W październiku dwa kolejne posiedzenia Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych będą poświęcone problemom ludzi zaginionych. Mają być na nie zaproszeni fachowcy z policji i ze specjalizującej się w poszukiwaniach Fundacji Itaka. To efekt sprawy 19-letniej Iwony Wieczorek. Dziewczyna zaginęła w drodze do domu, nad ranem 17 lipca br. Do dzisiaj policji nie udało się wyjaśnić, co się z nią stało. Podobny los spotyka więcej osób. Ile dokładnie?
Oto, co mówią policyjne statystyki: rocznie w Polsce zgłaszane jest zaginięcie około 15 tys. osób. Z tego nie odnajduje się około 300. W woj. pomorskim rocznie jest około 1000 zgłoszeń, nieznany pozostaje los kilkunastu osób. Nie znaczy to, że wszyscy padli ofiarą przestępstwa. Część z nich nie chce być odnaleziona, wyjechała za granicę i rozpoczęła nowe życie.
W tym roku, według bazy danych Fundacji Itaka w Trójmieście, bez wieści przepadły dwie osoby. Pierwsza z nich to 32-letni Rafał Szymański. Ostatni raz był widziany w marcu w Galerii Bałtyckiej. Został tam jego samochód. Niestety, zanim policja odnalazła jego pojazd, minęły ponad dwa tygodnie i nagrania monitoringu Galerii Bałtyckiej zostały skasowane. Do dziś nie wiadomo, co mogło stać się z mężczyzną. Drugi przypadek zaginięcia osoby z Trójmiasta, to właśnie Iwona Wieczorek. Również w jej przypadku policja zbyt opieszale gromadziła nagrania z monitoringu, co może zaważyć na powodzeniu śledztwa.
Co jest przyczyną tych, zdawałoby się, karygodnych zaniedbań? I czy rzeczywiście są karygodne? Otóż niekoniecznie. Wynikają one z obowiązujących w policji procedur. Wytłumaczył to nam pragnący zachować anonimowość wyższy oficer pomorskiej policji: - Intensywne poszukiwania zaczynamy natychmiast tylko wtedy, gdy zaginie dziecko lub starsza, schorowana osoba. We wszystkich pozostałych przypadkach nie robimy praktycznie nic, co najwyżej sporządzamy jakieś notatki służbowe. Prawie wszyscy zaginieni znajdują się sami w ciągu tygodnia, dwóch. Nie mamy możliwości biegania za każdym, nie mamy na to środków. To zwykła pragmatyka śledztwa. Jeżeli dana osoba się nie znajduje, zaczynamy coś robić po dwóch tygodniach. Niestety, często tak jest, że gdy przyczyną zaginięcia jest morderstwo, na zbieranie śladów jest już za późno.
Polecamy - Sejmowa komisja zajmie się sprawą Iwony Wieczorek
Przykład, który doskonale ilustruje sytuację, to historia 25-letniego Łukasza Łysko z Gniewu. Chłopak zniknął 4 lata temu wraz ze swoim samochodem. Nie wszczęto w śledztwa, sporządzono jedynie kilkanaście notatek z rozmów z bliskimi. Po 4 latach na tej podstawie prokuratura sporządziła ekspertyzę, z której wynika, że najprawdopodobniej jest ofiarą morderstwa. Dopiero wtedy wszczęto śledztwo i wytypowano miejsce, gdzie można było ukryć zwłoki. Miesiąc temu w wyłowionym z Wisły samochodzie, na tylnym siedzeniu znalazło się ciało Łukasza. Czy teraz, po 4 latach uda się złapać sprawców i udowodnić im winę? Na pewno nie będzie to łatwe.
Po zniknięciu Iwony sprawami ludzi zaginionych zainteresowało się dwóch pomorskich posłów: Paweł Orłowski (PO) i Zbigniew Kozak (PiS). Dobrze by było, gdyby wbrew partyjnym animozjom w tej sprawie współpracowali ze sobą. Przykłady Iwony, Łukasza czy Rafała świadczą, że niektórymi zgłoszeniami zaginięć należy zająć się natychmiast. Sukcesem będzie, jeżeli sejmowej komisji uda się namówić policję do wypracowania procedur pozwalających wyłowić te przypadki już w momencie zgłoszenia. A sama policja może wreszcie nauczy się w porę korzystać z nagrań z monitoringu.