Na uczelniach źle się dzieje
23.10.2009
aktualizacja: 2009-10-22 20:32
Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gaze
- Nasze środowisko zapomniało, że podstawowym obowiązkiem naukowca jest rozwój nauki i przekazywanie wiedzy - mówi prof. Krzysztof Kołowrocki. - W takiej sytuacji nie dziwią plagiaty i szemrane układy, wynoszące ludzi niemających z nauką nic wspólnego, często kompletne miernoty.
ZOBACZ TAKŻE
- Sonda o ściąganiu i plagiatach (22-10-09, 07:00)
- Dlaczego studenci sobie nie radzą? Zżera ich stres (20-10-09, 08:00)
- Zostań prywatnym detektywem (18-10-09, 20:49)
RAPORTY
Katarzyna Fryc: Po latach boomu edukacyjnego czas postawić pytanie o jakość polskich studiów.
Prof. dr hab. Krzysztof Kołowrocki, Akademia Morska w Gdyni: Wolność w tworzeniu nowych uczelni i kierunków przyniosła kilkakrotny wzrost liczby studentów. Sam uczestniczyłem w tym procesie, prowadząc wykłady na popularnych studiach zaocznych na mojej uczelni. Zajęcia były dużą przyjemnością z powodu atmosfery, ale i bardzo dobrego wynagrodzenia.
Ale zrezygnował pan z tej pracy.
- Z czasem atmosfera była coraz gorsza, studentów ubywało, zaczęto wprowadzać błędne zmiany programowe.
Jakie?
- Zdarzało się, że układano program studiów pod potrzeby wykładowców, a nie studentów. Pogorszyła się jakość pracy i studiowania. Zrezygnowałem więc z tych zajęć parę lat temu, rozdrobnione jednogodzinne wykłady były bez sensu dla mnie i dla studentów.
Poziom studiów się obniżył?
- Zdecydowanie. Z jednej strony to skutek niżu demograficznego, z drugiej - powstania wielu uczelni prywatnych i poszerzenia oferty państwowych. Do tego dochodzi konsumpcyjna postawa środowiska akademickiego, które potraktowało boom edukacyjny jako źródło dodatkowego dochodu, czasem zwykłą chałturę. To zjawisko patologiczne, groźne dla edukacji. Inną kwestią jest niski, często żenujący poziom naukowy kadry. Zdarza się, że wykłady prowadzą ludzie, którzy nigdy nie napisali dobrego podręcznika ani żadnej poważnej publikacji naukowej. A przecież uczelnie bez wysokiej klasy naukowców nie mają racji bytu.
Istotny wpływ na poziom ma także możliwość wyboru studiowania: bez opłat i odpłatnego. Czy w niektórych przypadkach płatna nauka nie oznacza kupowania dyplomów? Kuleje system stypendialny, który ma premiować najlepszych studentów. Wreszcie niefortunne zlikwidowanie obowiązkowej matematyki na maturze poczyniło takie spustoszenie w umysłach młodych ludzi, że skutki będą wyczuwalne przez długie lata. Żaden cywilizowany kraj na taki krok się nie zdecydował.
Jakie grzechy ma na sumieniu środowisko akademickie?
- Szkolnictwo wyższe przeżywa nie tylko kryzys jakości kształcenia i badań, ale i głęboki kryzys moralny. Nasz model kariery jest niewydolny i przestarzały - główny nacisk kładzie się na zdobywanie stopni i tytułów. Środowisko zapomniało, że podstawowym obowiązkiem naukowca jest rozwój nauki i przekazywanie wiedzy. W takiej sytuacji nie dziwią plagiaty i szemrane układy, wynoszące ludzi niemających z nauką nic wspólnego, często kompletne miernoty. Wszystko można kupić, załatwić, przepchnąć. Na uczelniach są także zdolni naukowcy, z poczuciem dumy z wykonywanego zawodu, ale często ci właśnie napotykają na kłopoty. Jest też grupa pracowników, którzy po doktoracie zatrzymują się w rozwoju naukowym. Czas postawić pytanie: czy powinni egzystować na uczelniach, a jeśli tak, to na jakich zasadach?
Przejawem degeneracji jest wieloetatowość kadry, która wynika z jej nie najlepszej kondycji materialnej. Znam przypadki kuriozalne: pewien profesor był zatrudniony na kilku uczelniach, ale zamiast uczyć, głównie podróżował. Inny poprosił o zmniejszenie liczby wykładów w macierzystej uczelni, bo nie starczało mu czasu na prowadzenie zajęć w innej. A pewien obrotny rektor zatrudnił się na całym etacie w innej uczelni i nie widział w tym nic niestosownego. Jeśli jeden promotor prowadzi rocznie 20, 30 prac dyplomowych, to w takim natłoku nietrudno o plagiaty.
Na porządku dziennym jest walka o władzę i pieniądze. Jeśli odbywa się fair, to nic złego. Ale często jest brutalna i nieuczciwa. Dochodzi do fałszowania wyborów władz uczelni i nielegalnego sprawowania władzy. Brak reakcji na te patologie ze strony ministerstwa, Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego czy Rady Retorów Szkół Wyższych świadczy o poważnej chorobie systemu.
Jak wypadają nasi naukowcy w międzynarodowych programach badawczych?
- Ich udział jest znikomy. Słabo znamy języki obce, zwłaszcza starsze pokolenie. Do rzadkości należą nawet drobne osiągnięcia naukowe o zasięgu międzynarodowym. Za to istnieją całe grupy badawcze, które przez lata prowadzą projekty finansowane z funduszy państwowych, choć nie posiadają nawet pojedynczych publikacji w uznanych czasopismach naukowych o zasięgu międzynarodowym. Tę nieprawidłowość dobrze oddaje środowiskowy dowcip: "Dlaczego zatwierdzanie projektów badawczych trwa tak długo? Bo ich jest dużo, a trzeba znaleźć te, które złożyli znajomi".
Organizowanie konferencji międzynarodowych sprowadzono do absurdu. Niektóre odbywają się po polsku, a uczestników zagranicznych brak, bo pokutuje na nich ględzenie kompletnie niespójne z nauką światową. Co dobrego można powiedzieć o międzynarodowej konferencji, skoro sama jej zapowiedź po angielsku aż roi się od błędów? Najgorsze, że ta pozorna aktywność jest finansowana ze skromnych środków na naukę. Bylejakość kształcenia i badań skutkuje potem bylejakością kadr w gospodarce, władz państwowych i byle jakim państwem. Sformułuję bardziej ogólną tezę: To byle jakie państwo, historycznie, było przyczyną naszych wielkich nieszczęść chociażby takich jak kolejne zniewolenia przez inne państwa oraz okresowe poniżające nas wielkie emigracje zarobkowe.
Powiało grozą...
- W efekcie ludzie z dyplomami podejmują za granicą prace sprzątaczek i kelnerów, a pieniądze na edukację trafiają w błoto. Chociaż akurat mojej uczelni to nie dotyczy - pracujący na morzu absolwent wydziału nawigacji po kilku latach potrafi zarobić miesięcznie 10 tys. euro.
Jak wypadamy na tle Europy?
- Zapóźnienie jest zatrważające, bo brakuje dobrych tradycji naukowych, nie wystarcza środków na szkolnictwo i naukę. W Europie, tej rozwiniętej i z dobrymi tradycjami akademickimi, jest nie do pomyślenia, by nauczyciel był zatrudniony na drugim etacie. Pryncypialność w tym względzie jest bardzo ważna, jej pielęgnowaniu pomaga przyzwoite wynagrodzenie. Oczywiście wybitny naukowiec może być konsultantem, może dać serię wykładów na innej uczelni i otrzymać za to wysokie wynagrodzenie.
Prof. dr hab. Krzysztof Kołowrocki, Akademia Morska w Gdyni: Wolność w tworzeniu nowych uczelni i kierunków przyniosła kilkakrotny wzrost liczby studentów. Sam uczestniczyłem w tym procesie, prowadząc wykłady na popularnych studiach zaocznych na mojej uczelni. Zajęcia były dużą przyjemnością z powodu atmosfery, ale i bardzo dobrego wynagrodzenia.
Ale zrezygnował pan z tej pracy.
- Z czasem atmosfera była coraz gorsza, studentów ubywało, zaczęto wprowadzać błędne zmiany programowe.
Jakie?
- Zdarzało się, że układano program studiów pod potrzeby wykładowców, a nie studentów. Pogorszyła się jakość pracy i studiowania. Zrezygnowałem więc z tych zajęć parę lat temu, rozdrobnione jednogodzinne wykłady były bez sensu dla mnie i dla studentów.
Poziom studiów się obniżył?
- Zdecydowanie. Z jednej strony to skutek niżu demograficznego, z drugiej - powstania wielu uczelni prywatnych i poszerzenia oferty państwowych. Do tego dochodzi konsumpcyjna postawa środowiska akademickiego, które potraktowało boom edukacyjny jako źródło dodatkowego dochodu, czasem zwykłą chałturę. To zjawisko patologiczne, groźne dla edukacji. Inną kwestią jest niski, często żenujący poziom naukowy kadry. Zdarza się, że wykłady prowadzą ludzie, którzy nigdy nie napisali dobrego podręcznika ani żadnej poważnej publikacji naukowej. A przecież uczelnie bez wysokiej klasy naukowców nie mają racji bytu.
Istotny wpływ na poziom ma także możliwość wyboru studiowania: bez opłat i odpłatnego. Czy w niektórych przypadkach płatna nauka nie oznacza kupowania dyplomów? Kuleje system stypendialny, który ma premiować najlepszych studentów. Wreszcie niefortunne zlikwidowanie obowiązkowej matematyki na maturze poczyniło takie spustoszenie w umysłach młodych ludzi, że skutki będą wyczuwalne przez długie lata. Żaden cywilizowany kraj na taki krok się nie zdecydował.
Jakie grzechy ma na sumieniu środowisko akademickie?
- Szkolnictwo wyższe przeżywa nie tylko kryzys jakości kształcenia i badań, ale i głęboki kryzys moralny. Nasz model kariery jest niewydolny i przestarzały - główny nacisk kładzie się na zdobywanie stopni i tytułów. Środowisko zapomniało, że podstawowym obowiązkiem naukowca jest rozwój nauki i przekazywanie wiedzy. W takiej sytuacji nie dziwią plagiaty i szemrane układy, wynoszące ludzi niemających z nauką nic wspólnego, często kompletne miernoty. Wszystko można kupić, załatwić, przepchnąć. Na uczelniach są także zdolni naukowcy, z poczuciem dumy z wykonywanego zawodu, ale często ci właśnie napotykają na kłopoty. Jest też grupa pracowników, którzy po doktoracie zatrzymują się w rozwoju naukowym. Czas postawić pytanie: czy powinni egzystować na uczelniach, a jeśli tak, to na jakich zasadach?
Przejawem degeneracji jest wieloetatowość kadry, która wynika z jej nie najlepszej kondycji materialnej. Znam przypadki kuriozalne: pewien profesor był zatrudniony na kilku uczelniach, ale zamiast uczyć, głównie podróżował. Inny poprosił o zmniejszenie liczby wykładów w macierzystej uczelni, bo nie starczało mu czasu na prowadzenie zajęć w innej. A pewien obrotny rektor zatrudnił się na całym etacie w innej uczelni i nie widział w tym nic niestosownego. Jeśli jeden promotor prowadzi rocznie 20, 30 prac dyplomowych, to w takim natłoku nietrudno o plagiaty.
Na porządku dziennym jest walka o władzę i pieniądze. Jeśli odbywa się fair, to nic złego. Ale często jest brutalna i nieuczciwa. Dochodzi do fałszowania wyborów władz uczelni i nielegalnego sprawowania władzy. Brak reakcji na te patologie ze strony ministerstwa, Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego czy Rady Retorów Szkół Wyższych świadczy o poważnej chorobie systemu.
Jak wypadają nasi naukowcy w międzynarodowych programach badawczych?
- Ich udział jest znikomy. Słabo znamy języki obce, zwłaszcza starsze pokolenie. Do rzadkości należą nawet drobne osiągnięcia naukowe o zasięgu międzynarodowym. Za to istnieją całe grupy badawcze, które przez lata prowadzą projekty finansowane z funduszy państwowych, choć nie posiadają nawet pojedynczych publikacji w uznanych czasopismach naukowych o zasięgu międzynarodowym. Tę nieprawidłowość dobrze oddaje środowiskowy dowcip: "Dlaczego zatwierdzanie projektów badawczych trwa tak długo? Bo ich jest dużo, a trzeba znaleźć te, które złożyli znajomi".
Organizowanie konferencji międzynarodowych sprowadzono do absurdu. Niektóre odbywają się po polsku, a uczestników zagranicznych brak, bo pokutuje na nich ględzenie kompletnie niespójne z nauką światową. Co dobrego można powiedzieć o międzynarodowej konferencji, skoro sama jej zapowiedź po angielsku aż roi się od błędów? Najgorsze, że ta pozorna aktywność jest finansowana ze skromnych środków na naukę. Bylejakość kształcenia i badań skutkuje potem bylejakością kadr w gospodarce, władz państwowych i byle jakim państwem. Sformułuję bardziej ogólną tezę: To byle jakie państwo, historycznie, było przyczyną naszych wielkich nieszczęść chociażby takich jak kolejne zniewolenia przez inne państwa oraz okresowe poniżające nas wielkie emigracje zarobkowe.
Powiało grozą...
- W efekcie ludzie z dyplomami podejmują za granicą prace sprzątaczek i kelnerów, a pieniądze na edukację trafiają w błoto. Chociaż akurat mojej uczelni to nie dotyczy - pracujący na morzu absolwent wydziału nawigacji po kilku latach potrafi zarobić miesięcznie 10 tys. euro.
Jak wypadamy na tle Europy?
- Zapóźnienie jest zatrważające, bo brakuje dobrych tradycji naukowych, nie wystarcza środków na szkolnictwo i naukę. W Europie, tej rozwiniętej i z dobrymi tradycjami akademickimi, jest nie do pomyślenia, by nauczyciel był zatrudniony na drugim etacie. Pryncypialność w tym względzie jest bardzo ważna, jej pielęgnowaniu pomaga przyzwoite wynagrodzenie. Oczywiście wybitny naukowiec może być konsultantem, może dać serię wykładów na innej uczelni i otrzymać za to wysokie wynagrodzenie.
1
2
następne »
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Na uczelniach źle się dzieje
nfajw
26.10.09, 19:46
To opinie zbieżne z opiniami Niezależnego Forum Akademickiego nfawww.wordpress.com/2008/07/23/akcje-niezaleznego-forum-akademickiego/Dobrze, że coraz więcej naukowców ujawnia to co jest od »
Najczęściej czytane24 htydzień



