Felieton Andrzeja Januszajtisa: Dlaczego to takie ładne?
31.07.2010
aktualizacja: 2010-07-30 12:19
Stoję przed wschodnią ścianą kościoła św. Katarzyny, wchłaniam oczami niezwykłe piękno rozbudowanych szczytów i zastanawiam się nad jego istotą. Odczuwa je każdy, kto ma w sercu choć trochę wrażliwości, ale niełatwo wyjaśnić, na czym ono polega. Dlaczego to takie ładne?
ZOBACZ TAKŻE
- Gdzie okiem sięgnąć, jarmark. Tłumy w Gdańsku [zdjęcia] (01-08-10, 15:14)
RAPORTY
SERWISY
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to różnorodność. Mimo wspólnego materiału i stylu każdy z trzech szczytów jest inny. Najprostsze formy reprezentuje szczyt południowy. Wąskie filary przyścienne dzielą go na pionowe pasy. Filary wystają poza górne krawędzie, tworząc tzw. sterczyny. Prostota jest jednak pozorna: sterczyny są profilowane, a pola między nimi dodatkowo podzielone poprzecznymi wstawkami z motywem czterolistnej koniczynki, łączącymi się optycznie w przecinające szczyt poziome fryzy. Z nasadzonych na sterczynach piramidek wyrastały niegdyś glazurowane kwiatony, z których przetrwał jeden. Dodatkową ozdobą są koliste przeźrocza, zdradzające pokrewieństwo z osłabiającymi napór wiatru ażurami szczytów kościoła św. Mikołaja.
Najbogatsze kształty ma szczyt środkowy. Sterczyny rozrosły się tutaj w wieżyczki - dwie masywne po bokach i nadwieszoną środkową. Delikatne laskowania dzielą szczyt na pola, urozmaicone wnękami, zasklepionym podwójnymi łukami. Górne łuki, to tzw. ośle grzbiety, charakterystyczne dla późnego gotyku. Szczyt przekreślają dwa wyraziste gzymsy. Ze ściany poniżej wystają ukośne przypory - ślad dawnego trójbocznego zamknięcia ukończonego w 1432 r. prezbiterium, wówczas jednonawowego.
W szczycie północnym pojawiają się zapowiedzi renesansu - mniej strzeliste proporcje, półkoliste zamknięcia dwójłucznych wnęk, ślepe przezrocza pod górnymi ostrołukami i mocne zaakcentowanie poziomów gzymsami. Uderza asymetria, wynikła z poszerzenia szczytu na prawo dla objęcia rozbudowanej w tym kierunku zakrystii i narożnej kaplicy św. Jerzego. Błąd murarza, czy zmiana planu w trakcie budowy?
Daty postawienia szczytów nie zanotowano - chcąc ją znaleźć musimy się oprzeć na analogiach formalnych. Pierwszy szczyt jest podobny do wzniesionych w latach 1440-1447 szczytów kościoła Mariackiego, ale to niewiele daje, bo prezbiterium kościoła św. Katarzyny powiększono do trzech naw jakieś 20 lat później, a na szczyty trzeba było czekać do końca stulecia. Środkowy jest kompozycyjnie bardzo zbliżony do tego na prezbiterium kościoła św. Trójcy, północny - do szczytu kościoła św. Józefa, w którego fasadzie występuje poza tym fryz terakotowy, taki jak na naszym szczycie południowym. Oba są dobrze datowane: pierwszy powstał w roku 1495, drugi o rok później. Użycie "oślego grzbietu" wskazywałoby na Michała Enkingera, który wykorzystał go przy podwyższaniu Wieży Więziennej w latach 1506-1507, w powstałej przed 1504 r. siedzibie faktorii gdańskiej w Kownie (tzw. Dom Perkuna) i kościele bernardynów w Wilnie, a najpiękniej (o ile przypisywanie mu autorstwa jest słuszne) w tamtejszym kościele św. Anny (ok. 1500 r.) i zachodnich szczytach gdańskiego kościoła św. Trójcy (1514). Szczyty kościoła św. Katarzyny mistrz Michał wybudował raczej przed wyjazdem na Litwę, najprawdopodobniej w roku 1497. Dodatkowym argumentem jest fakt, że jest to jedyny rok nieobjęty zakończoną na roku 1496 szczegółowo informującą kroniką Weinreicha, ani rozpoczynającymi się w roku 1498 zapiskami Kamlarii (Kasy Miejskiej), w której tak poważne prace powinny być uwzględnione.
Dodatkowa informacja pochodzi z 2 lutego 1515 r.: wichura zwaliła "3 ołowiane (tzn. kryte ołowiem) wieżyczki w stronę Szarych Mniszek (Brygidek)." Wiadomość dotyczy szczytu środkowego. Jeżeli szkody były poważne, to jego dzisiejsza postać pochodzi z odbudowy po tej dacie.
