Jarosław Wałęsa o Chinach, kobietach i nieuczciwych dziennikarzach

Rozmawiał Marek Sterlingow
2008-03-27 aktualizacja: 2008-03-27 21:07
A A A Drukuj
Fot. Dominik Sadowski / AG
Tak, mam mieszkanie w Pekinie. A czy pan jest taki święty? Czy przed wyjściem z domu sprawdził pan swoje ubranie? Na pewno ma pan na sobie koszulkę wyprodukowaną w Chinach. Zresztą ja swoje mieszkanie już sprzedaję - tłumaczy Jarosław Wałęsa
Marek Sterlingow: Lubi pan coca-colę?

Jarosław Wałęsa, poseł PO: Nie. Piję pepsi.

No to nie będzie miał pan rozterek związanych z bojkotem Coca-Coli za sponsorowanie Igrzysk.

- Ale przyłączam się do tego apelu. Gdybym ją pił, to teraz bym zrezygnował. To dobry pomysł, by naciskać na organizatorów w każdy możliwy sposób. Pewnie, że w pojedynkę Polska nie zagrozi potędze gospodarczej Chin, ale jak to się mówi: kropla drąży skałę.

Ale sam robi pan interesy w Chinach.

- Jakie tam interesy...

Kupił pan mieszkanie w Pekinie.

- No tak, ciąży na mnie to brzemię. Ale kupiłem to mieszkanie od obywatela innego kraju niż Chiny. A pan jest taki święty? Czy przed wyjściem z domu sprawdził pan swoje ubranie? Na pewno ma pan na sobie koszulkę wyprodukowaną w Chinach.

To jutro przed wyjściem sprawdzę wszystkie metki.

- No to ja sprzedam to mieszkanie i będzie z tym spokój. To faktycznie zaczyna mi być kulą u nogi.

Co pan myśli o tym, żeby nasi sportowcy mieli na koszulkach logo "Solidarność"?

- Pomysł może i dobry, ale zupełnie nierealny. MKOl się na to nie zgodzi i szkoda wogóle zawracać sobie tym głowę.

Jedzie pan na igrzyska?

- Miałem taki zamiar. Zupełnie nie zastanawiałem się wcześniej, czy wypada, czy nie wypada tam jechać. Wydarzenia w Tybecie przypomniały mi jednak, że ciągle rządzi tam komunistyczny reżim.

To może dobrze, że MKOl wybrał Chiny na organizatora igrzysk? Świat zainteresował się tym, co się tam dzieje.

- Coś w tym jest. Dzięki temu można teraz na nich naciskać, przypominać sobie i innym, co to reżim, do czego jest zdolny. Mam nadzieję, że gdy 7 lat temu podejmowano tę decyzję, brano to też pod uwagę. Że miał być to sposób na ucywilizowanie Chin.

Sądzi pan, że się to uda?

- Może jeszcze nie teraz, nie natychmiast. Nawet jeżeli coś się zmieni przed igrzyskami, wypuszczą więźniów politycznych, to potem znów przykręcą śrubę. Tybetu też przecież nie przestaną okupować.

No to co można osiągnąć tymi bojkotami coca-coli i demonstracjami?

- Sukcesem by było, gdyby władze Chin rozpoczęły jakikolwiek dialog z Dalajlamą. Gdyby zaczęły go traktować jako przywódcę narodu, gdyby wogóle przyjęły do wiadomości jego istnienie. To byłaby jakaś szansa na pokojowe rozwiązanie problemu Tybetu. Szkoda, że go ignorują, bo to naprawdę wspaniały człowiek.

Poznał go pan osobiście?

-Tak, kilka lat temu w Rzymie, byłem z nim na obiedzie. Niezwykłe przeżycie.

Jaki on jest?

- Emanuje spokojem, jest taki wewnętrznie spójny, uśmiechnięty, pogodny. I mimo że jego naród jest w tak trudnej sytuacji, że doświadczył bardzo dużo złego, nie ma w nim żadnej agresji, żądzy rewanżu. To człowiek, który chce pokoju, który za wszelką cenę nie chce rozlewu krwi. Naprawdę od razu poznać, że jest dosłownie stworzony do roli duchowego przywódcy narodu. Dosłownie kilka tygodni po tym obiedzie z Dalajlamą miałem zaszczyt spotkać się z Janem Pawłem II. Poczułem, jak oni są do siebie podobni, że to jest ten sam kaliber człowieka.

