Jak to się robi w polskiej policji: profil mordercy
14.03.2010
aktualizacja: 2010-03-12 13:51
Fot. Damian Kramski / AG
Zdjęcia zwłok? Za pierwszym bałam się nawet na nie spojrzeć, za drugim tylko zerknęłam. A po tygodniu już jadłam nad nimi kanapki
SERWISY
Jowita Kiwnik, Aleksandra Kozłowska: Na początek mały test: wyszperałyśmy w archiwum tekst opisujący drastyczną zbrodnię. Cztery lata temu w lesie na Morenie został znaleziony martwy mężczyzna, cały w tatuażach. Był nagi, tylko w skarpetkach, z butelką po wódce wbitą w odbyt. Lekarze zajmujący się sprawą twierdzili, że nigdy wcześniej nie widzieli takiego bestialstwa, zastanawiali się co musiało siedzieć w głowie szaleńca, który to zrobił. Policja do dziś nie wykryła sprawcy. Kogo by pani obstawiała?
Justyna Poznańska, psycholog śledczy: Ciężko tak na szybko wyrokować. Ja sprawcy szukałabym w otoczeniu ofiary. Musiał komuś naprawdę mocno zaleźć za skórę, żeby spotkała go za to taka zemsta. A to oznacza, że musieli się znać. Sposób, w jaki został zabity świadczy o tym, że ktoś chciał go bardzo upokorzyć. Więcej nie powiem.
Ma pani na swoim koncie kilka imponujących dokonań. Na przykład udało się pani stworzyć, jak się później okazało, w stu procentach trafiony profil piromana i szantażysty, który raz podpalił sklep a potem kilkakrotnie groził właścicielom innych lokali, że ich też puści z dymem, jeśli nie zapłacą okupu.
- Tak. Wysyłał im pisane na komputerze anonimy, wyznaczał termin przekazania okupu, po czym się nie stawiał w umówionym miejscu. Nasza praca polegała m.in. na analizie tych listów - w takiej sytuacji sprawdza się jakim słownictwem są pisane, czy są chaotyczne a może wręcz przeciwnie, czy ich autor przemyca jakieś treści o sobie albo czy w jakiś sposób sugeruje, że zna osobę, której grozi. Tutaj okazało się, że sprawcą jest młody, niedojrzały emocjonalnie chłopak, który chciał po prostu zwrócić na siebie uwagę. Nawet podczas "wizji lokalnej" wystawiał się do kamery cały zadowolony, że jest "sławny".
Pamięta pani "swoje" pierwsze zwłoki?
- 26 - latek z ranami postrzałowymi. Trochę jak z filmu amerykańskiego, bo strzelaniny w Polsce to przecież nie codzienność.
Jak tworzy pani profil psychologiczny przestępcy?
- Najpierw jadę z ekipą dochodzeniowo-śledczą na miejsce zdarzenia. Jest zabezpieczone przez techników, obserwuję je z daleka, mam czas żeby podpytać policjantów o to co się stało, jak zwłoki zostały znalezione, w jakiej pozycji leżały - czy zabójca nimi manipulował układając je w jakiś inny sposób - można to stwierdzić na podstawie plam opadowych. Bo jeżeli po śmierci ciało leży np. na plecach, tam tworzą się plamy opadowe. Kiedy technicy kryminalistyki skończą swoją pracę, sama oglądam zwłoki, za każdym razem robię też zdjęcia. Wiem co może mieć dla mojej pracy znaczenie, np. nietypowe rozdarcie na rękawie bluzki, które nie miało prawa pojawić się tam w inny sposób jak tylko przez ingerencję osób trzecich, albo rozmazany makijaż, czy nienaturalnie wygięte ciało. Oczywiście ważny jest też sposób w jaki i czym zostały zadane rany.
A co za różnica czy nożem czy pistoletem?
- Bo najczęściej osoba, która zabija w afekcie zadaje wiele ran, najczęściej kłutych, często w serce, albo podrzyna gardło. Widać, że targały nią silne emocje. Inaczej niż w przypadku sprawcy, który zabija pod wpływem urojeń. Wtedy ten też zazwyczaj stosuje narzędzia ostre - typu nóż - ale ran jest mniej - czasem wystarcza tylko jedno uderzenie. Natomiast zabójstwa na tle seksualnym najczęściej kończą się uduszeniem.
Czy to wystarczy, żeby stworzyć całościowy profil?
- To dopiero początek. Im więcej tropów, tym większa szansa, że analiza będzie trafna. Dlatego zawsze staram się uczestniczyć przy przesłuchaniach świadków - szczególnie tych najważniejszych, czyli osób, które znalazły zwłoki i, jeśli uda nam się szybko zidentyfikować zmarłego, bliskich członków rodziny. Zdarzyło się, że musiałam być dla nich oparciem w przeżywaniu tragedii.
Uczestniczy pani w sekcjach zwłok?
- Staram się zawsze tam być - uważam, że to istotne w moim zawodzie, bo można bezpośrednio porozmawiać z patologiem, który stwierdza, co było bezpośrednią przyczyną śmierci, odnajduje na ciele niespecyficzne ślady, rany, zadrapania, nieraz w zaskakujących miejscach. Bo same zdjęcia z autopsji często nie wystarczą, gorzej: mogą nawet zmylić.
Efekt finalny: analiza psychologiczna. Od czego się ja zaczyna?
- Najpierw zbieram jak najwięcej danych wiktymologicznych, czyli informacji o ofierze. Wiek, płeć, miejsce zamieszkania, tryb życia, wykształcenie, zarobki, kontakty, stan psychofizyczny przed zdarzeniem, staram się dowiedzieć, co mówią znajomi ofiary - to pomaga zawęzić krąg podejrzanych. Staram się określić poziom czynników ryzyka.