Podsumujmy: W zachwycających bogactwem kształtów szczytach kościoła św. Katarzyny odbija się radosna fantazja twórców i pasjonująca historia. Wszystkie trzy przetrwały pożar kościoła w 1945 r. Szczyt południowy runął 5 lat później podczas wichury, po czym go dokładnie odbudowano. Kilka lat temu uzupełniono także ubytki szczytu północnego. Brakuje jeszcze kwiatonów na części sterczyn. Warto byłoby również odbudować kaplicę grobową kramarzy z 1659 r., z której zachowały się fragmenty barokowej kamieniarki, resztka pamiątkowego kartusza i oraz ślad dachu pod oknem południowej nawy.
Gdy patrzę na te wyczarowane w cegle cuda architektury, cieszę się, że nie zastąpiono ich tak dziś modnymi "rekompozycjami w formach współczesnych". A Państwo?
Najbogatsze kształty ma szczyt środkowy. Sterczyny rozrosły się tutaj w wieżyczki - dwie masywne po bokach i nadwieszoną środkową. Delikatne laskowania dzielą szczyt na pola, urozmaicone wnękami, zasklepionym podwójnymi łukami. Górne łuki, to tzw. ośle grzbiety, charakterystyczne dla późnego gotyku. Szczyt przekreślają dwa wyraziste gzymsy. Ze ściany poniżej wystają ukośne przypory - ślad dawnego trójbocznego zamknięcia ukończonego w 1432 r. prezbiterium, wówczas jednonawowego.
W szczycie północnym pojawiają się zapowiedzi renesansu - mniej strzeliste proporcje, półkoliste zamknięcia dwójłucznych wnęk, ślepe przezrocza pod górnymi ostrołukami i mocne zaakcentowanie poziomów gzymsami. Uderza asymetria, wynikła z poszerzenia szczytu na prawo dla objęcia rozbudowanej w tym kierunku zakrystii i narożnej kaplicy św. Jerzego. Błąd murarza, czy zmiana planu w trakcie budowy?
Daty postawienia szczytów nie zanotowano - chcąc ją znaleźć musimy się oprzeć na analogiach formalnych. Pierwszy szczyt jest podobny do wzniesionych w latach 1440-1447 szczytów kościoła Mariackiego, ale to niewiele daje, bo prezbiterium kościoła św. Katarzyny powiększono do trzech naw jakieś 20 lat później, a na szczyty trzeba było czekać do końca stulecia. Środkowy jest kompozycyjnie bardzo zbliżony do tego na prezbiterium kościoła św. Trójcy, północny - do szczytu kościoła św. Józefa, w którego fasadzie występuje poza tym fryz terakotowy, taki jak na naszym szczycie południowym. Oba są dobrze datowane: pierwszy powstał w roku 1495, drugi o rok później. Użycie "oślego grzbietu" wskazywałoby na Michała Enkingera, który wykorzystał go przy podwyższaniu Wieży Więziennej w latach 1506-1507, w powstałej przed 1504 r. siedzibie faktorii gdańskiej w Kownie (tzw. Dom Perkuna) i kościele bernardynów w Wilnie, a najpiękniej (o ile przypisywanie mu autorstwa jest słuszne) w tamtejszym kościele św. Anny (ok. 1500 r.) i zachodnich szczytach gdańskiego kościoła św. Trójcy (1514). Szczyty kościoła św. Katarzyny mistrz Michał wybudował raczej przed wyjazdem na Litwę, najprawdopodobniej w roku 1497. Dodatkowym argumentem jest fakt, że jest to jedyny rok nieobjęty zakończoną na roku 1496 szczegółowo informującą kroniką Weinreicha, ani rozpoczynającymi się w roku 1498 zapiskami Kamlarii (Kasy Miejskiej), w której tak poważne prace powinny być uwzględnione.
Dodatkowa informacja pochodzi z 2 lutego 1515 r.: wichura zwaliła "3 ołowiane (tzn. kryte ołowiem) wieżyczki w stronę Szarych Mniszek (Brygidek)." Wiadomość dotyczy szczytu środkowego. Jeżeli szkody były poważne, to jego dzisiejsza postać pochodzi z odbudowy po tej dacie.
Podsumujmy: W zachwycających bogactwem kształtów szczytach kościoła św. Katarzyny odbija się radosna fantazja twórców i pasjonująca historia. Wszystkie trzy przetrwały pożar kościoła w 1945 r. Szczyt południowy runął 5 lat później podczas wichury, po czym go dokładnie odbudowano. Kilka lat temu uzupełniono także ubytki szczytu północnego. Brakuje jeszcze kwiatonów na części sterczyn. Warto byłoby również odbudować kaplicę grobową kramarzy z 1659 r., z której zachowały się fragmenty barokowej kamieniarki, resztka pamiątkowego kartusza i oraz ślad dachu pod oknem południowej nawy.
Gdy patrzę na te wyczarowane w cegle cuda architektury, cieszę się, że nie zastąpiono ich tak dziś modnymi "rekompozycjami w formach współczesnych". A Państwo?
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