Pan prezydent, pana tata, nie zdecydował jeszcze, czy pojedzie na igrzyska. Co by mu pan doradzał?

- Ojciec jest w kontakcie z Dalajlamą i jest gotowy uczynić to, co będzie najlepsze dla sprawy Tybetu. Swoją decyzję uzależnił od sugestii Dalajlamy. I tak niech już zostanie.

A jak się czuje pana ojciec po operacji serca?

- To było trudne przeżycie, oczywiście wszyscy się martwiliśmy, ale efekty operacji są widoczne. Jest pełen energii, nowych pomysłów, nabrał wigoru.

Może jeszcze zaangażuje się w politykę?

- He, he, od polityki krajowej to w rodzinie jestem teraz ja.

No właśnie. Co tam słychać w Parlamentarnej Grupie Kobiet, dalej jest pan jej członkiem?

- Eeee... dawno nie było żadnego spotkania.

A co było na ostatnim?

- Na ostatnim mnie nie było, a szkoda, bo pewnie zostałbym wiceprzewodniczącym. A tak został nim kolega. Już nie jestem takim rodzynkiem jak na początku, bo razem jest nas już czterech mężczyzn. Dlatego na jednym z posiedzeń zgłosiłem wniosek, aby zmienić nazwę na Parlamentarna Grupa ds. Kobiet. Ale nie przeszło.

To czego dowiedział się pan o kobietach dzięki uczestnictwu w tej grupie?

- Za wcześnie na wnioski. Ale dalej uważam, że zapisanie się tam to był dobry pomysł.

Na jakie problemy kobiet zwrócił więc pan uwagę?

-Na przykład na to, że w parlamencie jest tylko 20 proc. kobiet, a tymczasem w społeczeństwie jest ich ponad 50 proc. Czyli jest potężna nadreprezentacja mężczyzn. Z tym należy coś zrobić. Dostaję mnóstwo e-maili od kobiet i zaproszeń na różne imprezy. Jestem już na przykład umówiony w Gdańsku na spotkanie z przedstawicielkami Partii Kobiet.

Czyli całkiem przyjemnie się pan urządził w tym Sejmie...

- Różnie to bywa. W środę na przykład przeżyłem najbardziej niemiłą sytuację, odkąd tu jestem.

Co się stało?

- Dziennikarze "Super Expressu" mnie okłamali i zrobili o mnie artykuł.

Aaa! Wiem o tym, że zaczął pan uprawiać seks w wieku lat 16?

- Dokładnie. To są moje osobiste sprawy i nie uważam, że należy wygłaszać takie opinie publiczne.

To po co im pan to mówił?

- Zadzwonili w sprawie propozycji pani Sowińskiej, która chce karać osoby uprawiające seks przed 18. rokiem życia. Pomysł bzdurny, to jasne. Nie ma co więcej o tym mówić. Gdy to już skomentowałem, dziennikarz poprosił mnie jeszcze o wzięcie udziału w ankiecie. Zapewniono mnie, że ma być anonimowa. Następnego dnia czytam na pierwszej stronie: "Jarosław Wałęsa: straciłem cnotę, gdy miałem 16 lat".

Naiwny to pan jest.

- Muszę coś z tym zrobić.

Podziel się

  • 65 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Jarosław Wałęsa o Chinach, kobietach i nieuczci... the_rest 28.03.08, 10:00

    Proponuję bojkot portali, które będą relacjonować olimpiadę w Chinach i przyokazji będą zarabiać na tym grube pieniądze (reklamy). Może Gazeta.pl poprzetą akcję ? no bo chyba nie zamierzacie»

  • Jarosław Wałęsa o Chinach, kobietach i nieuczci.. jolanta8778 28.03.08, 12:01

    Oj Jaruś, Jaruś jeszcze długo będziesz sie musiał uczyć. Po co tłumaczysz sie ze swoich decyzji obcym ludziom. Co im do tego? A może masz nieczyste sumienie? Czemu nie wyjedziesz do Pekinu? »