Jerzy Dudek w Madrycie wspiera Gdańsk przed Euro

Rozmawiał Marcin Dajos, Madryt
21.01.2012 aktualizacja: 2012-01-22 11:10
A A A Drukuj
Jerzy Dudek Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
- Widzę to tak: hiszpańska szynka, czerwone i białe wino łączące się z polskim piwem, kabanosami i bigosem. Do tego miks kibicowskich przyśpiewek. Będzie ciekawie - dobrą atmosferę podczas Euro w Gdańsku przepowiada Jerzy Dudek, były bramkarz reprezentacji Polski i Realu Madryt, który odwiedził gdańskie stoisko na trwających w Madrycie Międzynarodowych Targach Turystycznych FITUR
Będąc w tłumie kibiców przed meczem Real - Barcelona [w środę w Pucharze Króla, wygrała Barca 2:1 - red.], pomimo całego kolorytu oraz hałasu, ani przez chwilę nie czuło się obawy o własne bezpieczeństwo. Było spokojnie, kulturalnie, międzynarodowo. Tego samego możemy spodziewać się w Gdańsku, gdzie swoje mecze grupowe podczas Euro rozegrają Hiszpanie? Podobno może za nimi przyjechać ok. 30 tys. kibiców.

Jerzy Dudek: - Mecze piłkarskie w Hiszpanii są traktowane jak imprezy rodzinne. Nie przypominam sobie, żeby dochodziło do animozji pomiędzy kibicami. No, może czasami podczas derbów Madrytu. Ogólnie jest bardzo bezpiecznie. Tutaj ludzie przychodzą pokibicować swojej drużynie, czasami zresztą siadają na trybunie, aby tylko popatrzeć na mecz. Dla nich piłkarskie spotkanie jest jak teatralny spektakl. Są oczywiście również fanatycy, lecz jest ich znacznie mniej.

Czyli hiszpańscy fani gwarantują na ulicach Gdańska rodzinną atmosferę?

- Kiedy okazało się, że Polska będzie organizować Euro, mocno to przeżyłem. Sam zresztą przekonywałem działaczy UEFA, że ta impreza należy się właśnie nam. I kiedy decyzja okazała się pozytywna, pomyślałem, że już jesteśmy zwycięzcami. Tysiąc kilometrów autostrady czy tylko 700 albo 500, stadion dokończony czy nie - to mnie nie obchodziło. Już wtedy widziałem w nas zwycięzców. Taki Gdańsk, który gościć będzie Hiszpanię, może czuć się jak ktoś, kto trafił los na loterii. Myślę, że hiszpańscy kibice zapewnią doskonałą atmosferę. Piłkę kochają tak mocno jak corridę. To będzie coś fantastycznego. Futbol jest wręcz częścią religii i właśnie tak to tutaj przeżywają.

Co się stanie, kiedy na ulicach Gdańska spotkają się dziesiątki tysięcy polskich i hiszpańskich kibiców?

- To na pewno będzie bardzo ciekawa mieszanka. Ostatnie mistrzostwa Starego Kontynentu pokazały, że nasi fani są w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o doping dla swojej drużyny. Jak spotkają się nasi kibice z hiszpańskimi, wyjdzie z tego ciekawe połączenie. Już to widzę: hiszpańska szynka, czerwone i białe wino łączące się z polskim piwem, kabanosami i bigosem. Do tego miks kibicowskich przyśpiewek. Będzie ciekawie.

Hiszpanie twierdzą, że cenią Polaków za ich gościnność. Jak z punktu widzenia człowieka związanego mocno z Hiszpanią, należy przyjąć kibiców aktualnych mistrzów świata i Europy?

- Musimy być sobą. Pielęgnujmy to, co w Europie jest znane i cenione. Polacy postrzegani są jako naród gościnny, pomocny i - co ciekawe - uśmiechnięty. Może w Krakowie trochę mniej jest uśmiechów w kierunku Anglików, ale ogólnie jesteśmy już bardzo pogodni. Lecąc ostatnio samolotem z Polski do Hiszpanii zauważyłem, że większość pasażerów stanowili mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego. Odniosłem wrażenie, że chętnie odwiedzają oni nasz kraj. Jakieś szczególne propagowanie go wśród Hiszpanów nie jest więc tak do końca potrzebne. Wystarczy, aby pilnować naszych obecnych relacji. Pamiętajmy o pomocy dla obcokrajowców, żeby czuli się jak u siebie w domu, bo przecież my oczekujemy tego samego, kiedy znajdujemy się za granicą. Euro nie musi być jednorazową przygodą dla turysty. Wielu z nich będzie chciało wrócić później do Polski i do Gdańska, już bez całego zamieszania związanego z mistrzostwami. Znam tę sytuację bardzo dobrze, gdyż jako piłkarz byłem w wielu miejscach, ale tylko na lotnisku, stadionie i w hotelu. Teraz wracam do tych miejsc, aby na spokojnie je zwiedzić.

Czyli gotujmy kotły bigosu, kiśmy słoiki ogórków i kupujmy skrzynki wódki, aby ugościć Hiszpanów?

- Mam takie piękne wspomnienie związane z okresem świątecznym. Podczas jarmarku na stoiskach dostępne były kiełbasa, bigos, grzaniec - i taką tradycję doskonale sprzedaje się turystom. Oczywiście poza tym, że te rzeczy świetnie smakują. Jak chce się coś wygrać na boisku, czy zorganizować dobrą imprezę, to najważniejsza jest atmosfera. Jak wykreujemy tę atmosferę, to i Euro będzie udane. Trzeba się jedynie modlić o pogodę. W Madrycie przez cały czas świeci słońce i od razu żyje się lepiej.

Hiszpanie dzwonią do Jerzego Dudka i wypytują o Polskę?

- Takich sytuacji nie doświadczam, ale jest mi bardzo miło, jak mówią pozytywnie o naszym kraju. Ostatnio gościłem Chendo - syna byłego piłkarza Realu, który obecnie jest w sztabie szkoleniowym. Był zachwycony Polską i wspominał, że chętnie tutaj wróci.

W Gdańsku jesteśmy pewni jednego - kibiców z Hiszpanii musi zachwycić PGE Arena.

- Niestety, nie byłem jeszcze na tym obiekcie, ale słyszałem wiele dobrego. Odwiedziłem już Stadion Narodowy i z całą odpowiedzialnością twierdzę, że jest to jeden z najładniejszych obiektów piłkarskich w Europie. A skoro słyszę opinie, że PGE Arena jest jeszcze ładniejsza niż stadion w Warszawie, to mówi to samo za siebie. To ponownie pokazuje, że dzięki Euro jesteśmy wielkimi wygranymi. Mówi się o kryzysie w Portugalii, m.in. w kontekście stadionów, które wybudowano tam na Euro, a teraz nie potrafi się ich utrzymać. W Polsce postawiliśmy cztery stadiony i na pewno damy radę zapewnić ich poprawne funkcjonowanie.

Nie sposób nie zapytać o ostatni mecz pomiędzy Realem a Barceloną, skoro rozmawiamy kilkanaście godzin po tym wydarzeniu.

- Obiecaliście, że nie będziecie o to pytać...

Kto jednak lepiej rozumie to wielkie wydarzenie, jak nie były piłkarz klubu z Madrytu?

- Wynik był taki jak zawsze. Można tylko powiedzieć za klasykiem: "ale to już było". Po każdym meczu obiecuję sobie coraz więcej, ale Barcelona wciąż pokazuje, że jest dojrzalszą drużyną. I dlatego wygrywa. To nie przypadek, ponieważ w 10 ostatnich meczach z Realem przegrała tylko raz.

Czy Realu nie wykańcza czasem presja wyniku, która przybiera ogromne rozmiary przed starciami z Barceloną?

- Ten klub jest jak Biały Dom w Waszyngtonie. Cokolwiek się tu nie powie, idzie w świat. Ogromna presja na zawodnikach i działaczach jest mocno odczuwalna. Madryt jest zakochany w Realu, ta miłość jest widoczna wszędzie. Czasami, podjeżdżając pod stadion i obserwując reakcje kibiców, odnosiłem wrażenie, że nie gram w drużynie piłkarskiej, ale w zespole rockowym...

Jakie są szanse Realu na pokonanie Barcelony na jej boisku i awans do półfinału Pucharu Króla?

- Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Przypominam, że po pierwszej połowie ostatniego meczu Real prowadził 1:0. Piłkarze z Madrytu muszą zacząć kontrolować swoje emocje, bo każdy kolejne spotkanie z Barceloną przynosi niedobre sytuacje - to ktoś kogoś ugryzie, to przypadkowo kopnie i tworzy się niepotrzebne napięcie. Jeżeli uda się podczas meczu w Barcelonie utrzymać emocje na wodzy, to czemu Real ma nie wygrać?

Jestem przekonany, że ligę wygra Real, ponieważ gra lepiej na wyjazdach z tymi słabszymi rywalami. Jeżeli ma to być wymiana, my wam Puchar Króla, a wy nam ligę, to idę na coś takiego.

Jak jeszcze Gdańsk przekonuje Hiszpanów do przyjazdu na Euro >>

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów