Chodzi o ludzi i pieniądze. Ludzie zarabiają pieniądze i płacą podatki, z których część zostaje na Pomorzu. Wydaje się, że będą to robić i po prywatyzacji, bo przecież nikt nie przeniesie rafineryjnych instalacji np. na południe Polski. Taki koncern to jednak nie tylko technicy obsługujący maszyny. To też handlowcy, prawnicy, specjaliści od marketingu, sprzedaży. A oni - łatwo to sobie wyobrazić - mogą z centralą firmy bez szkody dla niej przenieść się do innego miasta.
Do tego na Pomorzu są dziesiątki firm, które żyją ze zleceń Grupy
Lotos. Bo wielkie inwestycje koncernu rozstrzygane są w ramach
przetargów dostępnych dla spółek z całego świata. Ale na co dzień setki zamówień dostają najdrobniejsze przedsiębiorstwa z Trójmiasta i okolic - dostarczając choćby papier do drukarek.
Warto też wspomnieć o Lotosie jako sponsorze wydarzeń sportowych czy kulturalnych. Wyprowadzka centrali będzie oznaczała także transfer tych pieniędzy do innego regionu.
Nie pozbawiajmy Pomorza tych przywilejów mądrzejsi o przykre doświadczenia z przeszłości. W latach 90. Bank Gdański został wchłonięty przez dużo mniejszy Bank Inicjatyw Gospodarczych z Warszawy.
Wtedy lokalne środowisko polityczne nie odważyło się lobbować za pozostawieniem centrali w Trójmieście.
Skuteczności zabrakło też kilka lat temu, gdy z Gdańska zniknął GE Money Bank łączony z krakowskim BPH. Co najciekawsze - to przykład, że w umowie prywatyzacyjnej można zapewnić sobie zachowanie siedziby spółki. Tu taką gwarancję zdobył Kraków.
Jak będzie z Lotosem? - Mamy tyle sił, by obronić interes regionu - mówi poseł Sławomir Nowak (PO), bliski współpracownik premiera. - Udowodniliśmy to w ciągu ostatnich trzech lat, zabiegając o centralne inwestycje i unijne środki.
Z kolei poseł Andrzej Jaworski twierdzi, że nawet zapis w umowie prywatyzacyjnej nie będzie wiążący - zwłaszcza jeśli właścicielem Lotosu zostanie zachodni koncern: - Można obronić centralę, ale tylko kiedy kontrolę nad firmą utrzyma skarb państwa.
Jedno jest pewne: sprzedaży firmy nie da się uniknąć. Bez pieniędzy za Lotos rząd nie znajdzie 15 mld zł dochodów z prywatyzacji zaplanowanych w przyszłorocznym budżecie.
Dlatego nadeszła pora działania i stworzenia ponadpartyjnej lokalnej koalicji lobbującej za pozostawieniem centrali Lotosu w Gdańsku. I pamiętającej o podobnym problemie przy prywatyzacji koncernu Energa.
Najlepszy przykład, że może ona być skuteczna, to starania o przyspieszenie budowy pomorskiego odcinka autostrady. Ale koalicjanci muszą wyjść na forum publiczne - poza nieoficjalne rozmowy w zaciszach gabinetów ministrów i doradców. Odwagi.