Piękny Bałtyk, czyli... Gdzie podziały się sinice?

Alicja Katarzyńska
24.07.2010 aktualizacja: 2010-07-22 19:34
A A A Drukuj
fot. Dominik Sadowski / AG
Co roku o tej porze martwiliśmy się zakwitem toksycznych sinic w wodach Bałtyku. W tym od tygodni warunki są dla sinic idealne i...nic
ZOBACZ TAKŻE
- Znam najświeższe wyniki badań wód w pomorskich kąpieliskach - mówi Andrzej Jagodziński, wicedyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanepidu w Gdańsku. - Dzięki Bogu jest czysto, sinic nie ma. W tym sezonie mieliśmy tylko dwa zakwity sinic na wodach śródlądowych, w jeziorach w powiecie wejherowskim i kwidzyńskim. Jest upał, warunki niby sprzyjające do ich rozmnażania, ale jakoś sinice nie dotarły na nasze plaże. Cieszmy się, póki ich nie ma.

Gdańsk Brzeźno 2010 - sezon bez sinic?

- To jest zwykły glon, nie sinica, choć ma intensywny zielony kolor - mówi Elwira z Chorzowa, emerytka która przyjechała nad morze z wnukami. Codziennie jest na plaży w Brzeźnie i uważnie obserwuje wodę, bo jeden z wnuków ma alergię.

- Zna się pani na sinicach?

- Jestem nad Bałtykiem co sezon od kilku lat, mam rodzinę w Gdańsku. Dlatego siłą rzeczy musiałam się zapoznać z sinicami. Rok temu, dwa lata, pięć lat - w lipcu przez kilkanaście dni mogliśmy tylko patrzeć na zupę szczawiową, w którą zamieniła się woda na plaży. Wtedy sobie o nich poczytałam i wiem, że to coroczna plaga Bałtyku. Jesteśmy już drugi tydzień, z niepokojem wypatrywałam sinic, a tu nic. Pięknie. W piątek wyjeżdżam i to będą moje pierwsze wakacje bez sinic.

Czego dowiedziała się pani Elwira o sinicach?

To prymitywne organizmy na pograniczu bakterii i roślin, jedno - lub wielokomórkowe, żyją pojedynczo albo w nitkowatych koloniach. Mają zdolność wiązania azotu atmosferycznego, potrafią obyć się bez tlenu. Zawierają chlorofil i inne barwniki, dzięki którym mają charakterystyczny fosforyzującozielony kolor. Lubią to, co plażowicze: wysokie temperatury (ponad 20 st. C) i spokojną, bezwietrzną pogodę. Oprócz wysokiej temperatury lubią też światło i fosfor. Tego ostatniego mają pod dostatkiem w zanieczyszczonych wodach Bałtyku.

Podczas upałów sinice zaczynają się gwałtownie mnożyć. Na powierzchni morza pojawia się wtedy zielona plama przypominająca zupę szczawiową albo rozlaną farbę olejną. Gdy wiatr zepchnie "ławicę" sinic w stronę lądu, przy brzegu powstaje wtedy kożuch lub zielona piana. Ale to nie względy estetyczne powodują, że Sanepid zamyka kąpieliska, kiedy zamieniają się w zupę szczawiową. Sinice wytwarzają mikrocystyny i nodularynę - jedne z najsilniejszych toksyn występujących w naturze. Mogą podrażnić układ oddechowy i pokarmowy, wywołać uciążliwą wysypkę na skórze. W skrajnych wypadkach potrafią wywołać nawet krwotoki wewnątrzwątrobowe. Jednak typowe objawy zatrucia tymi substancjami to nieżyt żołądka i jelit, biegunka, wymioty i bóle mięśni, skórne wykwity jak rumień, pęcherze, wysypki.

Powódź to kłopot też dla sinic

Kiedy pod koniec maja do Bałtyku zbliżała się fala powodziowa Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Gdańsku badał codziennie jej skład chemiczny. Wiadomo było, że rzeka niesie ze sobą wiele nieczystości z całego kraju - nawozy rolnicze, zawartość tysięcy szamb i studni kanalizacyjnych, miejskich śmietników, martwe zwierzęta.

Urzędnicy i naukowcy uspokajali wtedy, że nawet tak wielka powódź jak majowa nie jest w stanie trwale zanieczyścić morza.

