800 stron i ponad 3000 haseł. Gdańsk ma encyklopedię
21.01.2012
aktualizacja: 2012-01-21 17:11
Fot. Rafa3 Malko / Agencja Gazeta
Postawiliśmy sobie zadanie, że encyklopedia będzie obejmowała okres od "początku świata" do dziś. Tylko jak to zrobić w praktyce?
Rozmowa z prof. Błażejem Śliwińskim*
Marek Wąs: Jak się robi encyklopedię?
Prof. Błażej Śliwiński: Uff, nie radzę próbować. Pięć lat ciężkiej pracy. Około dwustu autorów haseł, każdy z własnym charakterem. Pod koniec byłem już zmęczony, najbardziej przez śledzenie polityków.
Po co pan śledził?
- Żeby aktualizować hasła, bo one się starzeją. Trzy lata temu autor oddaje nam biogram żyjącego polityka. Ale ja, przez kolejne dwa lata, muszę tego polityka śledzić i uzupełniać hasło o jego kolejne dokonania.
W którymś momencie to trzeba przeciąć.
I właśnie przecięliśmy. "Encyklopedia Gdańska" jest już na etapie redagowania, wkrótce ukaże się drukiem.
Ale od czego taka praca się zaczyna?
- Początek jest chyba najtrudniejszy. Postawiliśmy sobie zadanie, że encyklopedia będzie obejmowała okres od "początku świata" do dziś. Tylko jak to zrobić w praktyce? Jaką koncepcję przyjąć? W końcu trzeba się zabrać za kompletowanie listy haseł, znaleźć autorów. A gdy oni przystąpili do pracy, okazało się, że hasła pączkują, listę trzeba uzupełniać. Na i mamy ponad trzy tysiące haseł. Osoby, obiekty, organizacje, instytucje, do tego ilustracje.
Jak się pisze hasło?
- Mieliśmy ambitny plan, żeby encyklopedia nie była jedynie streszczeniem już posiadanej wiedzy o Gdańsku. Oczywiście wiele haseł, głównie biograficznych, ma taki charakter, bo niektóre postacie są już tak przebadane, że trudno cokolwiek nowego dodać. Ale większość haseł ma swoich autorów, którzy - specjalnie na rzecz encyklopedii - prowadzili badania. Głównie z tego powodu prace trwały tak długo. Historycy ustalili nowe fakty, postawili nowe hipotezy. Tak więc ta publikacja ma charakter naukowy, powiększa naszą wiedzę o Gdańsku.
Na przykład?
- Hasło "kat". Niby coś tam wiedzieliśmy, ale dopiero dr Dariusz Kaczor przekopał się przez archiwa i gruntownie zbadał temat. Łącznie ze sporządzeniem pełnej, imiennej listy katów gdańskich. To jest pionierska praca.
Encyklopedia jest pracą historyczną?
- W dużej części, większość autorów to historycy. Nie musieliśmy przecież objaśniać budowy silnika spalinowego, od tego są zwykłe encyklopedie. Ale pojawiły się tematy, do których trzeba było szukać specjalistów z innych dziedzin. Gdańskie tramwaje, autobusy, telefony, radio, telewizja, układ drogowy. Wróbli Staw - kto wie, co to jest? Albo gdańskie potoki, mamy ich sporo, gdzie są ich źródła, gdzie uchodzą, jakie mają znaczenie? Wiele haseł mnie samego zaskoczyło.
Jakie?
- Choćby hasło "nietoperze". Okazało się, że w Gdańsku mamy jedne z największych w Europie siedlisk tych sympatycznych potworków. Super, znalazł się specjalista od nietoperzy, Mateusz Ciechanowski, i mamy kolejne hasło.
Jak poradziliście sobie z niemieckimi nazwami?
- To był długo dyskutowany problem. Nie mogliśmy przecież napisać, że Adolf Hitler podczas wizyty w Gdańsku zatrzymał się przy ul. Armii Krajowej. Nazwy ulic, ale również zmieniająca się numeracja domów, to była ciężka sprawa. Przyjęliśmy zasadę, że stosujemy nazwy z epoki, a więc do 1945 r. niemieckie, a w nawiasie podajemy ich współczesne polskie odpowiedniki. W ogóle postanowiliśmy zaakcentować XIX wiek. Bo w historii Gdańska okres między rozbiorami a rokiem 1918 jest najsłabiej obecny w świadomości dzisiejszych gdańszczan.
Marek Wąs: Jak się robi encyklopedię?
Prof. Błażej Śliwiński: Uff, nie radzę próbować. Pięć lat ciężkiej pracy. Około dwustu autorów haseł, każdy z własnym charakterem. Pod koniec byłem już zmęczony, najbardziej przez śledzenie polityków.
Po co pan śledził?
- Żeby aktualizować hasła, bo one się starzeją. Trzy lata temu autor oddaje nam biogram żyjącego polityka. Ale ja, przez kolejne dwa lata, muszę tego polityka śledzić i uzupełniać hasło o jego kolejne dokonania.
W którymś momencie to trzeba przeciąć.
I właśnie przecięliśmy. "Encyklopedia Gdańska" jest już na etapie redagowania, wkrótce ukaże się drukiem.
Ale od czego taka praca się zaczyna?
- Początek jest chyba najtrudniejszy. Postawiliśmy sobie zadanie, że encyklopedia będzie obejmowała okres od "początku świata" do dziś. Tylko jak to zrobić w praktyce? Jaką koncepcję przyjąć? W końcu trzeba się zabrać za kompletowanie listy haseł, znaleźć autorów. A gdy oni przystąpili do pracy, okazało się, że hasła pączkują, listę trzeba uzupełniać. Na i mamy ponad trzy tysiące haseł. Osoby, obiekty, organizacje, instytucje, do tego ilustracje.
Jak się pisze hasło?
- Mieliśmy ambitny plan, żeby encyklopedia nie była jedynie streszczeniem już posiadanej wiedzy o Gdańsku. Oczywiście wiele haseł, głównie biograficznych, ma taki charakter, bo niektóre postacie są już tak przebadane, że trudno cokolwiek nowego dodać. Ale większość haseł ma swoich autorów, którzy - specjalnie na rzecz encyklopedii - prowadzili badania. Głównie z tego powodu prace trwały tak długo. Historycy ustalili nowe fakty, postawili nowe hipotezy. Tak więc ta publikacja ma charakter naukowy, powiększa naszą wiedzę o Gdańsku.
Na przykład?
- Hasło "kat". Niby coś tam wiedzieliśmy, ale dopiero dr Dariusz Kaczor przekopał się przez archiwa i gruntownie zbadał temat. Łącznie ze sporządzeniem pełnej, imiennej listy katów gdańskich. To jest pionierska praca.
Encyklopedia jest pracą historyczną?
- W dużej części, większość autorów to historycy. Nie musieliśmy przecież objaśniać budowy silnika spalinowego, od tego są zwykłe encyklopedie. Ale pojawiły się tematy, do których trzeba było szukać specjalistów z innych dziedzin. Gdańskie tramwaje, autobusy, telefony, radio, telewizja, układ drogowy. Wróbli Staw - kto wie, co to jest? Albo gdańskie potoki, mamy ich sporo, gdzie są ich źródła, gdzie uchodzą, jakie mają znaczenie? Wiele haseł mnie samego zaskoczyło.
Jakie?
- Choćby hasło "nietoperze". Okazało się, że w Gdańsku mamy jedne z największych w Europie siedlisk tych sympatycznych potworków. Super, znalazł się specjalista od nietoperzy, Mateusz Ciechanowski, i mamy kolejne hasło.
Jak poradziliście sobie z niemieckimi nazwami?
- To był długo dyskutowany problem. Nie mogliśmy przecież napisać, że Adolf Hitler podczas wizyty w Gdańsku zatrzymał się przy ul. Armii Krajowej. Nazwy ulic, ale również zmieniająca się numeracja domów, to była ciężka sprawa. Przyjęliśmy zasadę, że stosujemy nazwy z epoki, a więc do 1945 r. niemieckie, a w nawiasie podajemy ich współczesne polskie odpowiedniki. W ogóle postanowiliśmy zaakcentować XIX wiek. Bo w historii Gdańska okres między rozbiorami a rokiem 1918 jest najsłabiej obecny w świadomości dzisiejszych gdańszczan.
1
2
następne »
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




