Wśród ofiar 49-letniej Anny P. jest kilkoro gdańskich lekarzy, którzy chcieli otrzymać dotacje na wyposażenie swoich gabinetów i liczyli, że pośredniczka szybko załatwi ich sprawę w pomorskim Urzędzie Marszałkowskim. Z ustaleń śledczych wynika bowiem, że Anna P. powoływała się na ogromne wpływy w tej instytucji. Czasami twierdziła, że jest pracownikiem tego urzędu, co również nie było prawdą.
- Oszukani w większości sami zgłaszali się do Anny P., bo w miasto poszła fama, że z pomocą tej kobiety szybciej dostaje się dotację - opowiada nam jeden z gdańskich funkcjonariuszy. - Oszukane osoby nie miały oczywiście pojęcia, że pobierana od nich "specjalna opłata za założenie wniosku o dotację" została przez Annę P. wymyślona, bo w rzeczywistości taka opłata nie istnieje.
Wiele ofiar to znajomi lub znajomi znajomych podejrzanej. Bez zmrużenia oka płacili jej tyle, ile od nich zażądała.
- Kwoty były różne - od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy - mówi Witold Niesiołowski, szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk Wrzeszcz. - Póki co, kobieta usłyszała zarzuty płatnej protekcji i oszustwa. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.
Śledztwo w tej sprawie ruszyło na początku tego roku, gdy do urzędu zaczęli zgłaszać się zniecierpliwieni klienci pośredniczki. Pytali, kiedy w końcu zostaną rozpatrzone ich wnioski o unijne dotacje. Wtedy urzędnicy marszałka doszli do wniosku, że mogło dojść do przestępstwa i zawiadomili prokuraturę (pod jej nadzorem śledztwo prowadzili policjanci z wydziału do walki z korupcją KWP).
Anna P. nie przyznaje się do winy. Była przesłuchiwana kilkakrotnie, ale za każdym razem zaprzeczyła, że powoływała się na wpływy i pracę w urzędzie.
Prokurator Niesiołowski: - Twierdzi, że prowadziła legalną działalność gospodarczą jako pośrednik finansowy oraz miała zamiar wywiązać się ze wszystkich zobowiązań. Nic z tego jednak nie wychodziło, bo klienci nie dostarczali jakiś dokumentów, które były niezbędne do złożenia wniosku o unijną dotację.
Śledztwo w tej sprawie zmierza już do końca. Za kilka tygodni do sądu powinien zostać skierowany akt oskarżenia.
Tymczasem policjanci nie wykluczają, że Anna P. może mieć na koncie jeszcze więcej oszustw. - Wszystkie potencjalne ofiary tej kobiety, które do tej pory nie zgłosiły nam przestępstwa, prosimy o kontakt z naszym wydziałem do walki z korupcją - mówi Jan Kościuk, rzecznik KWP.
W Urzędzie Marszałkowskim poinformowano nas, że jakikolwiek wpływ osoby z zewnątrz na to, kto oraz w jakim terminie dostanie dotację, jest wykluczony. Na przeszkodzie stoją bowiem kontrole i procedury, których nie sposób ominąć.
Polecamy - Może rzucą pomarańcze, może będziesz musiał dać łapówkę