- Wtedy jednak wpłynęła do morza masa słodkiej wody, gdyby przez dłuższy czas jako lżejsza utrzymywała się na powierzchni sinice miałyby warunki do rozmnażania korzystniejsze niż normalnie - mówi prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. - Na szczęście prądy i wiatry zepchnęły falę powodziową na stronę rosyjską, doprowadziły do tego, że zanieczyszczenia się rozpuściły i wymieszały podobnie jak słodka i słona woda.

Ale okazuje się, że powódź przeszkodziła sinicom w inny sposób.

- Woda, która w tak ogromnej ilości spłynęła do Bałtyku, była bardzo mętna, zanieczyszczona przez cząstki mineralne - tłumaczy dr Józef Wiktor z Zakładu Ekologii Morza w Polskiej Akademii Nauk w Sopocie. - To zmętnienie znacznie ograniczyło sinicom dostęp do światła, a brak światła mógł przystopować ich gwałtowne rozmnażanie. - Choć z drugiej strony powódź miała zasięg lokalny, to była dosłownie kropla w morzu biorąc pod uwagę objętość Bałtyku, więc na pewno nie przeszkodziła rozwijać się sinicom na pełnym morzu, skąd są do nas dopychane przez wiatr.

Wiatr wieje w dobrą stronę

- No właśnie, to, że ich nie widzimy, że cieszymy się czystą wodą nie oznacza, że ich nie ma - dodaje profesor Węsławski. - Jest ich pełno, ale tysiące, nie miliony, dlatego na razie nie ma się czym przejmować. Na dłoni mamy około 300 rodzajów bakterii, połowa wywołuje śmiertelne choroby, ale są w tak małych ilościach, że organizm doskonale sobie z nimi radzi. Podobnie z sinicami, kłopotliwy jest ich zakwit czyli masowy rozwój, namnożenie. A o tym, czy ten zakwit nastąpi, decyduje właściwie tajemniczy zbieg okoliczności: wysoka temperatura, spokojne morze i pewnie parę innych rzeczy, o których nie wiemy.

Wiemy jednak na pewno, że oprócz temperatury i słońca to co sinice lubią najbardziej, to spokojna i cicha woda.

- Przeszkadza im każde zamieszanie, niepokój, falowanie, wiaterek, nawet słaby ruch wody - tłumaczy dr Wiktor. - Nie mówiąc o silnym wietrze, sztormie czy burzy. To sinicom przeszkadza w przetrwaniu, nie mówiąc o rozmnażaniu. I choć w zeszłym tygodniu podczas spaceru nad brzegiem morza w Górkach Zachodnich znalazłem początki zakwitu sinic, widziałem je też w Sopocie, widać cyrkulacja wiatru jest dla nas korzystna i nie dopływają w pobliże kąpielisk. Synoptycy zapowiadają w ciągu najbliższych dni burze, które na pewno rozgonią ławice sinic na otwartym morzu.

Nie zawsze jednak wiatr działa na korzyść plażowiczów, czasem rozbije chmury sinic, ale może je też dopchnąć do brzegów i trzeba czekać, aż odpłyną.

- Problem w tym, że nie da się ustalić, gdzie danego dnia pojawią się sinice. Prądy wodne lub wiatr mogą je przynieść wszędzie - dodaje Jagodziński. - Na szczęście sinice mogą pojawić się tylko na kilka godzin i potem zniknąć, przepędzone przez wiatr. Tak naprawdę to sinice pojawiające się przy naszych brzegach są tylko niewielką częścią wszystkich, które powstają na otwartym Bałtyku. Tam zjawisko kwitnienia ma swoje źródło. Na całym świecie coraz więcej naukowców zajmuje się problemem sinic. Turyści wypoczywający nad polskim morzem nie poznali jeszcze tzw. czerwonych przypływów, które pojawiają się na morzu Śródziemnym, Adriatyku, Atlantyku. Kwitnące na czerwono sinice powodują tam masowe śnięcie ryb i znacznie poważniejsze konsekwencje dla kąpiących się.

- To zjawisko przyrody, z którym człowiek nie umie walczyć - mówi profesor Węsławski. - Dlatego te nasze zielone sinice wydają się jeszcze nienajgorsze.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy