Bałtyk w cieniu platformy. Może być groźnie?

Michał Brancewicz
12.06.2010 aktualizacja: 2010-06-11 18:08
A A A Drukuj
Lotos to nie tylko gdańska rafineria, ale także wydobywająca ropę spółka Petrobaltic fot. Renata Dabrowska / AG
Katastrofa podobna do tej w Zatoce Meksykańskiej z pewnością nam nie grozi, ale jak jesteśmy przygotowani na mniejsze wycieki, które mogą zniszczyć Bałtyk?
Sytuacja w Zatoce Meksykańskiej wciąż nie została opanowana. Już miliony litrów ropy przedostały się do oceanu zagrażając całemu zachodniemu wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Skala zniszczeń jest ogromna. - To jedna z największych katastrof w dziejach. Akcję ratowniczą utrudnia głębokość na jakiej doszło do wycieku [1,5 km - przyp. red.] Nie dysponujemy technologią pozwalającą na odpowiednią reakcje w takich okolicznościach - mówi prof. dr hab. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. - Technologia wydobycia i ryzyko jakie jest podejmowane już dawno wyprzedziło możliwości odpowiedniego reagowania na zniszczenia.

Na szczęście platformy wydobywcze na naszych wodach terytorialnych wiercą na głębokościach rzadko przekraczających 60 metrów. A to, w przypadku wycieku, pozwala na znacznie sprawniejszą akcję ratunkową z wykorzystaniem nurków i konwencjonalnych metod oczyszczania. Inne są także techniki wydobywania ropy. W Zatoce Meksykańskiej ropa wypływa pod ciśnieniem, samoistnie. Na bałtyckich platformach wykorzystuje się ciśnienie wody, która wypycha olej. Jeśli odetnie się dopływ wody, automatycznie przestanie wydobywać się ropa.

- Najgorszym miejscem, gdzie mogłoby dojść do wycieku byłaby Zatoka Pucka. To najcenniejsze miejsce pod względem ekosystemu i środowiska ma bardzo słabą wymianę wody ze względu na wąski przepływ. Ropa mogłaby tam stać dziesiątki lat - mówi prof. Węsławski.

Na szczęście nie ma tam żadnych platform i nie prowadzą tamtędy szlaki transportowe statków.

Szukają plam

Działalność platform - które zdają codzienne raporty ze swoich prac do Urzędu Morskiego - to nie jedyne źródło ewentualnego skażenia. O wiele trudniejsze do ustalenia są wycieki jakie od czasu do czasu fundują naszemu ekosystemowi statki. Dlatego też, od niemal 25 lat, nad polskimi wodami terytorialnymi lata samolot, który monitoruje czystość Morza Bałtyckiego.

Należąca do Urzędu Morskiego w Gdyni maszyna wykonuje dwa lub trzy loty w ciągu tygodnia. Zainstalowany w samolocie radar pozwala w ciągu jednego przelotu, trwającego około 3,5 godziny, skontrolować całą powierzchnię wód naszego kraju.

- Radar do wykrywania zanieczyszczeń olejowych ma zasięg 30 km w każdą stronę samolotu. Dzięki niemu wykonujemy monitoring stref odpowiedzialności wszystkich trzech Urzędów Morskich na jakie podzielona jest polska część Bałtyku - mówi Leszek Czerwiński, zastępca głównego inspektora ochrony środowiska w Urzędzie Morskim w Gdyni.

Samolot wspierają także jednostki latające straży granicznej i Marynarki Wojennej. Wszystkie trzy samoloty spędziły w zeszłym roku w powietrzu 560 godzin na wyszukiwaniu zanieczyszczeń.

Samolot Urzędu Morskiego w Gdyni lata od 1986 roku. Dziesięć lat później na jego pokładzie zainstalowano radar. 24 maja wyleciał do Czech, gdzie czeka go modernizacja i instalacja nowocześniejszego radaru. Powróci do kraju we wrześniu. Jak na razie najnowszy radar ze skanerem podczerwieni, umożliwiającym pracę nocą, ma samolot Straży Granicznej, w którym osprzęt zamontowano w 2007 roku.

Również od 2007 roku w walce z zanieczyszczeniami pomaga Europejska Agencja Bezpieczeństwa Morskiego EMSA. W ramach projektu Clean Sea Net inspektorat otrzymuje jedno zdjęcie satelitarne dziennie. Jeśli pojawi się na nim podejrzenie pojawienia się plamy oleju, we wskazane miejsce wysyłany jest samolot. Jednak w okresie letnim często są to fałszywe alarmy, gdyż przyroda sama tworzy wykwity, które są w stanie zmylić oko satelity. Na zdjęcia nakładany jest również aktualny ruch statków, co może okazać się pomocne w ustaleniu sprawcy.

- Wiemy wtedy jaka jednostka płynęła tamtędy i możemy ją zidentyfikować - mówi Leszek Czerwiński. Nie jest to oczywiście równoznaczne ze złapaniem złoczyńcy. Są takie miejsca, przez które dziennie przepływają setki statków - Dlatego wykrycie, kto dopuścił się zanieczyszczenia nie jest łatwe - przyznaje inspektor.

O wiele łatwiej złapać kogoś na gorącym uczynku podczas wspólnych "polowań". W myśl konwencji helsińskiej skoordynowane operacje wykrywania zanieczyszczeń organizowane są dwa razy do roku: raz w południowej, raz w północnej części Morza Bałtyckiego. Powinny w nich uczestniczyć wszystkie kraje znajdujące się nad Bałtykiem. - Najczęściej jest to jednak 5 lub 6 samolotów, które latają na okrągło przez 24 albo 48 godzin - mówi Leszek Czerwiński. - Polska była organizatorem takiej operacji ostatnio w 2007 roku. Jest już pewne, że samoloty wrócą na nasze wody w przyszłym roku.

Nasz rejon Bałtyku nie należy do najbardziej zatłoczonych - choć w każdej chwili po całym morzu pływa ok. dwóch tysięcy jednostek - więc nie zdarzają się tutaj jakieś poważne wycieki. Niestety wykrywalność sprawców zanieczyszczeń też jest niewielka. W zeszłym roku na 26 zlokalizowanych wycieków udało się ustalić i ukarać tylko jednego winowajcę. Same wycieki zwykle nie wymagają mechanicznego zwalczania, gdyż przyroda potrafi sobie z nimi poradzić.

- Pod koniec lat 90. cypryjski statek, który płynął wzdłuż półwyspu helskiego wypompowywał znaczne ilości wód zaolejonych do morza. Został przyłapany i ukarany karą w wysokości 400 tys. dolarów - wspomina Leszek Czerwiński.

Ale tak drastyczne przypadki to rzadkość.

Gdyby coś się stało

W myśl konwencji helsińskiej każde państwo nadmorskie musi mieć zdolność do zebrania 10 tys. ton oleju w ciągu trzech dób. A taka ilość, szczególnie przy brzegu, stwarza już realne zagrożenie dla środowiska. Zbieranie jest rekomendowaną formą oczyszczania wód jeśli chodzi o Bałtyk. O wiele rzadziej stosuje się metody chemiczne: rozpraszające lub zbrylające szkodliwe substancje.

Oczywiście, gdyby przytrafiło się coś poważniejszego, w pogotowiu w porcie w Gdyni cumują dwie jednostki gotowe od razu ruszyć do niwelowania skutków wycieku. Główną siłą jest zwodowany w 1996 roku Kapitan Poinc należący do Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. - Jednostka wyposażona jest w specjalne ramiona, które rozstawia po obu stronach burty by rozpocząć zbieranie oleju za pomocą pomp - wyjaśnia Czerwiński.

Rozpiętość skrzydeł pozwala zbierać ropę na szerokości 45 metrów, przy maksymalnej wydajności 140 m. sześc. na godzinę. Drugi z okrętów, Zodiak jest statkiem hydrologicznym na wyposażeniu Urzędu Morskiego. Swoje zadania realizuje już od ponad 25 lat. Również dwa statki EMSY stacjonujące w porcie w Danii, są gotowe w każdej chwili udzielić pomocy. Podobnie jest z jednostkami z innych krajów, na które konwencja helsińska nakłada obowiązek wsparcia.

Niezwykle pomocna w walce z wyciekiem jest jak zawsze technika. By przewidzieć jak w kolejnych dniach akcji zachowa się olej stosuje się matematyczny model dryfu plamy. Pod tą nazwą kryje się program komputerowy, który po wpisaniu współrzędnych oraz danych pogodowych, prądów morskich i wiatrów pozwala obliczyć - jak plama będzie się przemieszczać. System działa w dwóch kierunkach. Albo pokazuje co się będzie działo z wyciekiem, albo cofa nas w czasie i pokazuje skąd mógł przypłynąć.

Od ostatniego poważnego wycieku na Bałtyku mija już 7 lat. W 2003 roku w okolicach Bornholmu zatonął chiński frachtowiec "Fu Shan Hai" po tym jak zderzył się z kontenerowcem "Gdynia". D morza dostał się ok. 2 tys. ton oleju. Szwedzkim i duńskim służbom ratowniczym udało się zebrać z tego 1,5 tys. ton. Na duńskiej wyspie Christiansoe zginęło 1500 ptaków. Szwedzi ocenili straty na ok. 8 mln dolarów.

By radzić sobie w takich sytuacjach to służby odpowiedzialne za ekologiczne bezpieczeństwo nie próżnują. Co roku w bałtyckich portach odbywają się ćwiczenia Balex Delta - podczas których neutralizuje się symulowane wycieki. Do tego celu Politechnika Gdańska przygotowała nieszkodliwą dla środowiska substancję imitującą plamę oleju. Gdynia ostatni raz gościła ratownicze okręty w 2006 r. W tym roku Balex Delta odbędzie się w Kłajpedzie, a w przyszłym akcja wróci znowu na polskie wody.

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów