Stocznia w wielkim mieście

Aleksandra Kozłowska
2009-04-29 aktualizacja: 2009-04-29 18:35
A A A Drukuj
Fot. Rafał Malko / AG
  • Marian Kwapiński wojewódzki konserwator zabytków
  • Plan Stoczni Cesarskiej z 1889 roku i współczesne zdjęcie lotnicze tego terenu - wyraźnie widać, że zachowała się większość oryginalnych obiektów stoczni, także sam jej układ wciąż pozostaje nienaruszony. Czy za kilka lat między ceglanymi halami powstaną nowoczesne wieżowce?
Jest w środku miasta, ale pozostaje niedostępna. Mało kto tam trafia, mało kto wie, co kryje. Dawna Stocznia Cesarska to najcenniejsza część Stoczni Gdańskiej. To dzięki tej praktycznie nieznanej części miasta Gdańsk ma szansę trafić na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
ZOBACZ TAKŻE
Była jedną z pierwszych nowoczesnych zakładów budujących okręty wojenne w Niemczech. Wszystko zaczęło się w 1844 roku, kiedy rząd Królestwa Prus za 500 talarów wykupił od gminy gdańskiej pięć morgów ziemi po obu brzegach Martwej Wisły. Początkowo miała tam być baza postojowa dla pruskiej floty - a ta wtedy składała się... z jednego okrętu, żaglowej korwety "Amazone".



Baza się rozwija

Wojna w 1849 r., podczas której Dania utrzymała Szlezwik i port w Kilonii, sprawiła, że Prusacy zaczęli myśleć o rozbudowie marynarki wojennej. Gdańską bazę korwet przekształcono w stocznię. Budowa pierwszej pochylni ruszyła 15 kwietnia 1850 r. Cztery miesiące później położono stępkę pod pierwszą żelazną korwetę parowo-żaglową, nad jej budową czuwał Johann W. Klawitter. Maszynę parową, kocioł do niej i większość uzbrojenia sprowadzono z Wielkiej Brytanii. Po trzech latach okręt "Danzig" był gotowy, w pierwszy rejs - do Anglii wypłynął 23 sierpnia 1853 r.

Wkrótce Stocznia Królewska zaczęła produkować nowocześniejsze korwety parowo-żaglowe wyposażone w śrubę napędową. Obok korwet stocznia budowała też wojenne żaglowce - szkunery i brygi.

Gdańsk stał się kolebką pruskiej marynarki wojennej i jej główną bazą na Bałtyku. Stoczni przybywało ziemi, powstały nowe warsztaty, magazyny, kreślarnie. Teren stoczni przeciął długi kanał wpadający do Martwej Wisły - służył do transportu drewna ze spławu wiślanego.

Gdy Prusy odebrały Danii Szlezwik, w 1865 r. główną bazę floty przeniesiono do Kilonii. Stocznia w Gdańsku jednak pozostała, a nawet zyskała sobie bardziej prestiżowe miano. Gdy Wilhelm I został cesarzem Niemiec, stocznia z "królewskiej" stała się "cesarską". A francuska kontrybucja, z której gdańska stocznia dostała 9.210 tys. marek, umożliwiła dalszy rozwój.

W latach 80. XIX wieku zaprzestano produkcji przestarzałych korwet, skupiając się na nowocześniejszych okrętach. Powstawały tu też jednostki pomocnicze dla marynarki wojennej, cały czas odbywały się remonty i przebudowy okrętów. To wszystko sprawiło, że Stocznia Cesarska stała się największym zakładem pracy w Gdańsku - pracowało w niej ponad sześć tysięcy robotników.



Kolebka U-bootów

Z początkiem XX wieku ruszyła budowa okrętów podwodnych. W Gdańsku pierwsza taka jednostka, oznaczona jako U-2, powstała w latach 1906-1908. Zaczęło się od niedużych łodzi, by dojść do sporych U-bootów (w sumie powstało ich blisko 40) walczących podczas I wojny światowej.

Stoczniowe prosperity skończyło się wraz z przegraną Niemiec. Zgodnie z traktatem wersalskim niemiecki przemysł zbrojeniowy musiał zostać zlikwidowany, dodatkowo w 1921 r. Liga Narodów zakazała produkcji i sprzedaży broni i amunicji na terytorium Wolnego Miasta Gdańska. W 1922 r. zwycięskie państwa przeforsowały przekształcenie stoczni w międzynarodową spółkę akcyjną.

30 sierpnia 1940 r. stocznia została oficjalnie przejęta przez państwo niemieckie. Zaczęła nosić nazwę Danziger Werft AG i budować głównie U-booty - podczas całej II wojny światowej powstało ich 60, z czego18 nie ukończono.

Obsadzona w marcu 1945 r. przez Sowietów stocznia została zniszczona i splądrowana, w mniejszym jednak stopniu niż Stocznia Schichaua. Dzięki temu już latem tego roku zaczęła pracować - pierwsi polscy robotnicy weszli na jej teren 26 lipca. Dwa lata później Stocznię nr 1 (dawna Stocznia Cesarska) połączono ze Stocznią nr 2 (dawną Stocznią Schichaua), tworząc jeden zakład zwany "Stocznia Gdańska" (w latach 1967-1989 znany oficjalnie jako "Stocznia Gdańska im. Lenina").



Mieszkać w stoczniowej hali

Dziś dawna Stocznia Cesarska, część Młodego Miasta należy do duńskiego dewelopera, firmy BPTO. - Chcielibyśmy, aby w części tych pięknych oryginalnych XIX-wiecznych hal produkcyjnych powstały nie tylko na przykład biura, ale i przestrzeń publiczna: kawiarnie, restauracje, otwarte na przestrzał pasaże - mówi Wojciech Helman, architekt z BPTO. - To jednak zależeć będzie od inwestorów. I, oczywiście od pomysłów architektów.

A tych chyba nie powinno brakować. - Budynki Stoczni Cesarskiej to fantastyczne miejsce, idealne na zaistnienie współczesnej architektury w Trójmieście - uważa Filip Kozarski, architekt z Agrest Group i ze studia Lowbudget mieszczącego się w Modelarni na byłym terenie Stoczni Gdańskiej. - To tu powinna w przyszłości powstać dzielnica tętniąca miejskim życiem, energiczna, pulsująca, otwarta, zwrócona ku wodzie. Stanie się tak, jeśli umiejętnie połączymy stare z nowym, jeśli wpiszemy współczesną architekturę w historyczną tkankę. Pozostawienie portowych żurawi, starych szyn w wytartym bruku oraz innych przemysłowych elementów w przestrzeni dzielnicy to tylko niektóre z zabiegów, które sprawiają, że miasto zyskuje charakter i staje się ciekawsze.

Podobne zdanie ma Lucyna Nyka, prodziekan ds. nauki wydziału architektury Politechniki Gdańskiej.

- Woda przyciąga, wystarczy spojrzeć na zatłoczone Długie Pobrzeże w sezonie. Stoczniowy kanał to także olbrzymi potencjał, który aż prosi się, by go architektonicznie wykorzystać - mówi pani architekt - Wiele miast zwraca się ku wodzie: Hamburg, Haga, Amsterdam, Manchester czy Berlin. Na tamtejszych kanałach i jeziorach powstaje architektura zbudowana na pływających platformach - bez fundamentów, bez pali wbijanych w dno - a więc w pełni mobilna. Takie obiekty, zarówno mieszkalne, jak i pełniące funkcje kulturalne, bardzo efektownie pobudzają "uśpione" fragmenty miast.



Stocznia na liście UNESCO?

Wartość Stoczni Cesarskiej doceniają również członkowie Komitetu ds. Światowego Dziedzictwa Kulturowego w Polsce. Kiedy w marcu tego roku odbyli poglądową wycieczkę po stoczniowych terenach, z podziwem przyglądali się nie tylko zachowanym oryginalnym halom, ale i nienaruszonemu zespołowi Stoczni Cesarskiej.

- Stocznia Gdańska to teren w pełni autentyczny, spójny, na który składają się zarówno oryginalne hale stoczniowe, sala BHP czy budynek dyrekcji, jak i urządzenia przemysłowe, a nawet kostka brukowa i szyny - podkreśla Sławomir Ratajski z Komitetu ds. Światowego Dziedzictwa Kulturowego w Polsce i sekretarz generalny Polskiego Komitetu ds. UNESCO. - Wartość tego obiektu jako świadka historii Solidarności będzie tylko rosła. Względy historyczne i zachowana oryginalność miejsca stanowi całość unikalną na skalę światową. Wpisanie go na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wydatnie podniosłoby markę Gdańska w świecie, podkreśliłoby jego znaczenie, jako miejsca, gdzie zaczęły się najważniejsze przemiany w historii najnowszej - dodaje.

Czy Gdańskowi rzeczywiście uda się trafić na tę listę? Do trzech razy sztuka - dwa poprzednie wnioski przepadły. Więcej szans nie będzie.

Korzystałam z opracowania prof. Pumeksa z Akademii Rzygaczy poświęconego historii Stoczni Cesarskiej

Dla Gazety

Marian Kwapiński, wojewódzki konserwator zabytków

Cieszę się bardzo, że dawna Stocznia Cesarska, jedyny tego typu zachowany obiekt w Europie, została doceniona przez Komitet ds. Światowego Dziedzictwa Kulturowego w Polsce. Dla mnie jej wartość nigdy nie budziła wątpliwości. Ale żeby teren ten znalazł się na liście UNESCO, potrzebne jest najpierw wpisanie go - w całości - do rejestru zabytków. Aktualny plan miejscowy z 2004 r. chroni wprawdzie dziewięć obiektów dawnej Stoczni Cesarskiej, m.in. budynek straży pożarnej, budynek dyrekcji, dwie kotlarnie, kuźnię i warsztat ślusarski, ale są to poszczególne budynki, nie cały zespół. A to znaczy, że w tę oryginalną tkankę można wstawić 300-metrowe wieże, co zniszczyłoby autentyczny charakter tego miejsca. Jeśli więc Gdańskowi naprawdę zależy na tym, by znaleźć się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO - a stocznia jest na to jedyną szansą - musi chronić cały obszar dawnej Stoczni Cesarskiej. To bardzo ważne, żeby pozostawić teren ten bez żadnych ingerencji.

Co jednak wcale nie znaczy, że dawna Stocznia Cesarska ma stać się skansenem otoczonym łańcuchem z tabliczką: "Nie dotykać". W całej Europie mamy przykłady adaptacji całych oryginalnych poprzemysłowych obszarów do nowych funkcji, w dawnych halach powstają mieszkalne lofty, biurowce czy sklepy. To samo możliwe jest w stoczni. Moim zdaniem obok mieszkań czy usług powinna znaleźć się tu marina i warsztat szkutniczy dla małych statków, które przypominałyby o oryginalnym charakterze miejsca.

Wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO to przede wszystkim prestiż. I to nie tylko dla stoczni, kolebki Solidarności, ale dla całego miasta. Za prestiżem idą też pieniądze - tak docenionym miejscem będą interesować się inwestorzy.



Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska

Sprawa wpisania na listę UNESCO nie jest taka prosta. Po pierwsze starania w tej kwestii nie są w kompetencji miasta, a rządu. Miasto z mojej inicjatywy organizowało wiele materiałów, dyskusji i sympozjów na ten temat. Zasięgaliśmy porad wielu autorytetów, specjalistów, członków Komitetu UNESCO. Dlaczego nie udało się? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Otóż od jakiegoś czasu UNESCO na listę chętniej wpisuje obiekty z Afryki i Azji niż z Europy. W odniesieniu do Europy zdecydowanie podniesiono wymagania. Klasycznym tego przykładem może być to, że w 1980 roku na listę wpisano odbudowane historyczne centrum Warszawy, a gdańskie historyczne centrum odpadło, bowiem zostało odbudowane.

Po wtóre nie jest prawdą, że na listę wpisywane są tylko zespoły architektoniczne. Dowodem może być chociażby Hala Stulecia we Wrocławiu. Teoretycznie więc nic nie stoi na przeszkodzie, by na listę trafiła na przykład Sala BHP czy Druga Brama Stoczni Gdańskiej.

Lekko zdumiewa mnie radość, jaką wywołały słowa członków Komitetu UNESCO u wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jak dotąd konserwator nie kwapił się z wciągnięciem Stoczni Cesarskiej do rejestru zabytków. Więcej nawet - obecny plan zagospodarowania przestrzennego tych terenów został przez urząd konserwatora zatwierdzony. I to właśnie ten plan, a nie działania konserwatora, chronią dziś zabytki Stoczni Cesarskiej.

Oczywiście nie rezygnujemy ze starań o wpisanie Gdańska na listę UNESCO. Tyle tylko, że to zbyt poważna sprawa, by podejmować nieprzemyślane decyzje. Musimy przeanalizować to, co sugerują przedstawiciele komitetu, przedstawić nasze sugestie.



Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos