Marek Kamiński: Diabeł jest gorszy od mrozu
06.02.2010
aktualizacja: 2010-02-04 20:28
Na Grenlandii spotkałem komandosa SAS, miał ogrzewany namiot. To błąd, ja zawsze śpię w zimnym - o swoich wyprawach opowiada Marek Kamiński
Marek Wąs: Pan to chyba lubi marznąć?
Marek Kamiński: Nie, ja marznę tak jak inni. Dla mnie normalny klimat to ten nasz, umiarkowany.
Nie przyzwyczaił się pan?
- Może psychicznie się przyzwyczaiłem. Nie mam takiego nastawienia, że zimno jest złe i jak mi zimno to zaraz cierpię. Ale fanatykiem zimy nie jestem. To trochę przypadek, że wyprawiałem się akurat w rejony polarne.
To jakie jest zimno?
- Neutralne. To jeden z wymiarów świata, dzięki któremu świat jest ciekawszy. Przecież to niesamowite, że coś jest wodą, a po chwili zamarza. I można się w ten puch walnąć albo ślizgać na lodzie. Jest radość i jest strach. Jest ciepło i zimno. To dobrze.
A kiedy jest naprawdę zimno?
- Kto to wie? Rekord na Antarktydzie to chyba minus 89 stopni. Ja najzimniejszy miesiąc przeżyłem na północy. Prawie cały czas było minus 60. Ale jak się później zrobiło minus 30, to wydawało mi się, że jest upał. Wrażenie jest takie samo, jakby z temperatury zero stopni nagle zrobiło się plus 30. Człowiek ma ochotę rozebrać się do majtek i biegać po śniegu. Oczywiście nie należy tego robić, bo to się może źle skończyć.
Czytałem kiedyś książkę Roalda Amundsena...
- Którą, bo on kilka napisał?
Tę o wyścigu ze Scottem na biegun południowy. To była walka o życie. Teraz chyba jest łatwiej?
- Dlaczego łatwiej?
Przez ten nowoczesny sprzęt chroniący przed zimnem.
- Robert Scott zginął nie przez zimno, tylko przez brak przygotowania. A sprzęt od tamtych czasów niewiele się zmienił. Czy te nowoczesne materiały tak bardzo różnią się od zwykłej wełny? Nie sądzę. Może kosmetyki do smarowania twarzy. Ale chyba też niewiele się zmieniły. To tylko reklama. Niech pan patrzy na ten namiot [na środku gabinetu Marka Kamińskiego w jego Fundacji pomocy dzieciom stoi mały czerwony namiot, obok śpiwór i kilka pakunków - podróżnik w lutym chce przepłynąć kajakiem Wisłę - red.].
Normalny namiot.
- No właśnie, normalny.
Ale w razie wypadku na Antarktydzie można wezwać pomoc przez telefon satelitarny.
- Telefon może wpaść do szczeliny i co wtedy? To tylko gadżety. Protezy, na nich nie można polegać. Kiedy robi się zimno, nie ma co pomstować ani z tym walczyć, trzeba z tym po prostu żyć.
Ale jak żyć, gdy jest minus 60 stopni?
- Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Przewidzieć, co może się wydarzyć. Kiedyś na Grenlandii spotkałem komandosa SAS, jakiś trening sobie robił. I on miał ogrzewany namiot. Uważam, że to błąd, bo nie ma co polegać na ogrzewaniu w namiocie. Ja zawsze śpię w zimnym.
Marek Kamiński: Nie, ja marznę tak jak inni. Dla mnie normalny klimat to ten nasz, umiarkowany.
Nie przyzwyczaił się pan?
- Może psychicznie się przyzwyczaiłem. Nie mam takiego nastawienia, że zimno jest złe i jak mi zimno to zaraz cierpię. Ale fanatykiem zimy nie jestem. To trochę przypadek, że wyprawiałem się akurat w rejony polarne.
To jakie jest zimno?
- Neutralne. To jeden z wymiarów świata, dzięki któremu świat jest ciekawszy. Przecież to niesamowite, że coś jest wodą, a po chwili zamarza. I można się w ten puch walnąć albo ślizgać na lodzie. Jest radość i jest strach. Jest ciepło i zimno. To dobrze.
A kiedy jest naprawdę zimno?
- Kto to wie? Rekord na Antarktydzie to chyba minus 89 stopni. Ja najzimniejszy miesiąc przeżyłem na północy. Prawie cały czas było minus 60. Ale jak się później zrobiło minus 30, to wydawało mi się, że jest upał. Wrażenie jest takie samo, jakby z temperatury zero stopni nagle zrobiło się plus 30. Człowiek ma ochotę rozebrać się do majtek i biegać po śniegu. Oczywiście nie należy tego robić, bo to się może źle skończyć.
Czytałem kiedyś książkę Roalda Amundsena...
- Którą, bo on kilka napisał?
Tę o wyścigu ze Scottem na biegun południowy. To była walka o życie. Teraz chyba jest łatwiej?
- Dlaczego łatwiej?
Przez ten nowoczesny sprzęt chroniący przed zimnem.
- Robert Scott zginął nie przez zimno, tylko przez brak przygotowania. A sprzęt od tamtych czasów niewiele się zmienił. Czy te nowoczesne materiały tak bardzo różnią się od zwykłej wełny? Nie sądzę. Może kosmetyki do smarowania twarzy. Ale chyba też niewiele się zmieniły. To tylko reklama. Niech pan patrzy na ten namiot [na środku gabinetu Marka Kamińskiego w jego Fundacji pomocy dzieciom stoi mały czerwony namiot, obok śpiwór i kilka pakunków - podróżnik w lutym chce przepłynąć kajakiem Wisłę - red.].
Normalny namiot.
- No właśnie, normalny.
Ale w razie wypadku na Antarktydzie można wezwać pomoc przez telefon satelitarny.
- Telefon może wpaść do szczeliny i co wtedy? To tylko gadżety. Protezy, na nich nie można polegać. Kiedy robi się zimno, nie ma co pomstować ani z tym walczyć, trzeba z tym po prostu żyć.
Ale jak żyć, gdy jest minus 60 stopni?
- Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Przewidzieć, co może się wydarzyć. Kiedyś na Grenlandii spotkałem komandosa SAS, jakiś trening sobie robił. I on miał ogrzewany namiot. Uważam, że to błąd, bo nie ma co polegać na ogrzewaniu w namiocie. Ja zawsze śpię w zimnym.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Re: Marek Kamiński: Diabeł jest gorszy od mrozu
knokkelmann1
07.02.10, 08:47
zawsze mnie interesowalo co to znaczy władac 8 jezykami? tzn co, posiadaznajomość na poziomie tłumacza przysięgłego? bo rozumienie na poziomie paru zdanto i ja znam ze 100 jak nie lepiej»
-
Marka mozna tylko podziwiac
hetmanwiechu
07.02.10, 19:29
pamietam jego wyprawy z lat 90 tych. Jesli dobrze pamietam zdobyl dwa biegunyw jeden rok. Facet ma jaja i swietna psychike. Gratuluje sukcesu.»
Najczęściej czytane24 htydzień




