Gdybyś była kamieniem
22.10.2011
aktualizacja: 2011-10-21 13:44
- Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Happyendy zostawiamy widzom "M. jak miłość" - opowiadają o swoim spektaklu aktorki amatorskiego Teatru Błękitna Sukienka z Wrzeszcza.
Nie było łatwo się tu dostać. Fasadę synagogi przy ulicy Partyzantów we Wrzeszczu przykrywa szczelnie ochronna płachta. Trwa remont elewacji. To trochę tak, jakby sam budynek chciał ukryć tajemnice spotykających się tu kobiet. Rita Jankowska, reżyser i dyrektor artystyczny Teatru Błękitna Sukienka, macha ręką spod materiału i wskazuje wejście. Prowadzi szybko po schodach na piętro. Wszędzie cicho, chłodno, tylko z sali prób dochodzą damskie głosy. Siadamy na krzesłach w kręgu. Za chwilę, na próbie, zabrzmią słowa: "Marysia jest rzeką. Życiodajną czerwoną rzeką. Marysia wstydzi się rzeki".
Marysia jest bohaterką tego spektaklu. Nie jest postacią określoną, jest symbolem, everymanem, a raczej "everywomanką" - każdą z nas. Rita na warszawskim Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego studiowała teologię, a na co dzień pracuje jako pedagog w gdańskim gimnazjum. Mówi, że teatr zwrócił jej wolność: - Zaprosiłam dziewczyny do przestrzeni, która jest moja od bardzo wielu lat. Zaczęły od zera i myślę, że się odnalazły. Fajnie jest coś robić razem.
Początek
W lutym na ulicach Wrzeszcza pojawił się błękitny plakat. Podpisana pod tekstem Rita Jankowska budziła uśpione pragnienia: "Dusza kobiety potrzebuje doświadczać, mierzyć się z czymś scalać i nazywać. Umiera, gdy nie znajduje inspiracji". Czarowała: "Wyobrażam sobie, że takie przyjdziecie: szczęśliwe, niezadowolone, bierne albo wściekłe. Wyobrażam też sobie, że przyjdziecie z głębokim pragnieniem mówienia o ważnych dla was sprawach językiem sztuki, językiem teatru". Kusiła: "Praca aktorki nad sobą to jedno z najskuteczniejszych narzędzi do przemiany siebie, ale także do zrozumienia innych".
Beata natknęła się na błękitny plakat wracając z pracy. Ma 45 lat i 24-letnią córkę. Jest szefową kancelarii prawnej. Przeczytała na nim, że zajęcia nie wymagają zdolności aktorskich, tylko systematycznego udziału i zaangażowania. Przyszła.
- W pewnym wieku kobiety zaczynają szukać siebie. Chcą spotykać się poza pracą, poza rodziną. Te tęsknoty Rita wyciągnęła z nas na zewnątrz - mówi Beata.
Marianka, psycholog, zdecydowała się spróbować, bo zatęskniła za kobietami: - Za byciem w grupie, która wspólnie szyje patchwork... dla przyszłych, może... pokoleń?
Śmieją się wszystkie, ale to bycie we wspólnocie, razem w działaniu, chęć doświadczenia kobiecego wsparcia pojawia się w rozmowie raz po raz. Justyna, inżynier, jest najmłodsza. Ma 37 lat i zaokrąglony brzuch wskazujący na wysoką ciążę. Obserwowała dzieci, które pracowały z Ritą: - Zobaczyłam, jak one odblokowały swój potencjał, i pozazdrościłam im. Pomyślałam, że też tego potrzebuję. Pewnych rzeczy nie wystarczy przemyśleć, przeanalizować na poziomie rozumu. Ważna jest praca z ciałem i wspólne działanie, jakieś osiągnięcia. Na pierwszych zajęciach w marcu 14 kobiet: nauczycielki, lingwistki, malarka, tłumaczka, psycholog, historyk, inżynier, szefowa kancelarii prawnej musiały odpowiadać na pytania: gdybyś była kamieniem, to jakim? Gdybyś był wodą, kolorem, zapachem, słowem, wierszem - to jakim? Wierszem - o czym? Dramowe zabawy nie sprawiały im trudności. Świetnie się bawiły. Problem pojawił się, gdy padło polecenie: powiedz coś głupiego.
- To była masakra - wspomina Beata. - Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Straszne. Nie do przejścia za pierwszym razem. Potem zaczęłyśmy się rozkręcać.
- Zabawy dramowe były konieczne, by się poznać, polubić, dobrze ze sobą poczuć i zaufać sobie, bo to podstawa pracy teatralnej - tłumaczy Rita.
Część zrezygnowała w trakcie prób, część przy podziale ról do spektaklu. Zostało ich dziewięć.
Spektakl
Rita włącza magnetofon. Skrzypcowa, śpiewna fraza powtarza się raz po raz. Marianka wygłasza kwestię, przekrzykując muzykę:
"Ja jestem zła matka z [ulicy] De Gaulle'a. Ta, co drze mordę na swoją śliczną Kiki. Kiki jest bezbronna i śpi z aniołami. Ale ja drę na nią mordę (...)".
Beata mówi:
"Ja jestem kobieta z Wajdeloty. Ta która stoi, bo nie ma perspektywy, bo nie ma wyboru. Bo nie może kupić kolorowej gazety, żeby jej podpowiedziała perspektywę (...)".
Prace nad spektaklem trwają od września. Scenariusz napisała Rita.
- Zaczęłyśmy improwizacje z założeniem, że one wyłonią tematy - wyjaśnia autorka. - Narzucałam je potem warsztatowo. Tak kształtował się tekst, podczas wspólnej pracy. Odnajdziemy w nim każdą z nich, odblask ich osobowości.
Sztuka nie ma głównej bohaterki. Podczas godzinnego spektaklu zobaczymy kilkanaście scenek, w których aktorki kreują wciąż inne role. Przedstawiają sytuacje, które mogły przydarzyć się każdej nas. I problemy, które dotykają każdej z nas. Każdej Marysi na świecie.
W tym teatrze nie ma też gwiazdy. Wszystkie są równe sobie. Nie rywalizują. - Chyba nam o tym właśnie powstał spektakl - zastanawia się Rita. - O rywalizacji kobiet. Gdzie nie pójdziemy, w pracy, na mieście - ujadamy, szczekamy na siebie. Marianka to właśnie powiedziała ostatnio: pomimo całego feminizmu nie jest dobrze. Wymyśliłyśmy sobie feminizm, a tak naprawdę nie przyjaźnimy się ze sobą. Dlatego idę do domu z wielką satysfakcją po tych warsztatach, bo wiem, że nam się udało.
Marysia jest bohaterką tego spektaklu. Nie jest postacią określoną, jest symbolem, everymanem, a raczej "everywomanką" - każdą z nas. Rita na warszawskim Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego studiowała teologię, a na co dzień pracuje jako pedagog w gdańskim gimnazjum. Mówi, że teatr zwrócił jej wolność: - Zaprosiłam dziewczyny do przestrzeni, która jest moja od bardzo wielu lat. Zaczęły od zera i myślę, że się odnalazły. Fajnie jest coś robić razem.
Początek
W lutym na ulicach Wrzeszcza pojawił się błękitny plakat. Podpisana pod tekstem Rita Jankowska budziła uśpione pragnienia: "Dusza kobiety potrzebuje doświadczać, mierzyć się z czymś scalać i nazywać. Umiera, gdy nie znajduje inspiracji". Czarowała: "Wyobrażam sobie, że takie przyjdziecie: szczęśliwe, niezadowolone, bierne albo wściekłe. Wyobrażam też sobie, że przyjdziecie z głębokim pragnieniem mówienia o ważnych dla was sprawach językiem sztuki, językiem teatru". Kusiła: "Praca aktorki nad sobą to jedno z najskuteczniejszych narzędzi do przemiany siebie, ale także do zrozumienia innych".
Beata natknęła się na błękitny plakat wracając z pracy. Ma 45 lat i 24-letnią córkę. Jest szefową kancelarii prawnej. Przeczytała na nim, że zajęcia nie wymagają zdolności aktorskich, tylko systematycznego udziału i zaangażowania. Przyszła.
- W pewnym wieku kobiety zaczynają szukać siebie. Chcą spotykać się poza pracą, poza rodziną. Te tęsknoty Rita wyciągnęła z nas na zewnątrz - mówi Beata.
Marianka, psycholog, zdecydowała się spróbować, bo zatęskniła za kobietami: - Za byciem w grupie, która wspólnie szyje patchwork... dla przyszłych, może... pokoleń?
Śmieją się wszystkie, ale to bycie we wspólnocie, razem w działaniu, chęć doświadczenia kobiecego wsparcia pojawia się w rozmowie raz po raz. Justyna, inżynier, jest najmłodsza. Ma 37 lat i zaokrąglony brzuch wskazujący na wysoką ciążę. Obserwowała dzieci, które pracowały z Ritą: - Zobaczyłam, jak one odblokowały swój potencjał, i pozazdrościłam im. Pomyślałam, że też tego potrzebuję. Pewnych rzeczy nie wystarczy przemyśleć, przeanalizować na poziomie rozumu. Ważna jest praca z ciałem i wspólne działanie, jakieś osiągnięcia. Na pierwszych zajęciach w marcu 14 kobiet: nauczycielki, lingwistki, malarka, tłumaczka, psycholog, historyk, inżynier, szefowa kancelarii prawnej musiały odpowiadać na pytania: gdybyś była kamieniem, to jakim? Gdybyś był wodą, kolorem, zapachem, słowem, wierszem - to jakim? Wierszem - o czym? Dramowe zabawy nie sprawiały im trudności. Świetnie się bawiły. Problem pojawił się, gdy padło polecenie: powiedz coś głupiego.
- To była masakra - wspomina Beata. - Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Straszne. Nie do przejścia za pierwszym razem. Potem zaczęłyśmy się rozkręcać.
- Zabawy dramowe były konieczne, by się poznać, polubić, dobrze ze sobą poczuć i zaufać sobie, bo to podstawa pracy teatralnej - tłumaczy Rita.
Część zrezygnowała w trakcie prób, część przy podziale ról do spektaklu. Zostało ich dziewięć.
Spektakl
Rita włącza magnetofon. Skrzypcowa, śpiewna fraza powtarza się raz po raz. Marianka wygłasza kwestię, przekrzykując muzykę:
"Ja jestem zła matka z [ulicy] De Gaulle'a. Ta, co drze mordę na swoją śliczną Kiki. Kiki jest bezbronna i śpi z aniołami. Ale ja drę na nią mordę (...)".
Beata mówi:
"Ja jestem kobieta z Wajdeloty. Ta która stoi, bo nie ma perspektywy, bo nie ma wyboru. Bo nie może kupić kolorowej gazety, żeby jej podpowiedziała perspektywę (...)".
Prace nad spektaklem trwają od września. Scenariusz napisała Rita.
- Zaczęłyśmy improwizacje z założeniem, że one wyłonią tematy - wyjaśnia autorka. - Narzucałam je potem warsztatowo. Tak kształtował się tekst, podczas wspólnej pracy. Odnajdziemy w nim każdą z nich, odblask ich osobowości.
Sztuka nie ma głównej bohaterki. Podczas godzinnego spektaklu zobaczymy kilkanaście scenek, w których aktorki kreują wciąż inne role. Przedstawiają sytuacje, które mogły przydarzyć się każdej nas. I problemy, które dotykają każdej z nas. Każdej Marysi na świecie.
W tym teatrze nie ma też gwiazdy. Wszystkie są równe sobie. Nie rywalizują. - Chyba nam o tym właśnie powstał spektakl - zastanawia się Rita. - O rywalizacji kobiet. Gdzie nie pójdziemy, w pracy, na mieście - ujadamy, szczekamy na siebie. Marianka to właśnie powiedziała ostatnio: pomimo całego feminizmu nie jest dobrze. Wymyśliłyśmy sobie feminizm, a tak naprawdę nie przyjaźnimy się ze sobą. Dlatego idę do domu z wielką satysfakcją po tych warsztatach, bo wiem, że nam się udało.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ale luksus. Zobacz do kogo należą loże w ...
- Gdzie jest Iwona Kitowska? Nagłe ...
- Trochę deszczu i na dworzec nie da się wejść
- Trójmiasto lubi TIR-y. Nadal będą jeździć ...
- Trakt Św. Wojciecha do remontu. 2,5 km za ...
- Gdzie jesteś, Iwono? Historia najbardziej ...
- Zaginiona Iwona Kitowska: Nawet jasnowidz ...






