Strona Tymona. Ratunku - benefis!

Tymon Tymański
13.03.2010 aktualizacja: 2010-03-12 13:29
A A A Drukuj
fot. Rafal Malko / Agencja Gazet
Kochany Larry zorganizował mój benefis, który wypada już dziś... Faktycznie - toż to w tym roku mija równe ćwierć wieku od dnia, w którym dostałem swą pierwszą gażę za koncert... W roku 1984 wraz z mą nowofalową formacją Sni Sredstvom Za Uklanianie stawiłem się na konkursie w ramach Mokotowskiej Jesieni Muzycznej w Warszawie, gdzie zostaliśmy, ogólnie rzecz biorąc, z deczka zignorowani.
RAPORTY
W lipcu 1985, jako protegowani szefa ówczesnego klubu Wysepka, na wariackich papierach pojechaliśmy na warszawski Festiwal "Poza kontrolą". W sobotę swój dzień miała święcić Trójmiejska Scena Alternatywna pod wodzą pamiętnego menago Waldka Rudzieckiego, pieszczotliwie zwanego Dolarem; my usilowaliśmy przebić się na główną scenę poprzez piątkowe eliminacje, które odbywały się w słynnym Remoncie. Nie było łatwo - piątkowy maraton zdominowały kapele punkowe. Tańczący punkowcy wpadali na ludzi w prochowcach - takich jak my - którzy przycupnęli gdzieś w kącie sali z magnetofonem marki Grundig albo Kasprzak. Nagrywanie koncertów było wówczas praktyką nagminną i konieczną - nasza muzyka nie istniała w radiu, natomiast po tysiąckroć przegrywane kasety cyrkulowały w podziemnym obiegu niczym solidarnościowa "bibuła" tudzież zakazana literatura... Jedynymi nowofalowymi kapelami byliśmy my oraz grupa Fidel Kastro z Zambrowa, który - do dzisiaj dobrze to pamiętam - grała konkursowy numer pt. "Schizofrenia jest ucieczką". Pierwszą noc spędziliśmy na półpiętrze klatki schodowej gdzieś w okolicach ulicy Mokotowskiej. Drugiej nocy było już trochę wygodniej - do akademika przygarnęli nas kumple z sopockiego zespołu Dzieci Kapitana Klossa oraz szczecińskiego Szpak Division. W niedzielę udało nam się zadebiutować na dużej scenie, między innymi przed Kultem i kapelą Lecha Janerki, która wykonywała wówczas materiał z "Historii podwodnej".

Trzy miesiące później chłopaki ze Szczecina zaprosili nas oraz Dzieci Kapitana Klossa na koncert w klubie Kubuś, dosłownie parę metrów od siedziby lokalnego radia, w którego studiu parę lat później nagrywałem pierwsze płyty z Miłością i Kurami. Z Olafem z DKK poznaliśmy się parę miesięcy wcześniej. Przychodziłem do nich na próby w domu przy ulicy Armii Czerwonej (dziś Krajowej); to właśnie tam ochoczo rozpijaliśmy sopockie bełty i browary. Dobrze pamiętam dzień koncertu w szczecińskim Kubusiu. Zagraliśmy wtedy nasz pierwszy pełnowymiarowy koncert, mało tego - po gigu wypłacono nam 1500 ówczesnych złotych, za które kupiliśmy cały (marynarski) worek piw oraz tanich winiaczy... W domu kolegi ze Szpak Division nastąpiła młodzieńcza i dynamiczna pijatyka, zakończona moją tajemniczą niepamięcią... Ponoć dobrzy koledzy ze Sni Sredstvom, Szmit i Merta, ponieśłi me bezwładne cielsko do akademika, gdzie nieskładnie wytłumaczyli, iż kolega zasłabł. Przebudzenie i podróż do Gdańska były istnym kacowym koszmarem, ale nie dbałem o to. Czułem wielką ekscytację i radość byłego prawiczka, który zrzucił z siebie wstydliwe odium dziewictwa: oto w wieku siedemnastu lat stałem się - o, zgrozo - prawdziwym scenicznym profesjonalistą!...

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy