie do końca. Duża grupa energetyczna, którą tutaj reprezentuję, musi używać takich argumentów, z których nie wycofa się za klika lat, które się sprawdzą, gdy będą podejmowane finalne decyzje dotyczące budowy obiektu, który tworzy wartość dodaną dla naszego systemu energetycznego. A to oznacza, że dzisiaj nie możemy sobie pozwolić na podawanie wyłącznie pozytywnych danych, ale musimy prezentować obraz całościowy, taki jaki zaprezentujemy rządowi przed zwróceniem się o wydanie tzw. decyzji zasadniczej.
W prezentacji porównywał pan koszty wytworzenia energii ze źródeł odnawialnych i atomu. Bilans wyszedł zdecydowanie na korzyść tego drugiego, a niedawny raport Greenpeace odwraca, choć w mniejszym stopniu, te wskaźniki.
- Tamten raport zawiera szereg niedomówień i pominięć, które, gdyby je uwzględnić i dociążyć tymi elementami koszty wytwarzania energii z morskich farm wiatrowych, zmieniłyby trochę perspektywę. Na przykład my, mając świadomość potrzeby bilansowania okresowych braków energii z elektrowni wiatrowych, planujemy również rozwój elektrowni opartych o gaz. Z kolei raport Greenpeace "Morski wiatr kontra atom" zakłada, że energia wyprodukowana w elektrowni wiatrowej na pewno zostanie sprzedana, a żadne inne koszty towarzyszące się nie pojawiają. A przecież gdzieś się pojawią, ktoś będzie musiał za to zapłacić.
Rozbieżności pojawiają się także przy szacunkach kosztów budowy elektrowni atomowej.
- O cenach finalnych możemy dzisiaj mówić wyłącznie w kontekście projektów już realizowanych i tu rozrzut jest bardzo duży. Nie chcę sięgać do przykładów chińskich, ale sięganie do amerykańskich też nie jest najlepsze, gdyż tam uwzględnia się szereg kosztów, które u nas nie wystąpią. Dopiero wybudowany i funkcjonujący obiekt, z którego mamy energię wysłaną na rynek, powie nam, jaki jest naprawdę jego koszt. Nas interesuje nie tylko koszt budowy, bo jest tylko jednym z przyczynków do końcowej ceny energii. Niezależnie od tego ile zapłacimy za budowę, najważniejsze będzie to, za jaką cenę, od dnia zero do ostatniego dnia eksploatacji, będziemy z tą energią się na rynku pojawiać. Dopiero wtedy okaże się czy np. 4 mld euro za gigawat mocy to jest dużo czy mało. Dzisiaj nie zmieniamy naszego poglądu na sprawę i mówimy, że ok. 3,5 mld euro za 1000 MW jest kwotą realną. Do tego dochodzą koszty organizacji finansowania, zależne od tego, jaką część będziemy finansować ze środków zewnętrznych.
Bez względu na koszt budowy zapowiada pan, że cena energii atomowej będzie konkurencyjna
- Nie mówię, że bez względu na koszty, tylko że sam koszt budowy nie jest jedynym czynnikiem kreującym cenę energii. Przykład: jeśli zapłacimy tyle samo za budowę jednego megawata mocy w elektrowni wiatrowej lub atomowej, to musimy jeszcze wziąć pod uwagę dwa istotne parametry. Żywotność takiego obiektu: nikt nie próbuje mówić, że elektrownia wiatrowa będzie produkować prąd przez 60 lat. Jedni mówią 15, inni 20, jeszcze inni, że może 25...
...te same osoby mówią, że elektrownia atomowa 40 lat a nie 60
- Wiem, ale fakty są takie, że nawet elektrownie poprzedniej generacji będą pracować przez ponad 40 lat, a zatem 60-letni okres pracy współcześnie budowanych elektrowni jądrowych jest całkowicie realny. Żeby było jasne, w elektrowni atomowej też będzie wymagana wymiana różnych komponentów, ale najwyższe koszty, w tym koszty finansowania, pochłania budowa nowego obiektu Drugi parametr jest taki, że elektrownia atomowa będzie działała na 80-90 proc mocy przez rok, półtora z miesięczną przerwą, a elektrownia wiatrowa, jakbyśmy nie szacowali wietrzności, będzie pracowała 25, a może 40 proc. czasu. Jeśli to weźmiemy pod uwagę, obraz znacznie się zmienia.
Czy z pana perspektywy istnieje okoliczność, że nie zrealizujemy naszego planu jądrowego?
- Tak jak już wspomniałem wcześniej, dawniej powiedziałbym, że jedynie jakaś katastrofa. Dzisiaj z okoliczności nam znanych niczego takiego nie widzę. Aktywnie uczestniczymy w debatach i spotkaniach na temat energetyki atomowej. Natomiast świat jest dynamiczny. Jeśli Pańskie pytanie pojawia się w kontekście, czy gaz łupkowy może wyeliminować atom, to mówimy że energetyka jądrowa nie będzie eliminować ani węgla ani wiatru. Tak samo racjonalne, zakładam, będzie podejście do wszelkich nowych źródeł jakie się pojawią i że nie postanowimy, iż tak jak dzisiaj "stoimy" na węglu, opierać się będziemy w przyszłości wyłącznie o gaz łupkowy. Nie dlatego żebym go nie lubił, tylko dlatego, że największą naszą siłą będzie dywersyfikacja, odpowiedni miks paliwowy, z obecnością różnych źródeł dostarczających energię. To jest klucz do bezpieczeństwa i niezależności energetycznej.
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
PGE: Żarnowiec nie jest przesądzoną lokalizacją
rudi46
02.11.11, 20:16
Pan Marcin Cieplinski bez przerwy mowi tylko o kosztach budowy kosztach eksploatacji i ani slowem nie wspomina co bedzie robil z odpadami bo Niemcy ktorzy juz troche w tym zakresie maja »
-
PGE: Żarnowiec nie jest przesądzoną lokalizacją
adamowski1
02.11.11, 22:03
Bez jaj,już dawno mieli byśmy energię atomową,tylko jakaś tam opcja dała ciała.Biorąc pod uwagę szacunki naszych zasobów gazu "łupkowego" moglibyśmy z powodzeniem wykorzystać je do produkcji»
Najczęściej czytane24 htydzień






