Modlitwa przed projektowaniem, bo płaci abp Głódź
04.02.2012
aktualizacja: 2012-02-04 10:45
Czy przed projektowaniem naprawdę trzeba się pomodlić - zastanawiają się architekci Andrzej Kwieciński i Jacek Droszcz
ZOBACZ TAKŻE
- Radni do Głódzia: nie działamy przeciwko sanktuarium (27-01-12, 11:59)
- PO nie zgadza się na kościół abp Głódzia. Na razie (26-01-12, 13:00)
- Co z nowym kościołem? Radni PO podzieleni (25-01-12, 22:21)
- Abp Głódź o kościele: Ma być taki, jak ma być (14-01-12, 08:00)
- Sanktuarium pw. Jana Pawła II. Który projekt najlepszy?
- Abp Głódź do radnych: takiego kościoła nie zbudujemy (12-01-12, 18:50)
Anna Umięcka: Konflikt wokół świątyni p.w. bł. Jana Pawła II, która ma stanąć na gdańskich Łostowicach, prowokuje do postawienia pytania, kto powinien decydować o wyglądzie miasta: architekci, inwestorzy, politycy czy ludzie - użytkownicy tej przestrzeni?
Andrzej Kwieciński*: Czasem decyduje konserwator. Bo to jedyny urzędnik w Polsce, który może powiedzieć, że mu się coś po prostu nie podoba. Architekt miejski tylko orzeka o zgodności z prawem. Referendum nie jest najszczęśliwszą formą wybierania projektu.
Przyjęto więc zasadę, że przy dużych zamówieniach obowiązuje konkurs. Startuje kilka, kilkanaście pracowni, prace ocenia jury. W jego składzie zasiadają przedstawiciele inwestora, miasta, specjaliści. Tym razem też tak było. Przedstawicielem inwestora byli proboszcz parafii w Łostowicach - ks. Ryszard Gros i szef Komisji Kurialnej ds. Budownictwa Sakralnego ks. Czapiewski, miasta - wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski i Andrzej Duch, szef Wydziału Urbanistyki UM Gdańska. A architekci to prof. Antoni Taraszkiewicz - dziekan Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, prof. Jerzy Kaczorowski, również członek komisji kurialnej oraz prof. Andrzej Prusiewicz - obaj z WA PG.
Wygrywamy albo przegrywamy, ale po raz pierwszy zdarzyła się aż taka ingerencja inwestora. Niestety, jest nim w tym wypadku kościół w osobie arcybiskupa Leszka Głódzia.
Jacek Droszcz**: Od lat przy kurii biskupiej działała Komisja ds. Budownictwa Sakralnego. Ponieważ byłem jej członkiem, postanowiłem nie brać udziału w konkursie. Komisja była głosem doradczym biskupa. Skupiała najlepszych profesjonalistów, kiedyś należeli do niej m. in. profesorowie Szczepan Baum i Andrzej Khonke. Miała za zadanie oceniać projekty kościołów nie tylko pod względem estetycznym, architektonicznym, ale przede wszystkim pod względem zgodności z kanonami sakralnymi. Arcybiskup Gocłowski skłaniał się ku jej opiniom i bardzo rozważnie decydował o przyjęciu kolejnych projektów.
Niedawno, z prasy dowiedziałem się, że została zlikwidowana, czyli możemy domniemywać, że decyzje podejmuje teraz jednoosobowo arcybiskup Głódź.
Konkurs wygrała pana pracownia „Baum, Kwieciński, Architekci”. Zaskoczył pana później-szy obrót sprawy?
AK: Decyzję o wygranej komisja uchwaliła jednogłośnie! Ale potem biskup, który nie widział wcześniej naszej pracy, ponieważ nie był członkiem jury - zaczął ją krytykować. Padł zarzut o brak sacrum.
Nie lubią panowie krytyki.
AK: Ależ skąd! Często spotykamy się z krytyką naszych dzieł. Szanujemy ją. Zresztą, zależy kto jest autorem krytyki - im bardziej ten ktoś krytykuje, tym bardziej się cieszymy, bo to znaczy, że projekt jest dobry (śmiech). W każdym konkursie są też zalecenia pokonkursowe: często trzeba coś dodać, zmienić. To są zwykle bardzo cenne uwagi i ważny wkład komisji, która poprawia pewne błędy.
JD: Sprawy merytoryczne są proste do rozstrzygnięcie. Ale jeśli pada argument, że w projekcie brak sacrum - to znaczy, że trudno będzie dojść do porozumienia, bo poruszamy się w sferze emocji. W tym wypadku zadziałały złe emocje, nie dające szansy na wypracowanie kompromisu.
AK: Oczywiście biskup ma prawo mieć swoje zdanie, ale dla mnie najbardziej przykre było, że zaczął podważać dorobek naszego starszego kolegi prof. Bauma, który stworzył naprawdę wspaniałe dzieła. To człowiek bardzo zaangażowany w kościół i zasłużony dla jego dobra. Budował kościoły PRL-u, w czasach kiedy tego zabraniano. Piękna świątynia we Władysławowie jest jego dziełem. Kościół ma kilkadziesiąt lat, a już został uznany za zabytek. Rzadko się zdarza coś takiego - Baumowi się udało.
I jeśli biskup na spotkaniu, w obecności wszystkich, radzi mu, żeby się nie puszył, nie był taki pewny swoich sukcesów, to... Widziałem, jak profesor bardzo to przeżył, ręce mu trzęsły, nie podjął dyskusji. Rozchorował się po tym.
JD: Padły słowa „że przed projektowaniem powinien się pomodlić". To niepojęte, aby taką sugestię insynuować seniorowi architektury, który jest twórcą wspaniałego kościoła p.w. św. Jacka w Straszynie, uznawanego za dzieło wręcz ikoniczne. Każdy władca ma prawo pozostawić po sobie coś znaczącego. François Mitterrand rozbudował główną oś Paryża - La Déf-ense. Jeśli tu mówimy o wotum dla papieża Jana Pawła II to można się z tym zgodzić, ale po co przy okazji deprecjonować uznany autorytet?
AK: A potem: „ja płacę, to ja decyduję”. U lekarza też czasem płacimy, czy to znaczy, że my decydujemy o leczeniu?
A może zabrakło rozmowy, wysłuchania racji biskupa?
AK: Ależ próbowaliśmy. Bardzo chcieliśmy rozmawiać, jeździliśmy na rozmowy do arcybiskupa, proboszcz przyjeżdżał do nas, powstawały kolejne rysunki, podwyższyliśmy wieżę, zrobiliśmy drugą, trzecią wersję projektu. Niepotrzebnie. Usłyszeliśmy w końcu, że nie o to chodzi. Musi być kopuła, w środku jest za jasno, ściany trzeba postawić w środku, bo będzie zimno, jakiś witraż. Nie było jednego momentu, żebyśmy mogli się zaczepić.
Podobno biskup marzył o wybudowaniu tu repliki bazyliki św. Piotra. Odpuściliśmy.
JD: W warunkach konkursu była zachęta: zaprojektujcie nowoczesny kościół w nowoczesnej dzielnicy - fajny temat. Zespół młodych architektów pod kierunkiem Andrzeja i jego wspólnika, Zbyszka Kowalewskiego oraz prof. Bauma, pracował nad tym przez trzy miesiące. Przy konkursach zarywamy noce, pracujemy w soboty i niedziele, życie rodzinne nie istnieje. Ale robimy to z pasją. I co teraz powiedzieć tym młodym ludziom? Że powoli wchodzą w świat, który nie jest do końca zrozumiały? To demoralizujące.
Pozostaje pytanie: po co ogłaszać konkurs, jeśli inwestor ma już wyobrażenie o końcowym efekcie dzieła? To nieodpowiedzialne! Gdyby zaproponowano od razu: zaprojektujcie kopułę i 20 kolumn to wiedzielibyśmy, że nie weźmiemy w tym udziału. Pozostaje wielki żal i rozczarowanie.
Andrzej Kwieciński*: Czasem decyduje konserwator. Bo to jedyny urzędnik w Polsce, który może powiedzieć, że mu się coś po prostu nie podoba. Architekt miejski tylko orzeka o zgodności z prawem. Referendum nie jest najszczęśliwszą formą wybierania projektu.
Przyjęto więc zasadę, że przy dużych zamówieniach obowiązuje konkurs. Startuje kilka, kilkanaście pracowni, prace ocenia jury. W jego składzie zasiadają przedstawiciele inwestora, miasta, specjaliści. Tym razem też tak było. Przedstawicielem inwestora byli proboszcz parafii w Łostowicach - ks. Ryszard Gros i szef Komisji Kurialnej ds. Budownictwa Sakralnego ks. Czapiewski, miasta - wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski i Andrzej Duch, szef Wydziału Urbanistyki UM Gdańska. A architekci to prof. Antoni Taraszkiewicz - dziekan Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, prof. Jerzy Kaczorowski, również członek komisji kurialnej oraz prof. Andrzej Prusiewicz - obaj z WA PG.
Wygrywamy albo przegrywamy, ale po raz pierwszy zdarzyła się aż taka ingerencja inwestora. Niestety, jest nim w tym wypadku kościół w osobie arcybiskupa Leszka Głódzia.
Jacek Droszcz**: Od lat przy kurii biskupiej działała Komisja ds. Budownictwa Sakralnego. Ponieważ byłem jej członkiem, postanowiłem nie brać udziału w konkursie. Komisja była głosem doradczym biskupa. Skupiała najlepszych profesjonalistów, kiedyś należeli do niej m. in. profesorowie Szczepan Baum i Andrzej Khonke. Miała za zadanie oceniać projekty kościołów nie tylko pod względem estetycznym, architektonicznym, ale przede wszystkim pod względem zgodności z kanonami sakralnymi. Arcybiskup Gocłowski skłaniał się ku jej opiniom i bardzo rozważnie decydował o przyjęciu kolejnych projektów.
Niedawno, z prasy dowiedziałem się, że została zlikwidowana, czyli możemy domniemywać, że decyzje podejmuje teraz jednoosobowo arcybiskup Głódź.
Konkurs wygrała pana pracownia „Baum, Kwieciński, Architekci”. Zaskoczył pana później-szy obrót sprawy?
AK: Decyzję o wygranej komisja uchwaliła jednogłośnie! Ale potem biskup, który nie widział wcześniej naszej pracy, ponieważ nie był członkiem jury - zaczął ją krytykować. Padł zarzut o brak sacrum.
Nie lubią panowie krytyki.
AK: Ależ skąd! Często spotykamy się z krytyką naszych dzieł. Szanujemy ją. Zresztą, zależy kto jest autorem krytyki - im bardziej ten ktoś krytykuje, tym bardziej się cieszymy, bo to znaczy, że projekt jest dobry (śmiech). W każdym konkursie są też zalecenia pokonkursowe: często trzeba coś dodać, zmienić. To są zwykle bardzo cenne uwagi i ważny wkład komisji, która poprawia pewne błędy.
JD: Sprawy merytoryczne są proste do rozstrzygnięcie. Ale jeśli pada argument, że w projekcie brak sacrum - to znaczy, że trudno będzie dojść do porozumienia, bo poruszamy się w sferze emocji. W tym wypadku zadziałały złe emocje, nie dające szansy na wypracowanie kompromisu.
AK: Oczywiście biskup ma prawo mieć swoje zdanie, ale dla mnie najbardziej przykre było, że zaczął podważać dorobek naszego starszego kolegi prof. Bauma, który stworzył naprawdę wspaniałe dzieła. To człowiek bardzo zaangażowany w kościół i zasłużony dla jego dobra. Budował kościoły PRL-u, w czasach kiedy tego zabraniano. Piękna świątynia we Władysławowie jest jego dziełem. Kościół ma kilkadziesiąt lat, a już został uznany za zabytek. Rzadko się zdarza coś takiego - Baumowi się udało.
I jeśli biskup na spotkaniu, w obecności wszystkich, radzi mu, żeby się nie puszył, nie był taki pewny swoich sukcesów, to... Widziałem, jak profesor bardzo to przeżył, ręce mu trzęsły, nie podjął dyskusji. Rozchorował się po tym.
JD: Padły słowa „że przed projektowaniem powinien się pomodlić". To niepojęte, aby taką sugestię insynuować seniorowi architektury, który jest twórcą wspaniałego kościoła p.w. św. Jacka w Straszynie, uznawanego za dzieło wręcz ikoniczne. Każdy władca ma prawo pozostawić po sobie coś znaczącego. François Mitterrand rozbudował główną oś Paryża - La Déf-ense. Jeśli tu mówimy o wotum dla papieża Jana Pawła II to można się z tym zgodzić, ale po co przy okazji deprecjonować uznany autorytet?
AK: A potem: „ja płacę, to ja decyduję”. U lekarza też czasem płacimy, czy to znaczy, że my decydujemy o leczeniu?
A może zabrakło rozmowy, wysłuchania racji biskupa?
AK: Ależ próbowaliśmy. Bardzo chcieliśmy rozmawiać, jeździliśmy na rozmowy do arcybiskupa, proboszcz przyjeżdżał do nas, powstawały kolejne rysunki, podwyższyliśmy wieżę, zrobiliśmy drugą, trzecią wersję projektu. Niepotrzebnie. Usłyszeliśmy w końcu, że nie o to chodzi. Musi być kopuła, w środku jest za jasno, ściany trzeba postawić w środku, bo będzie zimno, jakiś witraż. Nie było jednego momentu, żebyśmy mogli się zaczepić.
Podobno biskup marzył o wybudowaniu tu repliki bazyliki św. Piotra. Odpuściliśmy.
JD: W warunkach konkursu była zachęta: zaprojektujcie nowoczesny kościół w nowoczesnej dzielnicy - fajny temat. Zespół młodych architektów pod kierunkiem Andrzeja i jego wspólnika, Zbyszka Kowalewskiego oraz prof. Bauma, pracował nad tym przez trzy miesiące. Przy konkursach zarywamy noce, pracujemy w soboty i niedziele, życie rodzinne nie istnieje. Ale robimy to z pasją. I co teraz powiedzieć tym młodym ludziom? Że powoli wchodzą w świat, który nie jest do końca zrozumiały? To demoralizujące.
Pozostaje pytanie: po co ogłaszać konkurs, jeśli inwestor ma już wyobrażenie o końcowym efekcie dzieła? To nieodpowiedzialne! Gdyby zaproponowano od razu: zaprojektujcie kopułę i 20 kolumn to wiedzielibyśmy, że nie weźmiemy w tym udziału. Pozostaje wielki żal i rozczarowanie.
- 34 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
20 głosów
-
Modlitwa przed projektowaniem, bo płaci abp Głódź
zla.m
05.02.12, 00:26
Mało mnie obchodzi, jak będzie wyglądał ten kościół, nie wybieram się tam. Do żadnego mi nie po drodze. Ale dlaczego miasto oddaje swoją (czyli wspólną wszystkich mieszkańców) własność »
-
Kolejni mają nauczkę,że z klechami nie zrobi się
w.zboralski
05.02.12, 07:21
biznesu. Kurde, ilu jeszcze frajerów na tym świecie klechy muszą kopnąć w tyłek, żeby reszta baranów pojęła, że z mafią watykańską nie należy podejmować żadnych interesów?!»
-
Modlitwa przed projektowaniem, bo płaci abp Głódź
puzonik48
05.02.12, 08:31
Brak ingerencji architektów i brak planów zagospodarowania ,sprawia że nasze miasta i miasteczka ,przekształcają się w jakąś zbieraninę potworków .Z zazdrością patrzę na Zachodzie na miasta »
Najczęściej czytane24 htydzień








