Stracił prywatne jezioro, bo... zadarł z letnikami
17.10.2011
aktualizacja: 2011-10-16 19:03
Temida
Z letnikami trzeba dobrze żyć. Przekonał się o tym właściciel, który po 11 latach stracił prywatne jezioro. Do tego ma znikome szanse na odszkodowanie
SONDAŻ
Jezioro Stacinko przy Mściszewicach na Kaszubach jest popularne wśród letników. Swoje domki mają tu głównie mieszkańcy Trójmiasta. Jezioro w 1989 r. zostało sprzedane przez naczelnika gminy Sulęczyno prywatnym właścicielom. Zgodnie z prawem można sprzedać jezioro prywatnej osobie, jeśli nie jest ono przepływowe. Powołany biegły stwierdził, że Stacinko to "woda stojąca" i można je sprzedać. Do 2000 r. letnicy żyli w zgodzie z właścicielem. Ich kąpiele i jego odłowy ryb nie wchodziły sobie w paradę.
Ale wtedy jezioro odkupił Stanisław Kołata. - O tym, że jezioro jest prywatne i można je kupić, przekonywała księga wieczysta, akt notarialny i jeszcze jeden biegły - mówi Kołata.
Nowy właściciel, nowe porządki. I szybko doszło do konfliktów z letnikami. Zabronił im kąpieli, dochodziło do kłótni, a nawet rękoczynów. Po kolejnej awanturze za pobicie sąd skazał Kołatę na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu.
Kołata uważa, że letnicy niszczyli mu sieci. Letnicy z kolei uważali, że Kołata zasypał kanały łączce Stacinko z innymi jeziorami, by sztucznie doprowadzić do tego, że nie jest przepływowe. Ich zdaniem jeziora zarastały i szkodziło to ekosystemowi. Zainteresowali tym media, starostwo w Kartuzach i powołali Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Jeziora Stacinko. W 2007 r. w imieniu skarbu państwa sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.
- Uznaliśmy, że Stacinko sprzedano osobie prywatnej niezgodnie z prawem. Oparliśmy się na opiniach dwóch biegłych, którzy podważyli poprzednie opinie. Biegli stwierdzili, że to jezioro jest przepływowe, co zgodnie z prawem wodnym oznacza, że nie można go było sprzedać i jest własnością skarbu państwa - mówi prokurator Jacek Pilch.
Sprawa toczyła się cztery lata. Okazało się, że ten sam biegły, który wydał opinię, że Stacinko to "woda stojąca", dwa lata wcześniej potwierdził swoja opinią płynność wód jeziora. A nowi biegli nie mieli wątpliwości, że jezioro Stacinko jest przepływowe. 5 października sąd w Kartuzach wydał wyrok odbierający Stanisławowi Kołacie jezioro na rzecz skarbu państwa.
Kołata jest wstrząśnięty: - Kupiłem to jezioro zgodnie z prawem. Jedni biegli mówią, że można je kupić, a drudzy teraz, że nie. Ktoś z nich powinien trafić do więzienia. Stworzono układ: sędzia, prokurator i biegli, by wydać taki wyrok.
Wyrok nie jest prawomocny. Kołata zapowiada, że będzie walczył o jezioro nawet w Strasburgu. A jest o co. Prokuratura jezioro wyceniła na 100 tys. zł, ale Kołata twierdzi, że może stracić nawet 5-6 mln zł, bo nie może odławiać ryb, do tego kupił tereny wokół jeziora, las i wstrzymał budowę rybaczówki.
Nawet jeśli przesadza, to mimo że konstytucja gwarantuje każdemu prawo do słusznego odszkodowania za wywłaszczone nieruchomości, Kołaty to nie dotyczy. Nie dostanie nawet tego, co zapłacił w 2000 r. za jezioro.
- Prawo wodne nie zawiera podstawy do określenia odszkodowania w trybie administracyjnym. Muszą dochodzić odszkodowania w odrębnym procesie cywilnym - twierdzi prokurator Pilch.
Zdaniem mecenasa Romana Nowosielskiego prawo wodne jest niezgodne z Konstytucją RP.
- Ten pan ma prawo do odszkodowania za jezioro. Musi niestety rozpocząć długą batalię przed sądami administracyjnymi, a ewentualny niekorzystny wyrok powinien zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Bo nasze prawo wodne jest ewidentnie sprzeczne z konstytucją, która każdemu gwarantuje prawo słusznego odszkodowania za wywłaszczoną nieruchomość. Taką batalię robiliśmy w sprawie jezior odebranych w latach 80. i 90., ale przegraliśmy z powodu przedawnienia po 10 latach. To nowa sprawa, może być precedens - mówi mecenas Nowosielski.
- Nie chcę odszkodowania, chcę jezioro, które kupiłem - mówi Kołata.
Ale wtedy jezioro odkupił Stanisław Kołata. - O tym, że jezioro jest prywatne i można je kupić, przekonywała księga wieczysta, akt notarialny i jeszcze jeden biegły - mówi Kołata.
Nowy właściciel, nowe porządki. I szybko doszło do konfliktów z letnikami. Zabronił im kąpieli, dochodziło do kłótni, a nawet rękoczynów. Po kolejnej awanturze za pobicie sąd skazał Kołatę na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu.
Kołata uważa, że letnicy niszczyli mu sieci. Letnicy z kolei uważali, że Kołata zasypał kanały łączce Stacinko z innymi jeziorami, by sztucznie doprowadzić do tego, że nie jest przepływowe. Ich zdaniem jeziora zarastały i szkodziło to ekosystemowi. Zainteresowali tym media, starostwo w Kartuzach i powołali Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Jeziora Stacinko. W 2007 r. w imieniu skarbu państwa sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.
- Uznaliśmy, że Stacinko sprzedano osobie prywatnej niezgodnie z prawem. Oparliśmy się na opiniach dwóch biegłych, którzy podważyli poprzednie opinie. Biegli stwierdzili, że to jezioro jest przepływowe, co zgodnie z prawem wodnym oznacza, że nie można go było sprzedać i jest własnością skarbu państwa - mówi prokurator Jacek Pilch.
Sprawa toczyła się cztery lata. Okazało się, że ten sam biegły, który wydał opinię, że Stacinko to "woda stojąca", dwa lata wcześniej potwierdził swoja opinią płynność wód jeziora. A nowi biegli nie mieli wątpliwości, że jezioro Stacinko jest przepływowe. 5 października sąd w Kartuzach wydał wyrok odbierający Stanisławowi Kołacie jezioro na rzecz skarbu państwa.
Kołata jest wstrząśnięty: - Kupiłem to jezioro zgodnie z prawem. Jedni biegli mówią, że można je kupić, a drudzy teraz, że nie. Ktoś z nich powinien trafić do więzienia. Stworzono układ: sędzia, prokurator i biegli, by wydać taki wyrok.
Wyrok nie jest prawomocny. Kołata zapowiada, że będzie walczył o jezioro nawet w Strasburgu. A jest o co. Prokuratura jezioro wyceniła na 100 tys. zł, ale Kołata twierdzi, że może stracić nawet 5-6 mln zł, bo nie może odławiać ryb, do tego kupił tereny wokół jeziora, las i wstrzymał budowę rybaczówki.
Nawet jeśli przesadza, to mimo że konstytucja gwarantuje każdemu prawo do słusznego odszkodowania za wywłaszczone nieruchomości, Kołaty to nie dotyczy. Nie dostanie nawet tego, co zapłacił w 2000 r. za jezioro.
- Prawo wodne nie zawiera podstawy do określenia odszkodowania w trybie administracyjnym. Muszą dochodzić odszkodowania w odrębnym procesie cywilnym - twierdzi prokurator Pilch.
Zdaniem mecenasa Romana Nowosielskiego prawo wodne jest niezgodne z Konstytucją RP.
- Ten pan ma prawo do odszkodowania za jezioro. Musi niestety rozpocząć długą batalię przed sądami administracyjnymi, a ewentualny niekorzystny wyrok powinien zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Bo nasze prawo wodne jest ewidentnie sprzeczne z konstytucją, która każdemu gwarantuje prawo słusznego odszkodowania za wywłaszczoną nieruchomość. Taką batalię robiliśmy w sprawie jezior odebranych w latach 80. i 90., ale przegraliśmy z powodu przedawnienia po 10 latach. To nowa sprawa, może być precedens - mówi mecenas Nowosielski.
- Nie chcę odszkodowania, chcę jezioro, które kupiłem - mówi Kołata.
- 88 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
24 głosy
-
czy zdechla kura moze znosic zlote jaja?
jottsp
17.10.11, 09:43
jak ktos kupil zdechla kure to nie moze oczekiwac ze bedzie znosic zlote jajka - gosc kupil jezioro (a wiec zbiornik przeplywowy) ; z posesjami na okolo ( wiec wiedzial ze sa inni »
-
Stracił prywatne jezioro, bo... zadarł z letnikami
8macek
17.10.11, 11:02
a ja tam cwaniaczka nie żałuję.chytry traci dwa razy.i bardzo dobrze.»
-
Stracił prywatne jezioro, bo... zadarł z letnikami
legrange
17.10.11, 11:38
Czy "o take polske chodziło", aby byle dupek mógł kupić sobie jezioro dla siebie? Ile to qrwa tych jezior jest w Polsce? To nie kartofle, aby sobie móc kupić. Lasy, jeziora, góry itp są »
Najczęściej czytane24 htydzień