Czyli?
- Nawet cechy osobowości predestynują do zostania ofiarą przestępstwa. Ktoś lękliwy, nadmiernie ufny i naiwny, mało asertywny jest bardziej narażony na niebezpieczeństwo.
Czyli na przykład dziewczyny, które poznają kogoś w klubie i bez zastanowienia jadą z nim do domu. Albo pozwalają się zaciągnąć w ciemną uliczkę?
- Coś w tym stylu.
Justyna Poznańska, psycholog śledczy: Ciężko tak na szybko wyrokować. Ja sprawcy szukałabym w otoczeniu ofiary. Musiał komuś naprawdę mocno zaleźć za skórę, żeby spotkała go za to taka zemsta. A to oznacza, że musieli się znać. Sposób, w jaki został zabity świadczy o tym, że ktoś chciał go bardzo upokorzyć. Więcej nie powiem.
Ma pani na swoim koncie kilka imponujących dokonań. Na przykład udało się pani stworzyć, jak się później okazało, w stu procentach trafiony profil piromana i szantażysty, który raz podpalił sklep a potem kilkakrotnie groził właścicielom innych lokali, że ich też puści z dymem, jeśli nie zapłacą okupu.
- Tak. Wysyłał im pisane na komputerze anonimy, wyznaczał termin przekazania okupu, po czym się nie stawiał w umówionym miejscu. Nasza praca polegała m.in. na analizie tych listów - w takiej sytuacji sprawdza się jakim słownictwem są pisane, czy są chaotyczne a może wręcz przeciwnie, czy ich autor przemyca jakieś treści o sobie albo czy w jakiś sposób sugeruje, że zna osobę, której grozi. Tutaj okazało się, że sprawcą jest młody, niedojrzały emocjonalnie chłopak, który chciał po prostu zwrócić na siebie uwagę. Nawet podczas "wizji lokalnej" wystawiał się do kamery cały zadowolony, że jest "sławny".
Pamięta pani "swoje" pierwsze zwłoki?
- 26 - latek z ranami postrzałowymi. Trochę jak z filmu amerykańskiego, bo strzelaniny w Polsce to przecież nie codzienność.
Jak tworzy pani profil psychologiczny przestępcy?
- Najpierw jadę z ekipą dochodzeniowo-śledczą na miejsce zdarzenia. Jest zabezpieczone przez techników, obserwuję je z daleka, mam czas żeby podpytać policjantów o to co się stało, jak zwłoki zostały znalezione, w jakiej pozycji leżały - czy zabójca nimi manipulował układając je w jakiś inny sposób - można to stwierdzić na podstawie plam opadowych. Bo jeżeli po śmierci ciało leży np. na plecach, tam tworzą się plamy opadowe. Kiedy technicy kryminalistyki skończą swoją pracę, sama oglądam zwłoki, za każdym razem robię też zdjęcia. Wiem co może mieć dla mojej pracy znaczenie, np. nietypowe rozdarcie na rękawie bluzki, które nie miało prawa pojawić się tam w inny sposób jak tylko przez ingerencję osób trzecich, albo rozmazany makijaż, czy nienaturalnie wygięte ciało. Oczywiście ważny jest też sposób w jaki i czym zostały zadane rany.
A co za różnica czy nożem czy pistoletem?
- Bo najczęściej osoba, która zabija w afekcie zadaje wiele ran, najczęściej kłutych, często w serce, albo podrzyna gardło. Widać, że targały nią silne emocje. Inaczej niż w przypadku sprawcy, który zabija pod wpływem urojeń. Wtedy ten też zazwyczaj stosuje narzędzia ostre - typu nóż - ale ran jest mniej - czasem wystarcza tylko jedno uderzenie. Natomiast zabójstwa na tle seksualnym najczęściej kończą się uduszeniem.
Czy to wystarczy, żeby stworzyć całościowy profil?
- To dopiero początek. Im więcej tropów, tym większa szansa, że analiza będzie trafna. Dlatego zawsze staram się uczestniczyć przy przesłuchaniach świadków - szczególnie tych najważniejszych, czyli osób, które znalazły zwłoki i, jeśli uda nam się szybko zidentyfikować zmarłego, bliskich członków rodziny. Zdarzyło się, że musiałam być dla nich oparciem w przeżywaniu tragedii.
Uczestniczy pani w sekcjach zwłok?
- Staram się zawsze tam być - uważam, że to istotne w moim zawodzie, bo można bezpośrednio porozmawiać z patologiem, który stwierdza, co było bezpośrednią przyczyną śmierci, odnajduje na ciele niespecyficzne ślady, rany, zadrapania, nieraz w zaskakujących miejscach. Bo same zdjęcia z autopsji często nie wystarczą, gorzej: mogą nawet zmylić.
Efekt finalny: analiza psychologiczna. Od czego się ja zaczyna?
- Najpierw zbieram jak najwięcej danych wiktymologicznych, czyli informacji o ofierze. Wiek, płeć, miejsce zamieszkania, tryb życia, wykształcenie, zarobki, kontakty, stan psychofizyczny przed zdarzeniem, staram się dowiedzieć, co mówią znajomi ofiary - to pomaga zawęzić krąg podejrzanych. Staram się określić poziom czynników ryzyka.
Czyli?
- Nawet cechy osobowości predestynują do zostania ofiarą przestępstwa. Ktoś lękliwy, nadmiernie ufny i naiwny, mało asertywny jest bardziej narażony na niebezpieczeństwo.
Czyli na przykład dziewczyny, które poznają kogoś w klubie i bez zastanowienia jadą z nim do domu. Albo pozwalają się zaciągnąć w ciemną uliczkę?
- Coś w tym stylu.
1
2
następne »
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




